II Kongres Miasta dla Suwerenności Żywnościowej | Kraków, 17-18 czerwca 2026
Podczas panelu „Bezpieczeństwo | Suwerenna najedzona” rozmawiano o bezpieczeństwie żywnościowym jako elemencie odporności państwa, miast i wspólnot lokalnych. W dyskusji pojawiły się wątki polityk miejskich, ochrony ludności, dystrybucji żywności w sytuacjach kryzysowych, roli konsumentów, krótkich łańcuchów dostaw, planowania przestrzennego oraz nowych modeli produkcji i sprzedaży żywności. Magazyn Istota objął II Kongres Miasta dla Suwerenności Żywnościowej patronatem medialnym.
Ostatni panel kongresu był najbardziej rozproszony, ale być może właśnie dlatego dobrze pokazał, jak złożony jest temat bezpieczeństwa żywnościowego. Nie da się go zamknąć w jednym haśle. To nie jest wyłącznie pytanie o ilość produkowanej żywności. To także pytanie o logistykę, dystrybucję, dostępność, jakość, prawo, samorząd, zachowania konsumentów, zmiany klimatu i zdolność mieszkańców do poradzenia sobie w sytuacji zakłóceń.
Katarzyna Wysocka z Wrocławia zwróciła uwagę na ważne rozróżnienie. Bezpieczeństwo żywnościowe oznacza dostępność żywności dla mieszkańców, natomiast odporność żywnościowa jest procesem dochodzenia do tego bezpieczeństwa. To przesunięcie jest istotne, ponieważ kryzysu nie da się obsłużyć dopiero wtedy, gdy już nastąpi. Trzeba wcześniej budować kompetencje, relacje, dane, polityki miejskie i lokalną infrastrukturę. Wrocław, jak mówiła, od podpisania Paktu Mediolańskiego pracuje nad analizą własnego systemu żywnościowego, wpisaniem żywności do strategii Wrocław 2050 oraz nad polityką żywnościową miasta.
Ten sposób myślenia jest bardzo ważny także dla Krakowa i gmin otaczających miasto. Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej przesunęła rozmowę o żywności z obszaru komfortu do obszaru obowiązków publicznych. Samorząd ma myśleć nie tylko o codziennym funkcjonowaniu miasta, ale również o tym, co stanie się w przypadku przerwania dostaw, dłuższego kryzysu, wojny, awarii infrastruktury lub ekstremalnych zjawisk pogodowych.
W panelu mocno wybrzmiało, że sama produkcja żywności nie rozwiązuje problemu. Polska produkuje dużo żywności i jest znaczącym eksporterem, ale kryzysy bardzo często zaczynają się nie od braku produktu, lecz od załamania logistyki, dystrybucji i dostępu. Przykład pandemii pokazał, że nawet podstawowe towary mogą chwilowo zniknąć z półek nie dlatego, że ich nie ma, lecz dlatego, że system dostaw nie nadąża za zmianą zachowań społecznych.
Dlatego tak ważna jest infrastruktura rozproszona. W dyskusji pojawił się wątek mniejszych sklepów, lokalnych sieci, targowisk, punktów dystrybucji i miejsc, które w czasie pokoju pełnią funkcję handlową, a w kryzysie mogą stać się elementem bezpieczeństwa mieszkańców. Duże centra handlowe i magazyny są potrzebne, ale system oparty wyłącznie na koncentracji jest bardziej podatny na awarie. Odporność wymaga redundancji, czyli możliwości zastąpienia jednego kanału innym.
Bardzo ważny głos dotyczył konsumentów. W badaniach przywołanych podczas panelu pokazano, że Polacy nie są wyłącznie łowcami promocji. Znaczna część konsumentów deklaruje gotowość dopłacania do żywności wysokiej jakości, a problemem nie zawsze jest brak chęci, lecz brak dostępu. Mieszkańcy chcą lokalnych produktów, targowisk, bazarów i małych sklepów, ale bardzo często ich codzienne otoczenie zdominowane jest przez dyskonty. To pokazuje, że bezpieczeństwo żywnościowe jest także kwestią urbanistyki i planowania przestrzennego.
Właśnie tutaj pojawia się rola samorządów. Nie wystarczy mówić o lokalnej żywności, jeśli w planach zagospodarowania przestrzennego nie ma miejsca na targowiska, warzywniaki, magazyny, chłodnie, punkty odbioru, lokalne przetwórstwo i drobną dystrybucję. Nie wystarczy promować rolników, jeśli nie mają oni realnych kanałów sprzedaży. Nie wystarczy zachęcać mieszkańców do kupowania lokalnie, jeśli w pobliżu nie ma gdzie tego zrobić.
Ciekawy był również wątek patriotyzmu gospodarczego i rozwojowego. W dyskusji zwrócono uwagę, że kupowanie polskich produktów nie jest wyłącznie gestem konsumenckim. Może być elementem budowania odporności gospodarczej i tożsamościowej. Jeśli tradycyjne i rodzinne rolnictwo zostanie wypchnięte z systemu, stracimy nie tylko część produkcji, ale również ważny element kultury i lokalnej tożsamości.
Jednocześnie panel pokazał, że nie można budować suwerenności żywnościowej samymi hasłami. Potrzebne są konkretne narzędzia. Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie wskazywało na projekty dotyczące miejskich laboratoriów żywności, nowych technologii produkcji, sprzedaży bezpośredniej, automatów vendingowych dla lokalnych produktów, cyfrowego sprawdzania dostępności towarów oraz uproszczenia ścieżek administracyjnych dla rolników chcących sprzedawać bezpośrednio. To ważne, ponieważ wiele barier nie wynika z braku żywności, lecz z procedur, niedostatku informacji i trudności w połączeniu producenta z odbiorcą.
Merytorycznie najważniejszy wniosek z tego panelu jest prosty: odporność żywnościowa miasta nie powstaje w chwili zagrożenia. Powstaje wcześniej, w czasie pokoju. W polityce przestrzennej, w lokalnych rynkach, w edukacji mieszkańców, w relacjach z rolnikami, w szkolnych stołówkach, w magazynach, w punktach sprzedaży i w danych, które pozwalają wiedzieć, kto produkuje, co produkuje i jak można tę żywność dostarczyć mieszkańcom.
W kontekście Istoty i Mądrych Wiosek szczególnie istotne jest to, że bezpieczeństwo żywnościowe nie może być myślane wyłącznie z perspektywy miasta. Miasto nie nakarmi się samo. Potrzebuje otaczających je gmin, rolników, targowisk, krótkich łańcuchów dostaw i relacji z mieszkańcami, którzy rozumieją, że żywność nie zaczyna się w sklepie. Zaczyna się w krajobrazie, który trzeba chronić, i w pracy ludzi, których trzeba traktować jako część infrastruktury bezpieczeństwa.
Największym brakiem panelu, mimo jego wartości, było zbyt słabe uporządkowanie rozmowy wokół zmian klimatycznych. W końcówce pojawiło się ważne pytanie, czy traktujemy poważnie suszę, pustynnienie gleb, nawalne deszcze i długotrwałe zmiany warunków produkcji. To pytanie powinno być jednym z centralnych tematów każdej polityki żywnościowej. Wojna i pandemia są widocznymi kryzysami, ale zmiany klimatyczne działają wolniej i dlatego łatwiej je lekceważyć. Tymczasem to one mogą najgłębiej zmienić warunki produkcji żywności w perspektywie kolejnych dekad.
Jeśli więc chcemy mówić o suwerenności żywnościowej poważnie, musimy zejść z poziomu deklaracji na poziom mechanizmów. Potrzebujemy wiedzy o lokalnej produkcji, ochrony terenów rolnych, wsparcia dla rolników, miejsc sprzedaży, infrastruktury dystrybucji, edukacji żywieniowej, planów kryzysowych i współpracy pomiędzy samorządem, państwem, rolnikami oraz mieszkańcami.
To nie jest temat na czas wojny. To jest temat na czas przed wojną, przed suszą, przed awarią, przed kryzysem. Odporność zaczyna się wtedy, kiedy jeszcze wydaje się, że wszystko działa.
Tekst i fot. Janusz Bończak
Zobacz pełne nagranie z konferencji























































