2 kwietnia 2026 roku w Galerii Bronowickiej w Krakowie odbyła się rozmowa poświęcona jednej z najciekawszych i najbardziej potrzebnych akcji przyrodniczych tej wiosny. Gościem spotkania był dr. inż. Piotr Dmytrowski, Zastępca Dyrektora Oddziału w Krakowie Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego. Tematem rozmowy była akcja „Płazom ujdzie płazem”, prowadzona m.in. w Dolinie Będkowskiej. Spotkanie odbyło się w przestrzeni otwartej dla mieszkańców, w miejscu kojarzonym zwykle z codziennym rytmem miasta. Tym razem galeria handlowa stała się miejscem rozmowy o naturze, odpowiedzialności i współpracy ludzi na rzecz słabszych gatunków.
To inicjatywa pokazująca bardzo konkretny problem współczesnego krajobrazu. Płazy zimują w terenach leśnych, zakopane w ziemi i liściach. Gdy wiosną temperatura stabilnie rośnie, opuszczają kryjówki i ruszają do zbiorników wodnych, gdzie odbywa się rozród. Idą do potoków, stawów, niewielkich oczek wodnych i innych miejsc, w których mogą złożyć skrzek. Problem pojawia się wtedy, gdy pomiędzy zimowym siedliskiem a wodą człowiek poprowadził drogę. Jak tłumaczył Piotr Dmytrowski, asfalt przecinający trasę migracji staje się dla tych zwierząt śmiertelną barierą. W Dolinie Będkowskiej przez lata znajdowano setki rozjechanych żab i ropuch. Nie był to jednostkowy incydent, ale powtarzalne zjawisko wynikające z kolizji naturalnego cyklu życia ze współczesną infrastrukturą. To właśnie dlatego rozpoczęto działania ochronne. Jak podkreślił podczas rozmowy: „Najlepszą rzeczą jest, żeby te żaby same wędrowały. A żeby nie przenosić, żebyśmy nie musieli je przenosić”. To zdanie dobrze oddaje sens całej akcji. Dzisiejsza pomoc jest konieczna, ale ma charakter interwencyjny. Człowiek najpierw stworzył problem, a potem próbuje go naprawiać. Na czas migracji ustawiane są tymczasowe wygrodzenia z materiału o wysokości około pół metra. Ich zadaniem jest zatrzymanie płazów przed wejściem na jezdnię. Zwierzęta dochodzą do bariery i gromadzą się po bezpiecznej stronie. Następnie rano i po południu pojawiają się wolontariusze, którzy zbierają je do wiaderek i przenoszą bezpiecznie na drugą stronę drogi, najczęściej w pobliże potoku. Dzięki temu tysiące osobników dociera do miejsc rozrodu.
Mechanizm wydaje się prosty, ale wymaga systematyczności. Dyżury muszą odbywać się regularnie, bo w okresie wzmożonej migracji liczba zwierząt rośnie gwałtownie. W cieplejsze i wilgotne dni potrafią ruszyć setki osobników. Gdy pogoda się załamuje, ruch zamiera niemal całkowicie. To dlatego akcja wymaga obserwacji warunków atmosferycznych i szybkiej reakcji.
Skala działań robi wrażenie. W rozmowie padła liczba około 9700 przeniesionych płazów w jednym z wcześniejszych sezonów oraz około 6 do 7 tysięcy w kolejnym roku. Dane te pokazują, że nie mówimy o symbolicznym geście, ale o realnym ratowaniu życia na dużą skalę.
Na dzień publikacji tego tekstu, według bieżącej tabeli prowadzonej przez organizatorów i wolontariuszy, udało się przenieść już co najmniej 5000 płazów. To liczba wynikająca z dotychczasowych wpisów i trzeba ją traktować ostrożnie jako minimum, ponieważ nie każda osoba uzupełnia tabelę, a część dyżurów ma charakter interwencyjny lub obejmuje także naprawę wygrodzeń. Mimo to już sam ten wynik pokazuje skalę społecznego zaangażowania i sens całej akcji. Ostateczne podsumowanie sezonu zapewne przedstawi główny koordynator działań ze strony Zespołu Parków.
W rozmowie pojawił się bardzo ważny wątek dotyczący danych. Wolontariusze nie tylko pomagają, ale także tworzą materiał badawczy. Wpisują liczbę przeniesionych osobników, a jeśli potrafią, rozpoznają gatunki. Dzięki temu powstaje lokalna baza wiedzy o skali migracji, dominujących gatunkach i dynamice sezonu. To pokazuje, że dobrze zorganizowany wolontariat może być jednocześnie pomocą praktyczną i narzędziem monitoringu przyrodniczego.
Rozmowa pokazała również drugi wymiar przedsięwzięcia, edukacyjny i społeczny. W akcję angażują się mieszkańcy okolicznych gmin, osoby z Krakowa, szkoły, stowarzyszenia i turyści. Część ludzi przyjeżdża specjalnie po to, by przez godzinę lub półtorej pomóc płazom. To nie tylko wolontariat, ale praktyczna nauka przyrody. Uczestnicy poznają gatunki, obserwują zachowania zwierząt i zaczynają rozumieć, że lokalny ekosystem działa według własnej logiki, którą człowiek może bardzo łatwo zaburzyć.
Dmytrowski podkreślał, że kontakt z naturą jest najskuteczniejszą formą edukacji. Inaczej działa obraz w podręczniku, a inaczej chwila, gdy człowiek widzi w dłoniach żywe stworzenie, delikatne, kruche i całkowicie zależne od naszego rozsądku. W rozmowie zwrócono uwagę, że dla wielu osób takie doświadczenie zostaje w pamięci na lata. To moment, w którym przyroda przestaje być abstrakcją.
Ważny był także fragment dotyczący biologii samych płazów. Wiosenna migracja do wody trwa zwykle trzy do czterech tygodni i ma charakter masowy. Powrót odbywa się inaczej. Dorosłe osobniki oraz młode wracają do siedlisk leśnych stopniowo, rozciągnięte w czasie przez wiosnę, lato i jesień. Z tego powodu jesienią nie obserwuje się podobnego nagromadzenia na drogach. W rozmowie wspomniano również o ampleksusie, czyli charakterystycznym zachowaniu godowym, gdy samiec jest niesiony przez większą samicę. Dla wielu słuchaczy były to informacje nowe, a jednocześnie pokazujące, jak złożony jest świat gatunków żyjących obok nas.
Pojawił się również aspekt praktyczny. Wolontariusze mogą używać zwykłych rękawiczek ogrodowych lub ochronnych i dobrze, by mieli ze sobą także wiaderko. Samo przenoszenie, w zależności od liczby płazów, może zająć od około 20 minut do ponad godziny. Najlepszym czasem na działania są godziny poranne i późnopopołudniowe. Trzeba przejść wzdłuż całego wygrodzenia i dokładnie sprawdzić, czy od strony lasu nie ma płazów schowanych w liściach lub przy samej agrowłókninie. Odnalezione osobniki należy delikatnie przełożyć do wiaderka i przenieść na drugą stronę drogi, najlepiej w pobliże potoku. Potem warto wpisać do tabeli godzinę przenoszenia i liczbę osobników. To prosty, ale bardzo ważny mechanizm wspólnej pracy.
Piotr Dmytrowski zwrócił uwagę na rzecz fundamentalną: ręczne przenoszenie płazów nie powinno być modelem docelowym. Najlepszym rozwiązaniem są stałe wygrodzenia i przejścia pod drogami, które umożliwiają zwierzętom samodzielną migrację bez kontaktu z ruchem samochodowym. Przy nowych inwestycjach coraz częściej się o nich myśli, ale wiele starszych dróg powstawało w czasach, gdy o migracjach płazów po prostu nie pamiętano. Dziś trzeba nadrabiać te zaległości.
W rozmowie padł też ważny wniosek szerszy niż sama Dolina Będkowska. Podobnych punktów konfliktu między drogą a naturą jest więcej, również w rejonie Krakowa. To oznacza, że problem nie jest lokalną ciekawostką, ale elementem szerszego zjawiska. Tam, gdzie po jednej stronie drogi znajduje się teren leśny, a po drugiej woda, tam ryzyko kolizji jest bardzo wysokie.
Dobra akcja działa więc podwójnie. Ratuje konkretne zwierzęta i jednocześnie uczy ludzi rozpoznawać podobne problemy tam, gdzie mieszkają. Po wcześniejszych edycjach zaczęły zgłaszać się kolejne miejscowości. W niektórych z nich do działań włączyły się szkoły i lokalne społeczności. To bardzo cenny mechanizm. Zamiast biernego narzekania pojawia się lokalna sprawczość.
Końcowa część rozmowy dotyczyła także szerszej działalności Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego. Instytucja prowadzi nie tylko działania ochronne, ale również zajęcia w szkołach, warsztaty i spacery edukacyjne po terenach Jury oraz podkrakowskich dolinkach. To ważne przypomnienie, że nowoczesna ochrona przyrody nie polega wyłącznie na zakazach. Polega także na budowaniu relacji ludzi z miejscem, w którym żyją.
Warto też jasno dopisać, że akcja ma swoich konkretnych współorganizatorów. Są nimi Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego, Gmina Wielka Wieś, Wielkowiejski Targ, Gmina Zabierzów oraz Nadleśnictwo Krzeszowice. Koordynację prowadzi Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego. To ważne, bo właśnie taki układ pokazuje, że skuteczna ochrona przyrody nie dzieje się sama. Wymaga współpracy instytucji, samorządów i osób działających społecznie.
Organizatorzy zachęcają także do przesyłania zdjęć z akcji ratowniczych na adresy: a.bogus@zpkwm.pl oraz j.bonczak@wielka-wies.pl z dopiskiem: „Zgadzam się na publikację swojego wizerunku w wydarzeniach #PłazomUjdziePłazem”. Osobami do kontaktu są Anna Boguś, tel. 783 147 941, e-mail: a.bogus@zpkwm.pl, oraz Janusz Bończak, tel. 501 410 229, e-mail: j.bonczak@wielka-wies.pl w ramach Wielkowiejskiego Targu.
Z tej rozmowy zostaje prosty, ale mocny wniosek. Ochrona środowiska nie zawsze zaczyna się od wielkich programów i konferencji. Czasem zaczyna się od wiaderka, godziny wolnego czasu i decyzji, że skoro człowiek przeciął drogą cudzą trasę życia, to powinien pomóc ją bezpiecznie przekroczyć. W tym przypadku sens da się policzyć bardzo konkretnie, w tysiącach uratowanych istnień.
Tekst Janusz Bończak, wolontariusz, fot. arch.
























































