Felieton inspirowany książką „Za pięć dwunasta koniec świata. Kryzys klimatyczno-ekologiczny głosem wielu nauk” (2.)
Najbardziej niepokojące w kryzysie klimatycznym nie jest dziś już nawet tempo zmian, ale to, jak bardzo współczesny człowiek przyzwyczaił się do życia w oderwaniu od świata, który podtrzymuje jego istnienie. Wystarczy kilka minut codzienności, żeby zobaczyć skalę tego oddzielenia. Jedzenie pojawia się na sklepowej półce, energia płynie z kontaktu, woda leci z kranu, a odpady znikają po wywiezieniu śmieciarki. Współczesny system działa tak, by człowiek jak najmniej widział procesy stojące za własnym życiem.
I właśnie dlatego druga część książki „Za pięć dwunasta koniec świata” jest momentami tak niewygodna. Autorzy nie próbują jedynie opisywać skutków kryzysu klimatycznego. Próbują pokazać mechanizm, który ten kryzys produkuje każdego dnia. Mechanizm oparty na nieustannym wzroście, eksploatacji i przekonaniu, że człowiek stoi poza naturą, a nie w jej środku.
Autorzy książki piszą:
„Myśląc dotychczasowymi kategoriami charakteryzującymi obecny system społeczno-gospodarczy, nie jesteśmy w stanie rozwiązać problemów, które tenże system – odrywający nas od natury, wyzyskujący przyrodę, fetyszyzujący wzrost – sam wytworzył”
To zdanie trafia w samo sedno problemu. Od lat próbujemy rozwiązywać kryzys klimatyczny bez naruszania modelu życia, który ten kryzys napędza. Chcemy ograniczać emisje, ale równocześnie utrzymywać gospodarkę opartą na coraz większej konsumpcji, coraz szybszej produkcji i coraz większym wykorzystaniu zasobów. Chcemy chronić środowisko, ale bez rezygnacji z wygody, do której przyzwyczaił się świat Zachodu.
Tymczasem druga część książki bardzo wyraźnie pokazuje, że kryzys klimatyczny nie jest wyłącznie problemem technologicznym. To kryzys relacji człowieka ze światem.
Widać to szczególnie w rozdziałach dotyczących żywności i gospodarki. Przez dekady opowiadano ludziom, że nowoczesność musi oznaczać koncentrację produkcji, wielkie sieci handlowe i globalne łańcuchy dostaw. Małe gospodarstwa traktowano jak pozostałość przeszłości, lokalne targi jak folklorystyczny dodatek do nowoczesnego miasta, a relację producenta z mieszkańcem jak coś niewydajnego i niepotrzebnego.
Dziś coraz wyraźniej widać, jak kruche są systemy budowane wyłącznie na globalizacji i maksymalizacji zysku. Wystarczy wojna, kryzys energetyczny albo susza, by nagle okazało się, że bezpieczeństwo żywnościowe nie jest abstrakcją, ale podstawowym warunkiem stabilności społeczeństwa.
I właśnie tutaj Małopolska zaczyna wyglądać zupełnie inaczej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Region przez lata postrzegany jako rozdrobniony i „mało nowoczesny” może okazać się jednym z miejsc bardziej odpornych na przyszłe kryzysy. Nie dlatego, że uniknie problemów, ale dlatego, że nadal istnieją tutaj małe gospodarstwa, lokalni producenci i relacje pomiędzy wsią a miastem, których wiele regionów Europy już dawno się pozbyło.
Coraz trudniej nie zauważyć, że lokalność przestaje być modą. Staje się elementem bezpieczeństwa.
W tym kontekście Wielkowiejski Targ nabiera zupełnie innego znaczenia. Nie jest już tylko miejscem sprzedaży żywności czy rękodzieła. Staje się próbą odbudowy relacji pomiędzy człowiekiem a światem, który go żywi. Relacji, którą współczesny system przez lata skutecznie rozmontowywał, zamieniając mieszkańców w konsumentów, a jedzenie w anonimowy produkt.
Podobnie wygląda idea Mądrych Wiosek i Przedmieść w Mieście. Jej sens nie polega wyłącznie na organizowaniu wydarzeń albo współpracy samorządowej. Chodzi raczej o próbę odbudowy lokalnej odporności świata, który staje się coraz bardziej niestabilny gospodarczo, społecznie i klimatycznie.
To właśnie dlatego druga część książki „Za pięć dwunasta” momentami wywołuje zniecierpliwienie. Bo pokazuje coś, o czym od dawna intuicyjnie wiemy, ale czego nadal nie chcemy przyjąć do wiadomości. Nie da się bez końca budować świata opartego wyłącznie na wzroście, eksploatacji i przekonaniu, że przyroda jest niewyczerpalnym magazynem zasobów.
Coraz więcej ludzi zaczyna to rozumieć, nawet jeśli nie używa języka raportów klimatycznych. Widać to w powrocie zainteresowania lokalną żywnością, wspólnotowością, małymi targami, kooperatywami czy prostszymi modelami życia. Nie dlatego, że ludzie nagle zapragnęli powrotu do przeszłości. Raczej dlatego, że zaczynają odczuwać zmęczenie światem, który oderwał człowieka od miejsca, krajobrazu i realnych relacji.
A kiedy zanika relacja, zanika także odpowiedzialność.
Być może właśnie dlatego druga część książki „Za pięć dwunasta” nie daje łatwych odpowiedzi. Zmusza raczej do postawienia niewygodnego pytania, czy współczesny model życia rzeczywiście da się utrzymać bez dalszego niszczenia świata, od którego całkowicie zależymy.
I coraz trudniej odpowiedzieć na to pytanie spokojnie.
Janusz Bończak
Tekst powstał w oparciu o wybrane wątki publikacji „Za pięć dwunasta koniec świata. Kryzys klimatyczno-ekologiczny głosem wielu nauk”, pod redakcją Kasi Jasikowskiej i Michała Pałasza, wydanej przez Uniwersytet Jagielloński w Krakowie w 2022 roku.
Książka została udostępniona bezpłatnie na licencji Creative Commons CC BY-SA 4.0 i dostępna jest online. Zachęcamy do sięgnięcia po pełne wydanie oraz poznania wszystkich autorek i autorów publikacji.























































