Wybór osoby, która kieruje tak wyjątkowym miastem jak Kraków, nigdy nie powinien być sprowadzony wyłącznie do decyzji politycznej, partyjnej czy wizerunkowej, ponieważ miasto jest zbyt złożonym organizmem, by patrzeć na nie tylko przez pryzmat zarządzania, inwestycji i administracji. Oczywiście potrzebujemy sprawnego urzędu, dobrze zaplanowanych budżetów, infrastruktury, komunikacji i odpowiedzialnych decyzji finansowych, ale to wszystko jest tylko narzędziem do osiągnięcia najważniejszego celu, jakim jest dobre, mądre i bezpieczne życie mieszkanek i mieszkańców.
To właśnie mieszkańcy i mieszkanki Krakowa tworzą prawdziwy rdzeń miasta, jego żywą tkankę, zbudowaną z codziennych relacji, zależności, spotkań, pracy, nauki, kultury i wzajemnej odpowiedzialności. Miasto nie istnieje dlatego, że stoją w nim budynki i biegną przez nie drogi. Ono istnieje dlatego, że każdego dnia tysiące małych ludzkich historii łączą się ze sobą, tworząc przestrzeń, w której możemy razem funkcjonować, rozwijać się, pomagać sobie i budować wspólną przyszłość.
Dlatego osoba stojąca na czele Krakowa powinna widzieć znacznie więcej niż asfalt, beton, inwestycje i wskaźniki ekonomiczne. Powinna rozumieć, że każda wydana złotówka, każda decyzja przestrzenna, każda zmiana organizacyjna ma ostatecznie służyć komuś konkretnemu. Dziecku idącemu bezpiecznie do szkoły, seniorce, która chce zachować samodzielność, osobie z niepełnosprawnością, przedsiębiorcy próbującemu utrzymać swoją działalność, rodzinie szukającej miejsca do życia, studentce, która właśnie odkrywa Kraków, ale także osobie samotnej, zagubionej czy takiej, która w danym momencie potrzebuje wsparcia wspólnoty.
Kraków ma przy tym wyjątkową odpowiedzialność, ponieważ nie jest miastem bez pamięci. Historia jest tutaj obecna na każdym kroku i nie jest tylko turystyczną dekoracją ani obrazem z przeszłości, którym można się pochwalić przed gośćmi. Historia Krakowa jest pewnego rodzaju tarczą, która chroni naszą tożsamość, przypomina o ciągłości pokoleń i daje poczucie, że jesteśmy częścią większej opowieści. Jednak szacunek do historii nie może oznaczać zatrzymania miasta w miejscu. Prawdziwym wyzwaniem jest takie prowadzenie Krakowa, aby pamiętając o przeszłości, jednocześnie odważnie odpowiadać na potrzeby przyszłości.
Takie spojrzenie wymaga również zrozumienia, że współczesne miasto nie kończy się już na administracyjnie wyznaczonej granicy. Wieś i miasto nie są dwoma oddzielnymi światami, które istnieją obok siebie, ale coraz mocniej połączonym organizmem, w którym codzienne życie, praca, edukacja, kultura, transport, przyroda i lokalna gospodarka tworzą wspólną przestrzeń. Szczególnej uwagi wymagają dziś budujące się przedmieścia, miejsca pomiędzy tradycyjną wsią a dużym miastem, bo właśnie tam powstaje nowa forma społecznych relacji i nowy sposób życia.
To przestrzenie, które potrzebują mądrego prowadzenia, ponieważ rozwój nie może oznaczać jedynie powiększania zabudowy i przesuwania granicy miasta coraz dalej. W tych miejscach wciąż istnieją lokalne historie, sąsiedzkie więzi, krajobraz, małe gospodarstwa, rzemiosło, tradycje i pamięć miejsc, które bardzo łatwo mogą zniknąć pod presją szybkiej urbanizacji. Prawdziwie odpowiedzialna osoba kierująca Krakowem powinna rozumieć, że przyszłość miasta zależy także od jakości relacji z otaczającymi je miejscowościami, bo dobra współpraca miasta i wsi nie jest powrotem do przeszłości, ale jednym z najważniejszych wyzwań przyszłości.
Bo współczesne miasto musi nauczyć się patrzeć szerzej niż dotychczas. Nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami tej przestrzeni. Razem z nami żyją zwierzęta, które od wieków współtworzą krajobraz Krakowa. Są konie wpisane w jego historię, są ptaki mieszkające wśród naszych kamienic i osiedli, są psy i koty będące częścią naszych rodzin, ale są też dzikie gatunki, których często nie widzimy, bo nauczyły się żyć obok nas w ukryciu, nierzadko bardziej w strachu przed człowiekiem niż w prawdziwej koegzystencji.
Miasto przyszłości nie powinno traktować przyrody jako dodatku do architektury, zielonej dekoracji pomiędzy budynkami, ale jako naturalną część wspólnego świata. Drzewo dające cień w czasie coraz gorętszych lat, park pozwalający odpocząć po pracy, rzeka, która nie jest kanałem technicznym, lecz żywym ekosystemem, to wszystko są elementy jakości życia, której nie da się zmierzyć wyłącznie tabelą ekonomiczną.
Dlatego być może coraz bardziej potrzebujemy dziś osób, które oprócz kompetencji organizacyjnych mają również głęboką refleksję nad sensem miasta. Potrzebujemy spojrzenia filozoficznego i etycznego, które nie ucieka od praktycznych problemów, ale pomaga odpowiedzieć na pytanie, po co właściwie je rozwiązujemy. Bo można wybudować drogę i zapomnieć zapytać, dokąd naprawdę chcemy nią dojść. Można tworzyć kolejne przestrzenie, nie zastanawiając się, czy budujemy wspólnotę, czy tylko coraz większą strukturę.
Kraków potrzebuje osoby, która potrafi słuchać różnych głosów i rozumie, że miasto jest rozmową. Rozmową pomiędzy pokoleniami, między historią a przyszłością, między rozwojem gospodarczym a ochroną przyrody, między potrzebami większości i prawami tych, którzy często pozostają niesłyszani.
Patrząc oczami Istoty.info, osoba prowadząca Kraków powinna przede wszystkim widzieć. Widzieć człowieka, zwierzę, przyrodę, kulturę, przedsiębiorczość, naukę i codzienne życie jako jeden połączony organizm. Powinna rozumieć, że ekonomia bez etyki staje się tylko liczeniem, a rozwój bez wrażliwości może bardzo łatwo pomylić postęp z powiększaniem przestrzeni.
Bo Kraków nie potrzebuje osoby, która będzie chciała posiadać miasto. Potrzebuje osoby, która zrozumie, że jest jego częścią, która będzie pamiętać, że prawdziwą miarą wielkości miasta nie jest tylko to, ile zbudowaliśmy, ale ile istnień poczuło, że znalazło w nim swoje miejsce.
I pewnie w tym miejscu pojawi się naturalne pytanie: skoro tak patrzymy na miasto, skoro właśnie tak rozumiemy jego przyszłość i odpowiedzialność za wspólną przestrzeń, to czy Istota.info ma swoją kandydaturę? Czy jest osoba, w której odnajdujemy taki sposób myślenia o Krakowie?
Odpowiedź jest dla nas oczywista. Wiecie jaka? Bo czasem wybór nie zaczyna się od nazwiska. Zaczyna się od wartości, które przez lata ktoś reprezentuje. Od sposobu patrzenia na świat, od konsekwencji w zadawaniu trudnych pytań, od wrażliwości na tych, których najłatwiej pominąć. Od przekonania, że etyka nie jest dodatkiem do zarządzania miastem, ale jednym z fundamentów odpowiedzialnego podejmowania decyzji. A wtedy nazwisko pojawia się samo.
Tekst red. nacz. Janusz Bończak























































