Rozmowa o powietrzu, oddechu i odpowiedzialności.
Powietrze wydaje się niewyczerpane. Jest wszędzie, więc na co dzień prawie go nie zauważamy. Dopiero kiedy zaczyna nam go brakować albo kiedy dowiadujemy się, czym naprawdę oddychamy, rozumiemy, jak cienka i krucha jest przestrzeń, w której istnieje życie.
Podczas Wielkowiejskiego Targu, 18 lipca 2026 roku, rozmawialiśmy o czystym powietrzu, smogu, wymianie źródeł ciepła, ubóstwie energetycznym, ochronie drzew i edukacji ekologicznej. Punktem wyjścia stało się porównanie atmosfery do skórki jabłka. To właśnie w tej cienkiej warstwie żyjemy, oddychamy i podejmujemy działania, których skutki odczują kolejne pokolenia.
W rozmowie uczestniczyły prof. Joanna Hańderek, filozofka i etyczka, radna Miasta Krakowa i przewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska Rady Miasta Krakowa, Monika Cyrek, ekodoradczyni w Referacie Ochrony Środowiska Gminy Wielka Wieś, oraz Katarzyna Bryzek, doradczyni energetyczna Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. Rozmowę prowadził Janusz Bończak.
Joanna Hańderek: Kiedy oddychamy, to, co naturalne, wydaje nam się oczywiste i w jakimś sensie nielimitowane. Nie zdajemy sobie sprawy, że czasami sami robimy wszystko, żeby nie móc swobodnie oddychać, żeby oddech przestał być tym, co daje nam życie.
Kiedy oddychamy zanieczyszczonym powietrzem, gdy jest w nim zbyt dużo różnych związków chemicznych powstających w wyniku naszego działania, sami działamy na swoją niekorzyść. Emitujemy do atmosfery gazy cieplarniane, między innymi metan, które będą długo pozostawały w tej naszej skórce, wpływając na jakość życia naszych dzieci i wnuków.
Pierwszą rzeczą, którą musimy sobie uświadomić, jest to, że oddech jest czymś naturalnym, ale jest też pewnego rodzaju przywilejem. Oznacza zdrowie i możliwość życia. Walka o czyste powietrze jest więc walką o to, żeby to, co najbardziej naturalne, mogło dalej funkcjonować. Żebyśmy mogli korzystać z życia i żeby następne pokolenia mogły żyć w dobrych warunkach.
Takie myślenie odbywa się tu na co dzień, na Wielkowiejskim Targu. Przyjeżdżają tu ludzie ze swoimi lokalnymi produktami, dzięki czemu zmniejsza się pozostawiany przez nie ślad węglowy. Produkty są tworzone z troską o środowisko, a to oznacza ograniczanie emisji i walkę o czyste powietrze. Pokazuje to, że tak jak oddech jest czymś naturalnym, tak samo naturalne może być dbanie o przyszłość i jakość życia na naszej planecie. Musimy jednak pamiętać, że to, co naturalne, także wymaga pielęgnacji.
Janusz Bończak: Dlaczego nie dostrzegamy, że żyjemy w tak cienkiej przestrzeni, w tej skórce jabłka, w której może istnieć życie? Dopiero od kilkudziesięciu lat naprawdę wiemy, jak wygląda nasz glob. W 1968 roku, podczas misji Apollo 8, wykonano słynne zdjęcie wschodzącej Ziemi. Zobaczyliśmy naszą planetę jako niewielką kulę zawieszoną w przestrzeni. Czy wcześniej wydawało nam się, że bezkres powietrza jest nie do zniszczenia?
JH: Problem polega na tym, że to, co naturalne, traktujemy jako oczywiste i dane nam raz na zawsze. Wyobrażamy sobie, że powietrze, które nas otacza, jest czymś nielimitowanym. Skoro było do tej pory, to będzie zawsze. Traktujemy to trochę jak niepisany kontrakt z rzeczywistością.
Oczywistość przyzwyczaja nasz umysł. Skoro oddycham i nie mam z tym problemu, wydaje mi się, że żadnego problemu nie ma. Dopiero kiedy zaczynam się dusić, na przykład biegnąc szybko pod górę, odkrywam, że oddychanie nie jest aż tak oczywiste. Mocno łapię powietrze i nie jestem w stanie go zaczerpnąć.
Kiedy oddech się uspokaja, znowu zapominamy o tym doświadczeniu. Wolimy o nim nie myśleć, bo duszenie się jest bolesne i przerażające. Wypieranie takich rzeczy jest naszym mechanizmem obronnym, ale na dłuższą metę staje się niebezpieczne. Nie słyszymy znaków alarmowych wysyłanych przez ciało.
Żyjąc w mieście, żyjemy trochę na bezdechu. Zanieczyszczenia powodują, że źle nam się oddycha, ale nauczyliśmy się funkcjonować w takich warunkach. Pierwsza rzecz to zatem usłyszeć, co mówi ciało. Ono chce oddechu, czystego oddechu. Nie bez przyczyny automatycznie dobrze się czujemy, kiedy widzimy zieleń i otwartą przestrzeń. W ten sposób nasz organizm reaguje na to, co bezpieczne i daje nam możliwość życia.
Często mówimy po prostu, że powietrze jest złe. Co jednak oznacza „złe powietrze”? Czym różnią się dym, pyły i smog?
Monika Cyrek: Dla każdego „złe powietrze” może oznaczać coś innego. Jedna osoba pomyśli o powietrzu zadymionym, inna o nieprzyjemnym zapachu, a ktoś jeszcze o kurzu. Bardzo często nadużywamy też słowa „smog”. Jeżeli widzimy dym, od razu nazywamy go smogiem.
Najważniejszy w powietrzu jest dla nas tlen, bo daje nam życie. Bez jedzenia możemy wytrzymać tygodnie, bez wody kilka dni, a bez powietrza tylko kilka minut. Oddychamy tym, co akurat znajduje się wokół nas. Nie możemy wybrać sobie innego powietrza.
W powietrzu może znajdować się kurz, czyli większe cząsteczki ziemi, piasku i innych substancji obecnych w naszym otoczeniu. Kiedy oddychamy przez nos, błona śluzowa zatrzymuje część tych większych cząsteczek. Są jednak także pyły PM2,5 i PM10. To bardzo małe cząsteczki, które ze względu na swoje rozmiary z łatwością przedostają się do płuc i mogą wyrządzać w organizmie poważne szkody.
Dym powstający podczas spalania jest mieszaniną tlenków, pyłów i różnych substancji smolistych. Smog jest natomiast sytuacją, w której zanieczyszczenia gromadzą się w określonym miejscu i czasie, przy sprzyjających temu warunkach, między innymi bezwietrznej pogodzie i dużej wilgotności.
Znaczenie ma również ukształtowanie terenu. Jeżeli występuje niska emisja pochodząca z gospodarstw, jest bezwietrznie i wilgotno, a miejscowość znajduje się w dolinie lub kotlinie, zanieczyszczenia nie mogą się rozwiać i zaczynają się kumulować.
Możemy też wspomnieć o benzo[a]pirenie. To substancja, która przyczepia się do małych cząstek pyłu i razem z nimi łatwo dostaje się do organizmu. Jest silnie rakotwórcza. Możemy się nią zatruwać między innymi podczas spalania mokrego drewna.
Skutki przebywania w zanieczyszczonym środowisku nie zawsze pojawiają się od razu. Choroba może rozwijać się przez miesiące albo lata. Co ważne, to, co szkodzi nam najbardziej, często w ogóle nie ma zapachu. Nie jesteśmy więc w stanie tego samodzielnie wyczuć.
Nie chcemy nikogo straszyć, ale pokazać kruchość naszego świata i niezwykłe proporcje, dzięki którym możemy oddychać. Nasze organizmy są delikatne i wrażliwe. Powinniśmy więc wiedzieć, jak chronić powietrze. Pani Katarzyno, Wojewódzki Fundusz nie przyjmuje skarg na zanieczyszczenia, ale finansuje działania, które mają poprawić jakość powietrza. Jakiego rodzaju jest to pomoc?
Katarzyna Bryzek: Skargi dotyczące zanieczyszczeń przyjmuje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Wojewódzki Fundusz jest natomiast instytucją, która dofinansowuje działania z zakresu ochrony środowiska, w tym ochrony powietrza.
Dla osób fizycznych, gmin i przedsiębiorstw dostępne są różne programy. Niektóre mają formę dotacji, inne pożyczek. Pomagamy również w szukaniu innych źródeł finansowania i podpowiadamy, jak najlepiej je wykorzystać.
W gminie Wielka Wieś większość budynków stanowią domy jednorodzinne. Wiele z nich wybudowano kilkadziesiąt lat temu. Mieszkaniec zastanawia się, jaki ma piec i co może z nim zrobić. Rozumiem, że pierwszym krokiem jest wizyta u ekodoradcy w urzędzie gminy?
KB: Ekodoradca jest pierwszą osobą, do której można się zwrócić i zapytać o dostępne źródła finansowania. Gmina Wielka Wieś obsługuje program „Czyste Powietrze”, dotyczący między innymi wymiany starych, nieefektywnych źródeł ciepła.
Można również pytać o inne środki przeznaczone na wymianę urządzeń. Programy pojawiają się w różnych terminach, a pieniądze niekiedy szybko się wyczerpują, dlatego zawsze warto sprawdzać aktualne możliwości. My także staramy się informować, jakie nabory są planowane i gdzie w najbliższym czasie pojawią się nowe środki.
Przychodzi więc mieszkaniec, który ma stary piec i chciałby go wymienić. Jak wyglądają pierwsze kroki?
MC: Bazujemy przede wszystkim na programie „Czyste Powietrze”. Gminny program wymiany źródeł ciepła został zakończony. Obecnie w ramach lokalnego programu osłonowego realizujemy działania skierowane do osób znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji, w tym dotkniętych ubóstwem energetycznym.
Trzeba jednak spełnić szereg warunków. Staramy się pomagać takim mieszkańcom, ale dotarcie do nich i przeprowadzenie całego procesu bywa bardzo trudne.
Czym właściwie jest ubóstwo energetyczne?
MC: W dużym uproszczeniu jest to sytuacja, w której człowiek nie jest w stanie zapewnić sobie komfortowych warunków życia. Nie chodzi tylko o ogrzewanie zimą, ale również o funkcjonowanie podczas upałów.
Często takie osoby mieszkają w budynkach znajdujących się w bardzo złym stanie technicznym, wymagających kompleksowej termomodernizacji. Osoba dotknięta ubóstwem energetycznym może nawet posiadać kocioł spełniający wymagania, na przykład gazowy, ale nie stać jej na opłacenie rachunków. Oszczędza więc na najbardziej podstawowych potrzebach: prądzie, ogrzewaniu i codziennym funkcjonowaniu.
Sam termin „ubóstwo energetyczne” jest bardzo źle odbierany. Kiedy kontaktuję się z takimi osobami, staram się go unikać. Mówię raczej: „wiem, że jest państwu ciężko, trudno opłacić rachunki, a dom wymaga remontu”.
Do takich osób bardzo trudno dotrzeć. Zazwyczaj nie stoją jako pierwsze w kolejce po pomoc. Żyją po cichu, bardzo skromnie, nikomu się nie narzucają i nie mówią głośno o swoich problemach.
Oprócz pracy urzędniczej potrzebne są więc uważność i wrażliwość. Nie wystarczy wypełnić dokumentów. Trzeba zobaczyć drugą osobę.
MC: Absolutnie.
Pani profesor, zwracam się do Joanny Hańderek, zajmuje się pani problematyką wykluczenia. Jak z tej perspektywy patrzy pani na ubóstwo energetyczne?
JH: Osoby, które rzeczywiście potrzebują wsparcia, często mają ogromny problem psychologiczny, żeby o nie poprosić. Dlatego pierwszym apelem powinno być: wyjdźmy do tych osób.
Jeżeli widzimy, że sąsiad lub sąsiadka przeżywają kryzys ekonomiczny i mają problemy z ogrzaniem domu, czasami łatwiej jest rozpocząć rozmowę sąsiadom albo znajomym niż samej zainteresowanej osobie. Istnieje bowiem silna bariera psychologiczna.
Osoby, które same zgłaszają się po pomoc, zazwyczaj mają już część tego problemu przepracowaną. Są w zupełnie innej sytuacji niż ktoś, kto pozostaje sam i nie potrafi powiedzieć, że potrzebuje wsparcia.
Ochrona powietrza to zatem nie tylko dofinansowanie i wymiana kotłów. To również to, co możemy zrobić jako sąsiedzi: porozmawiać, podejść do kogoś i zwrócić uwagę w przyjazny sposób. Taka rozmowa może być równie ważna jak nowy piec.
MC: Informacje o osobach potrzebujących pomocy otrzymujemy dzięki współpracy z radnymi, sołtysami i sąsiadami. Czasami odkrywamy taką sytuację przypadkiem podczas kontroli. Wchodzimy do budynku, widzimy stan kotłowni i zauważamy, że mieszka tam samotna osoba, której zwyczajnie jest ciężko.
Jak wygląda droga mieszkańca, który chce skorzystać z programu „Czyste Powietrze”?
MC: Osoba zainteresowana wymianą kotła najczęściej kontaktuje się z nami telefonicznie albo przychodzi do urzędu, do pokoju 135. Najpierw sprawdzamy dane w Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków. Wojewódzki Fundusz bardzo dokładnie weryfikuje, jakie źródło ciepła zostało tam zgłoszone.
Jeżeli jest to kocioł węglowy, informujemy o możliwości uzyskania dofinansowania. Wyjaśniamy, jaki rodzaj urządzenia może zostać objęty wsparciem i jakie wymagania musi spełniać.
Możliwa jest również termomodernizacja, jednak budynek musi spełnić określone warunki. Sama wymiana źródła ciepła jest prostsza. Przy termomodernizacji pojawia się więcej wymagań.
Kluczowa jest sytuacja prawna budynku i ustalenie, czy osoba składająca wniosek jest jego właścicielem. Często pojawiają się nieuregulowane sprawy spadkowe. Zaczynamy wtedy od uporządkowania kwestii własności.
Następnie należy wykonać audyt energetyczny i przemyśleć zakres przedsięwzięcia. Czy będzie to tylko wymiana kotła, czy również wymiana okien i ocieplenie budynku? Chodzi o to, żeby dobrze zaplanować całą inwestycję.
Pomagamy przygotować i złożyć wniosek o dofinansowanie. Po pozytywnej weryfikacji beneficjent otrzymuje umowę i ma określony czas na wykonanie zadania. Po zakończeniu inwestycji może ponownie przyjść do nas z fakturami i pozostałymi dokumentami. Pomagamy zebrać dokumentację i przygotować wniosek o płatność. Później sprawa trafia do Wojewódzkiego Funduszu.
Co dalej dzieje się z takim wnioskiem?
KB: Jeżeli wniosek jest dobrze przygotowany i nie wymaga uzupełnień, beneficjent otrzymuje pozytywną decyzję i umowę, a następnie realizuje inwestycję.
Możliwe jest również złożenie wniosku po wykonaniu przedsięwzięcia. Wtedy do wniosku o płatność dołącza się między innymi faktury. Dokumentacja zostaje zweryfikowana i, jeżeli wszystko się zgadza, rozpoczyna się procedura wypłaty środków na konto beneficjenta albo wykonawcy.
W przypadku prefinansowania, dostępnego dla osób najuboższych, beneficjent nie musi na początku wykładać całej kwoty z własnych środków. Znajduje firmę, która wykona zadanie, a część zaliczki trafia bezpośrednio na konto wykonawcy.
Czy dużo wniosków przechodzi bez konieczności wprowadzania poprawek?
KB: Sporo dokumentów wymaga uzupełnienia albo poprawy. Dokumentacja jest rozbudowana. Nie wystarczy sama faktura. Potrzebny jest cały zestaw dodatkowych załączników.
Dlatego bardzo ważna jest pomoc gmin, które przejmują pierwszy kontakt z beneficjentem i pomagają mu przejść przez procedurę.
Czy zainteresowanie dofinansowaniem jest duże?
KB: Zainteresowanie jest duże, ale trzeba spełnić określone warunki. Część osób ich nie spełnia i nie może złożyć wniosku.
Zasady programu „Czyste Powietrze” zmieniły się w 2025 roku. Przy kompleksowej termomodernizacji trzeba wykonać audyt energetyczny i zrealizować wskazany w nim zakres prac. Dla części mieszkańców jest to bariera. We wcześniejszych wersjach programu można było bardziej etapowo planować inwestycję. Teraz większy nacisk położono na jej kompleksowość.
Czy o dofinansowanie mogą starać się również przedsiębiorcy i rolnicy?
KB: Program „Czyste Powietrze” jest przeznaczony wyłącznie dla osób fizycznych. Dla przedsiębiorców mamy jednak inne możliwości finansowania oferowane przez Wojewódzki Fundusz.
Mogą one obejmować nie tylko termomodernizację, ale także wymianę źródeł ciepła w mikroprzedsiębiorstwach i większych firmach oraz instalacje odnawialnych źródeł energii. Dużym zainteresowaniem cieszą się instalacje fotowoltaiczne, magazyny energii i pompy ciepła.
Pani profesor, jak obecnie wygląda sytuacja z zanieczyszczeniem powietrza w Krakowie? Czy w mieście pozostały jeszcze kopciuchy?
JH: Kraków ma za sobą najcięższą część walki, ponieważ przeprowadzono wymianę kopciuchów. Historia tego procesu była momentami burzliwa.
Obecnie jednym z problemów miasta jest to, co napływa z zewnątrz. Dlatego tak często mówimy o konieczności współpracy Krakowa z otaczającymi go gminami. W części miejscowości stare źródła ciepła nadal funkcjonują, a Kraków jest specyficznie położony w niecce.
Powietrze nie jest przypisane do granic jednej miejscowości. Cyrkuluje. To, co dzieje się w jednej przestrzeni, wpływa później na inną. Ochrona powietrza jest więc wspólną sprawą.
Moim zdaniem drugim wielkim problemem Krakowa jest zabetonowanie miasta i zabudowywanie kolejnych terenów. Jeżeli nie mamy drzew, łąk i trawników, którym pozwala się swobodnie rosnąć, tracimy kolejną część przestrzeni pozwalającej nam oddychać.
W Krakowie powstają mikroparki. Są niewielkie, ale każda zieleń ma znaczenie. Komisja Ochrony Środowiska złożyła również projekt uchwały dotyczącej ochrony drzew, zwłaszcza starych. Uchwała została przegłosowana.
Chodzi o to, żeby osoba projektująca osiedle albo dom musiała uwzględnić istniejący drzewostan i wkomponować zabudowę pomiędzy drzewa, zamiast najpierw wszystko wycinać, a później sadzić nowe rośliny. Im starsze drzewo, tym jest cenniejsze i ma większe możliwości oczyszczania atmosfery.
Takie działania się pojawiają, ale nadal jest ich za mało i przebiegają zbyt wolno. Ochrona powietrza to nie tylko wymiana kopciuchów. Drzewa, które nas otaczają, są bezcenne i stanowią gwarancję naszego normalnego życia.
Co możemy zrobić jako mieszkańcy, nawet bez udziału w programach i składania dokumentów?
JH: Nie wycinać drzew, sadzić nowe i reagować, kiedy widzimy, że jakieś drzewo ma zostać usunięte.
Bardzo często otrzymuję zgłoszenia od mieszkanek i mieszkańców, którzy pytają, dlaczego dane drzewo przeznaczono do wycięcia. Kontaktuję się wtedy z Zarządem Zieleni Miejskiej, rozmawiam i negocjuję. Czasami udaje się wycofać planowaną wycinkę.
Uważność ludzi, którzy upominają się o swoją przestrzeń i walczą o swoje drzewa, jest dzisiaj niezwykle ważna. Czasami warto ograniczyć inwestycję po to, żeby w przyszłości normalniej nam się żyło.
Czy mieszkańcy gminy przychodzą do ekodoradców również z pytaniami o proste, codzienne sposoby ochrony powietrza?
MC: Jeżeli ktoś przychodzi po dofinansowanie na wymianę kotła albo termomodernizację, zwykle nie rozmawia z nami o zakładaniu sadu czy ochronie drzew. Największą wartość edukacyjną mają jednak spotkania bezpośrednio w domu mieszkańca.
Wtedy widzimy, co dzieje się dookoła i jak wygląda rzeczywista sytuacja. Osoby kontrolowane często bardzo się denerwują i początkowo źle nas odbierają. To jednak również moment, w którym możemy pokazać, że przychodzimy nie tylko kontrolować, ale także edukować.
Tłumaczymy, dlaczego węgiel nie powinien być przechowywany na zewnątrz i zawilgocony, ponieważ powoduje wtedy większe zadymienie. Mówimy, dlaczego warto kupować węgiel z certyfikatem i dlaczego drewno musi być suche. Ludzie bywają zaskoczeni, że nie powinno się palić drewnem dopiero co ściętym.
Wyjaśniamy również, dlaczego w kotłowni nie powinny znajdować się śmieci i jakie zanieczyszczenia powstają podczas ich spalania. Związki te trafiają do atmosfery i szkodzą wszystkim, ale osoba paląca odpady szkodzi również samej sobie. Zanieczyszcza komin, zwiększając ryzyko pożaru i utraty dorobku całego życia.
Nie mogę powiedzieć, że w naszej gminie mamy duży problem ze spalaniem śmieci. Zdarza się jednak, że ktoś wkłada do kotła na podpałkę kawałek kolorowej gazety i jest zaskoczony, kiedy podczas kontroli wykrywane są zanieczyszczenia. Papier zawiera farbę drukarską i różne związki chemiczne, które podczas spalania trafiają do atmosfery.
Bezpośrednia rozmowa z mieszkańcem jest więc bardzo skuteczna.
MC: Tak. Wyjaśniamy także, dlaczego warto wymienić stary kocioł. Takie urządzenia są często nieefektywne, zużywają więcej paliwa i nie spalają go całkowicie. Dotyczy to również starych kotłów gazowych.
Osoby, które przeprowadziły kompleksową termomodernizację i skorzystały z programu „Czyste Powietrze”, widzą ogromną zmianę w wysokości rachunków. To jest realna oszczędność, którą odczuwa się w codziennym życiu.
Czy Wojewódzki Fundusz prowadzi również szkolenia i dofinansowuje działania edukacyjne dotyczące ochrony powietrza?
KB: Wojewódzki Fundusz udziela dofinansowania na działania edukacyjne, między innymi wyposażenie szkół i sal oraz zakup pomocy edukacyjnych. Wnioski mogą składać również stowarzyszenia.
Pracuję jako doradczyni energetyczna w projekcie Doradztwa Energetycznego, realizowanym przez szesnaście wojewódzkich funduszy. Partnerem wiodącym jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Wśród naszych zadań znajdują się szkolenia dla dzieci, młodzieży, dorosłych, seniorów i osób zagrożonych wykluczeniem. Od 22 kwietnia do 15 czerwca prowadziliśmy dużą kampanię „Energia się liczy”. Uczyliśmy oszczędzania energii w szkołach, przedszkolach, na uniwersytetach trzeciego wieku i w domach pomocy społecznej.
Muszę powiedzieć, że osoby najstarsze są często bardzo dobrze wyedukowane w zakresie oszczędzania energii. Wśród dzieci i młodzieży zainteresowanie było ogromne, ale spotkania zostały dobrze przyjęte we wszystkich grupach. Będziemy je kontynuować podczas konferencji, warsztatów i innych wydarzeń.
Czy wiedza o ochronie powietrza rzeczywiście przebija się do społeczeństwa? Czy zaczynamy dostrzegać, jak kruche jest środowisko, w którym żyjemy?
KB: Coraz więcej osób jest zainteresowanych tym tematem. Otrzymujemy zaproszenia i prośby o szkolenia dla kolejnych grup.
Uczestnicy nie tylko siedzą i słuchają. Zadają pytania i bardzo aktywnie uczestniczą w spotkaniach. Moim zdaniem edukacja zmierza w dobrym kierunku i jest dobrze odbierana nie tylko wśród najmłodszych.
Świadomość ekologiczna rośnie między innymi dzięki edukacji i takim wydarzeniom jak Wielkowiejski Targ czy różnego rodzaju pikniki ekologiczne.
Jak wygląda świadomość ekologiczna mieszkańców gminy Wielka Wieś?
MC: Uważam, że większość naszych mieszkańców jest bardzo świadoma. Mamy sieć czujników Airly zlokalizowanych w różnych punktach gminy. W każdym sołectwie znajduje się przynajmniej jeden lub dwa czujniki.
Zastanawiałyśmy się, czy te urządzenia tylko wiszą, ale nikt nie sprawdza wyników. Okazało się, że w ciągu roku odnotowano prawie osiem tysięcy wejść na informacje o jakości powietrza. To naprawdę dużo i pokazuje, że mieszkańcy chcą wiedzieć, czym oddychają w swoim najbliższym otoczeniu.
Na stronie gminy dostępny jest widżet, dzięki któremu można sprawdzić aktualny stan powietrza. Jeżeli zanieczyszczenie jest duże, informujemy szkoły i mieszkańców.
Mam również wrażenie, że mieszkańcy najbardziej słuchają swoich sąsiadów. Jeżeli jeden, drugi czy trzeci sąsiad wymieni kocioł, zacznie segregować odpady, ustawi beczkę i zacznie zbierać deszczówkę, kolejna osoba również chce to zrobić.
Często słyszymy: „sąsiad wymienił”, „sąsiad dostał dofinansowanie”, „sąsiad coś zrobił”. Ludzie dzielą się doświadczeniem i opowiadają, że teraz żyje im się lepiej. Spotykamy ich podczas targu albo nawet w sklepie i mówią: „nie muszę już dosypywać węgla, tylko ustawiam temperaturę”.
Takie dobre doświadczenia napędzają lokalną społeczność. Zmiana dokonuje się również przez przykład.
Czy studenci filozofii żyją w czystej chmurze, oderwani od rzeczywistości, czy zwracają uwagę na jakość powietrza i sprawy środowiska?
JH: Uważałabym z tym odklejeniem filozofów, bo już starożytni pokazali, że nie byli oderwani od rzeczywistości.
Jeżeli chodzi o studentów, obserwuję radykalną zmianę, szczególnie w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Kiedy piętnaście albo dwadzieścia lat temu zaczynałam zajęcia z ekoetyki, musiałam tłumaczyć podstawy i prowadzić ludzi za rękę. Dzisiaj właściwie tylko dopowiadam. Studenci często bardzo dobrze znają literaturę.
To młodzi wychodzą na ulice, protestują i walczą w sprawie zmian klimatycznych. Czasami może nam się nie podobać forma ich protestu, ale młodzi mają świadomość zagrożenia i mówią o nim bardzo mocno. Myślę, że trzeba ich słuchać.
Młodzieżowy Strajk Klimatyczny przede wszystkim upomina się o edukację. Młodzi chcą, żeby do szkół wprowadzono pełnowymiarowy przedmiot dotyczący ekologii. Zdają sobie sprawę, że ważna jest praca u podstaw i sami często ją podejmują. Niesamowicie się pod tym względem zmieniliśmy.
Wielokrotnie podczas krakowskich paneli widziałem czternasto- lub piętnastoletnie osoby, które wstawały i upominały się o klimat, podczas gdy dorośli siedzieli zawstydzeni. Mam nadzieję, że ci młodzi ludzie będą kiedyś kierowali instytucjami zajmującymi się ochroną środowiska i zmienią kierunek naszych działań.
Jaką puentą zakończyłyby panie rozmowę o ochronie powietrza?
MC: Edukacji nigdy dość.
JH: Puenta znajduje się w miejscu, w którym się spotykamy. Jesteśmy tam, gdzie mamy zdrową, ekologiczną żywność. Przychodzimy po produkty wykonane w dobry sposób i z należytą troską. Znamy ludzi, którzy je tworzą. Wiemy, że dbają o ziemię i przyrodę.
Te produkty mają pełny, etyczny wymiar. Właśnie tutaj zaczyna się zmiana i tutaj jest przyszłość.
Chciałbym, żebyśmy za każdym razem, gdy kupimy i ugryziemy jabłko, spojrzeli na proporcję skórki do miąższu. Przypomnijmy sobie wtedy, że ta skórka jest przestrzenią, w której żyjemy. Naszą atmosferą.
To zaledwie cienka warstwa. Cienka wstążka życia.
Tekst Janusz Bończak




