Gdyby Wielkowiejski Targ był tylko miejscem zakupów, wystarczyłoby podać godzinę, listę wystawców i informację, gdzie można zaparkować. Byłyby lokalne produkty, rękodzieło, kawa i rozmowa przy stoisku. Wszystko ważne i potrzebne. Tyle że po kilku latach widać wyraźnie, że patrząc na to wydarzenie wyłącznie w taki sposób, przeoczylibyśmy jego najważniejszy sens.
Wielkowiejski Targ nie jest tylko odpowiedzią na pytanie, gdzie kupić coś dobrego blisko domu. Jest raczej pytaniem o to, jak dziś odbudowywać bliskość między ludźmi, miejscami i codziennym życiem. Takie rozmowy toczyły się przecież zawsze: na wsiach, przy stołach, w sklepach, gospodarstwach, między sąsiadami i ludźmi, którzy znali rytm swojej okolicy. Targ ich nie wymyślił. Sprawił jednak, że wspólnota stała się bliższa, bardziej widoczna i dostępna także dla tych, którzy żyją już na styku wsi, przedmieść i miasta.
Właśnie ta bliskość jest sercem Mądrych Wiosek i Przedmieść w Mieście. Nie technologia, nie aplikacja, nie modne hasło rozwojowe, ale możliwość ponownego spotkania człowieka z człowiekiem: producenta z mieszkańcem, miasta ze wsią, tradycji z nowoczesnością.
Wielkowiejski Targ nie został zaprojektowany jako gotowy model społeczny ani inkubator przedsiębiorczości. W dużej mierze otworzył się na mieszkańców, a oni zaczęli nadawać mu prawdziwy sens. Wystawcy, rękodzielnicy, społecznicy, organizatorzy, partnerzy i odwiedzający zbudowali to miejsce swoją cierpliwością, talentami, recepturami, doświadczeniem, przedsiębiorczością i gotowością do rozmowy. Dzięki temu zachowało coś, czego często brakuje odgórnie tworzonym projektom: naturalność.
Ważny był też samorządowy charakter przedsięwzięcia. Początkowo pojawiła się symboliczna opłata dla wystawców, ale szybko okazało się, że bardziej komplikuje organizację, niż realnie pomaga. Została więc zarzucona. Dziś bezpłatne miejsca handlowe oraz wsparcie infrastrukturalne gminy, w tym namioty i pawilony, są jednym z fundamentów tego modelu. To pozornie techniczna decyzja, ale właśnie takie decyzje przesądzają o tym, czy lokalna przedsiębiorczość ma przestrzeń, żeby spokojnie oddychać.
W czasach, gdy wiele miejsc podporządkowanych jest wyłącznie komercji, taki targ zaczyna mieć szczególną wartość. Pokazuje, że samorząd może być nie tylko administracją, ale partnerem mieszkańców w budowaniu wspólnoty, zaufania i lokalnej gospodarki. Poparcie dla takich działań także dojrzewa. Nie każdy od razu widzi ich sens, bo nie wszystkie efekty mieszczą się w prostych tabelach. Część z nich rośnie latami: w relacjach, w odwadze mieszkańców do działania, w pierwszych własnych markach i w rozmowach, które wcześniej nie miały dla siebie miejsca.
Trzeba też uczciwie powiedzieć, że są osoby, które po prostu nie czują Wielkowiejskiego Targu i prawdopodobnie zawsze będą patrzyły na takie inicjatywy z dystansem. Świat już taki jest. Paradoks polega jednak na tym, że nawet ci, którzy nie odnajdują się w tej formule, korzystają z dobrodziejstw wspólnoty: z aktywniejszych mieszkańców, żywszej przestrzeni publicznej, lokalnej przedsiębiorczości, wydarzeń ożywiających gminę i relacji, które wzmacniają poczucie bezpieczeństwa oraz zakorzenienia.
Klasyczne smart villages często zaczyna się od infrastruktury, usług, cyfryzacji i innowacji. Wszystko to jest potrzebne. Doświadczenie Wielkowiejskiego Targu pokazuje jednak coś prostszego i trudniejszego zarazem: mądra wspólnota zaczyna się od relacji. Technologia może pomagać, ale nie zastąpi zaufania, które rodzi się wtedy, gdy ludzie spotykają się regularnie, rozpoznają swoje twarze, zadają pytania i zaczynają widzieć w lokalności coś więcej niż produkt.
Dlatego Wielkowiejski Targ stał się czymś więcej niż wydarzeniem handlowym. Jest małym inkubatorem przedsiębiorczości, edukacji, ekologii, ekonomii społecznej, zdrowia i lokalnej kultury. Dla jednych jest pierwszym miejscem sprzedaży. Dla innych próbą pokazania własnej pracy. Dla kolejnych sposobem na sprawdzenie pomysłu, rozmowę z odbiorcami i wyjście z domowej pracowni albo gospodarstwa do ludzi.
Obok handlu pojawiają się rozmowy o przyrodzie, wodzie, zdrowiu, szkołach, młodzieży, kobietach, rolnictwie, edukacji zawodowej i przyszłości małych gospodarstw. Przy Wielkowiejskim Targu rodziły się pomysły Wielkowiejskiego Forum Kobiet, debat oksfordzkich, happeningów społecznych młodzieży czy rozmów o harcerstwie i jego obecności w gminie. Coraz częściej wraca też pytanie, czy kolejnym krokiem nie powinna być bardziej otwarta przestrzeń dla mieszkańców, w której mogliby po prostu spotykać się i spędzać razem czas tak, jak naprawdę tego potrzebują.
To lokalne doświadczenie zostało z czasem zauważone szerzej. Wielkowiejskie działania stały się jednym z praktycznych fundamentów Porozumienia „Mądre Wioski, Przedmieścia w Mieście”, które połączyło administrację, samorządy, organizacje i instytucje wokół współpracy między wsią, przedmieściami i miastem. Jego siła polega jednak na tym, że wyrósł z praktyki: z rozmów, prób, obecności mieszkańców, pracy wystawców i gotowości samorządu do stworzenia przestrzeni, w której lokalna przedsiębiorczość nie musi od razu ścigać się z wielkim rynkiem.
To jest też moja osobista część tej historii. Nie w sensie własności, bo tego miejsca nikt nie powinien sobie zawłaszczać. Raczej w sensie obecności. Pojawiłem się na targu kilka lat temu z wegańskim jedzeniem przygotowywanym według własnych receptur. Zostałem przyjęty z życzliwością, która nie była oczywista, bo spotkały się światy pozornie odległe: tradycyjna wieś, koła gospodyń, lokalni producenci, weganizm, rozmowa o zwierzętach, zdrowiu i przyrodzie. Ten dialog wydarzył się nie przez pouczanie, lecz przez szacunek, ciekawość i wspólny stół.
Wielkowiejski Targ nadal może pozostać po prostu miejscem zakupów. Można przyjechać, zrobić zakupy i wrócić do domu. Coraz wyraźniej widać jednak, że dla wielu mieszkańców stał się czymś więcej: miejscem rozmowy, spotkania, pierwszych prób przedsiębiorczości i odbudowy lokalnych relacji. Być może właśnie takie procesy najtrudniej zauważyć wtedy, gdy dzieją się najbliżej nas.
Czy już odwiedziłaś, odwiedziłeś Wielkowiejski Targ?
Tekst, fot. Janusz Bończak







































































