
W rozmowie uczestniczyli, od lewej na zdjęciu: Marta A. Seweryn z Carbon Footprint Foundation, ekspertka w zakresie analizy śladu węglowego, edukacji klimatycznej i zrównoważonego rozwoju, Dorota Gross, współzałożycielka Fundacji KODO, oraz Jakub Smaga, edukator Stowarzyszenia Rozwój Gminy Zielonki. Rozmowę poprowadził Janusz Bończak. Spotkanie odbyło się dzięki Gminie Wielka Wieś oraz wsparciu Partnera wydarzenia, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie.
26 września 2026 roku podczas Wielkowiejskiego Targu przy Urzędzie Gminy Wielka Wieś w Szycach, przy Placu Wspólnoty 1, odbyła się plenerowa rozmowa o higienie cyfrowej, środowiskowym śladzie technologii i odpowiedzialnym korzystaniu z cyfrowego świata. W rozmowie uczestniczyli Dorota Gross, fundatorka i współzałożycielka Fundacji KODO, wiceprezeska Fundacji Mój Sen oraz właścicielka Kancelarii Ochrony Danych Osobowych, Marta A. Seweryn, związana z Carbon Footprint Foundation, ekspertka w zakresie analizy śladu węglowego, raportowania ESG oraz edukacji klimatycznej i zrównoważonego rozwoju, oraz Jakub Smaga, edukator Stowarzyszenia Rozwój Gminy Zielonki. Rozmowę poprowadził Janusz Bończak. Panel odbył się dzięki wsparciu Partnera wydarzenia, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie.
JB – Janusz Bończak, DG – Dorota Gross, MAS – Marta A. Seweryn, JS – Jakub Smaga
I. Czym właściwie jest sztuczna inteligencja?
Jakub Smaga: Z punktu widzenia technicznego możemy powiedzieć, że sztuczna inteligencja to dziedzina informatyki związana z uczeniem maszynowym, z algorytmami, które po odpowiednim wyszkoleniu nie potrzebują podczas działania bezpośredniej kontroli człowieka, tylko są w stanie samodzielnie wykonywać określone zadania. Termin jest bardzo szeroki, ponieważ sztuczna inteligencja istnieje od kilkudziesięciu lat. To nie jest coś, co zostało niedawno wynalezione. Ostatnio zrobiło się głośno o modelach językowych, natomiast sam termin istnieje znacznie wcześniej. Pierwsze takie modele powstawały już w poprzednim wieku, w latach 50., kiedy powstał pierwszy perceptron, model, który miał rozwiązywać bardzo proste problemy przy użyciu metod matematycznych.
Janusz Bończak: Nie wiem, czy udało nam się rozszyfrować termin. Może spróbujmy jeszcze prostszym językiem powiedzieć to, co Jakub powiedział.
Dorota Gross: Sama „inteligencja” sugerowałaby samodzielność, natomiast bardzo ważna jest kwestia algorytmów i uczenia maszynowego. My musimy nakarmić te systemy i modele naszą wiedzą, żeby one mogły wygenerować nową odpowiedź. Więc one oczywiście są skuteczne. Nie wiem, czy mądre, ale skuteczne.
JB: Prosiłbym, żebyśmy spróbowali używać języka trochę mniej hermetycznego, bardziej oczywistego.
DG: Takim łatwiejszym sposobem opisania tego jest powiedzenie, że sztuczna inteligencja uczy się tego, co zadajemy w pytaniach, i dostosowuje odpowiedź do naszych potrzeb. Wpisując prompt, czyli zapytanie do sztucznej inteligencji, do czatu, pokazujemy, czego oczekujemy, a algorytm dopasowuje odpowiedź w taki sposób, żebyśmy byli z niej zadowoleni.
JB: Spotkałem się też z takim sposobem opisywania sztucznej inteligencji, że jest to statystyka. Że kolejne wyrazy są dobierane tak, żeby zdanie miało sens.
DG: Zgadzam się, ale bardzo ważne jest, żeby osoby, które zaczynają swoją podróż ze sztuczną inteligencją, podchodziły do niej z lekkim dystansem, bo sztuczna inteligencja, pomimo tego, że działa na algorytmach i dopasowuje odpowiedzi do naszych pytań, halucynuje. Mocno halucynuje. Było badanie dotyczące chyba 200 cytatów znanych osób i tylko około 40 było przypisanych rzeczywistym autorom. To jest właśnie ta statystyka, czyli najczęściej pojawiające się odpowiedzi i produkt końcowy, który do nas trafia.
JB: Czyli możemy sobie wyobrazić, że im lepiej sztuczna inteligencja jest uczona i im więcej ma danych, tym większa jest szansa na prawidłową odpowiedź?
JS: Tak, to prawda. Jest jeszcze takie pojęcie jak explainable AI, XAI, czyli wyjaśnialna sztuczna inteligencja. Są takie algorytmy i zastosowania, w których po otrzymaniu odpowiedzi możemy zapytać: dlaczego podjąłeś taką decyzję, dlaczego uważasz, że takie rozwiązanie jest najlepsze? I system jest w stanie odpowiedzieć na przykład, że temperatura była powyżej określonego progu, wilgotność osiągnęła inną wartość i dlatego otrzymaliśmy taki wynik.
Przy modelach językowych mamy jednak halucynacje, czyli odpowiedzi będące pewnym zgadywaniem. Modele analizują zdania i słowa, znajdują pomiędzy nimi połączenia. Jeżeli nieodpowiednio zadamy pytanie, model często będzie robił wszystko, żeby nam przyznać rację. Powie: „Masz rację, jak najbardziej, super ci idzie”, zamiast od razu powiedzieć: „To jest niepoprawne”. Raczej odpowie: „Może nie do końca precyzyjne, spróbujmy to doprecyzować”.
II. Gdzie „mieszka” sztuczna inteligencja?
JB: Spróbujmy teraz odnaleźć miejsce, gdzie ta sztuczna inteligencja mieszka. Bo „chmura” brzmi tak, jakby wszystko było gdzieś lekkie i niematerialne.
Marta A. Seweryn: I tutaj znowu mamy semantykę: coś lekkiego, ulotnego, niemal niewidzialnego, a tymczasem są to rzeczywiście wielkie data center. Myślę, że „serwerownia” to już trochę za małe określenie wobec tych wielkich centrów danych. To są fabryki, wielkie hale, gdzie obok siebie stoją rzędy komputerów. To ogromne obiekty wymagające ogromnej ilości energii i innych zasobów do tego, żeby działały.
JB: Chciałbym, żebyśmy stworzyli sobie obraz tych serwerów, żebyśmy mieli świadomość, jak to wygląda.
MAS: To są duże budynki, wielkie hale, trochę jak fabryki, gdzie stoją maszyny albo montowane są samochody. Wielkie hale pełne konstrukcji, na nich urządzenia, komputery, sieci kabli i niewiele ludzi. To nie jest żadna lekka chmura. To są duże fabryki, potrzebujące dużej powierzchni, często lokalizowane w regionach świata, w których dostępna była tania energia. A ciągle są to często regiony, gdzie energia pochodzi z paliw kopalnych. Wobec tego emisyjność tych obiektów jest naprawdę ogromna.
Te wielkie serwerownie wymagają stałego zasilania energią, ale potrzebują też chłodzenia. Każdy z nas ma telefon czy laptop i widzi, że kiedy intensywnie z niego korzysta, urządzenie się nagrzewa. Im bardziej obciążamy sprzęt, tym bardziej się on przegrzewa. To samo dzieje się w centrach danych, tylko w ogromnej skali. Musimy więc te urządzenia chłodzić, a do chłodzenia wykorzystywana jest między innymi woda.
JB: I mówimy tutaj o czystej wodzie?
MAS: Tak, ciągle to jest czysta woda. I to oznacza, że w świecie, w którym około dwóch miliardów ludzi nie ma dostępu do wody pitnej, dochodzi do moralnie bardzo trudnych sytuacji, kiedy wielkie firmy technologiczne konkurują o ten sam zasób z lokalnymi społecznościami.
III. Surowce, kopalnie i droga do naszego smartfona
JB: To sztuczna inteligencja, ale też w ogóle cała infrastruktura, cały ekosystem. Jakich materiałów najbardziej potrzebuje?
MAS: Metali ziem rzadkich.
JB: Stali?
MAS: Stali oczywiście też, ale stal możemy w dużym stopniu odzyskiwać i zawracać do obiegu. Metale ziem rzadkich są kluczowe dla całego systemu procesorów, tego całego serca narzędzi, z których korzystamy. I tutaj znowu pojawia się trudny temat społeczny i moralny. O ile lokalne górnictwo możemy krytykować, to jednak nasi górnicy pracują w określonych warunkach, chroni ich prawo pracy oraz prawo geologiczne i górnicze. Tymczasem część potrzebnych nam surowców wydobywana jest w regionach świata, gdzie tych standardów nie ma.
Ich wydobycie jest bardzo skomplikowane i obciążające środowisko, ale również społecznie trudne, bo często pracują przy nim ludzie pozbawieni praw pracowniczych, a ciągle zdarzają się też przypadki wykorzystywania dzieci. To są minerały obecne w naszych urządzeniach, również w smartfonach.
Do tego dochodzi problem elektroodpadów. Jeżeli stare smartfony zostają w naszych szufladach, to jeszcze pół biedy, ale często trafiają na wysypiska albo są wywożone do innych części świata, gdzie niewłaściwa utylizacja powoduje zanieczyszczenie gleby, wody i powietrza.
JB: To są też bardziej znane nam surowce: krzem, miedź, złoto, srebro. Sam fakt, że ich potrzebujemy, oznacza, że trzeba je najpierw wydobyć.
MAS: A potem jeszcze przetransportować. Surowce pochodzą z różnych miejsc świata, z Ameryki Południowej, Chin, Indii, Afryki, Konga, i trzeba je dostarczyć do miejsc, w których znajdują się fabryki. Tam urządzenia są składane, później pakowane, potem znowu transportowane do sklepów i ostatecznie do nas. Każdy z tych etapów ma swój ślad środowiskowy.
IV. Czy naprawdę musimy generować każdy obraz i film?
JB: Czyli wiemy już, że za tym są kopalnie, transport, fabryki, energia, woda i często bardzo trudne warunki pracy. A my siadamy przed komputerem i generujemy sobie film. I co teraz? Mamy powiedzieć: nie generujmy?
DG: Trzeba zacząć od świadomości. Internet nie jest czymś iluzorycznym. To technologia, sprzęt, energia, praca. Korporacje pokazują nam generowanie obrazów czy filmów jako coś łatwego i atrakcyjnego i zachęcają, żebyśmy robili to jak najczęściej. A dobrze byłoby mieć świadomość, że to nie jest bezkosztowe.
JB: To jak mamy dzieciom powiedzieć, żeby nie generowały bez potrzeby kolejnych filmów?
DG: Musimy zacząć od siebie. Absolutnie. Nie możemy opowiadać dzieciom o odpowiedzialnym korzystaniu z technologii, jeżeli sami robimy coś zupełnie innego. Na szczęście ta świadomość rośnie, ale każdy z nas powinien zacząć od swojej postawy.
JB: Jakub, jako edukator masz opowiadać o sztucznej inteligencji, uczyć technologii. Jak to robić, żeby jednocześnie nie szkodzić światu?
JS: Sztuczna inteligencja jest kolejnym narzędziem, które możemy wykorzystać prawidłowo albo nieprawidłowo. Podobnie było wcześniej z internetem. Jeżeli mamy zadanie wygenerowania jakiegoś zdjęcia czy filmu, warto najpierw zastanowić się, do czego to ma służyć, jaki jest cel wygenerowania tego materiału. Czy chcemy go później rzeczywiście wykorzystać, czy ma to być tylko śmieszny film, który obejrzymy przez chwilę.
Z drugiej strony, jeżeli potrzebujemy bardzo konkretnego zdjęcia i zrezygnujemy z wykorzystania sztucznej inteligencji, możemy próbować znaleźć je w internecie. Ale wtedy też trzeba pomyśleć, ile stron odwiedzimy, ile czasu będziemy szukać, ile innych serwerów w tym czasie wykorzystamy, ile reklam zostanie nam wyświetlonych, ile energii zużyje laptop. Dlatego najważniejsze jest zastanowienie się na początku, co faktycznie chcemy osiągnąć, i wybranie odpowiedniego do tego narzędzia.
Wśród modeli są też takie, które są wyspecjalizowane w konkretnych zadaniach, na przykład generowaniu zdjęć albo wideo. Jeżeli już zdecydowaliśmy, że używamy sztucznej inteligencji, bo jest do danego zadania właściwym narzędziem, to warto zrobić to świadomie i możliwie dobrze sformułować prompt, żeby nie powtarzać tej samej operacji wiele razy.
V. Kto ma nas tego nauczyć?
JB: Tylko kto nas tego nauczy? Technologia zmienia się tak szybko, że nawet nauczyciel czy nauczycielka może iść na zajęcia i nie do końca wiedzieć, jak wytłumaczyć uczniom, czym jest sztuczna inteligencja. Producenci ciągle zaskakują nas kolejnymi modelami i nawet ja sam czasami nie wiem, który model do czego służy.
MAS: Na to nie ma jednej dobrej odpowiedzi, bo tych niuansów jest bardzo dużo, szczególnie jeśli patrzymy z perspektywy śladu węglowego. Czasami rozwiązanie, które wydaje nam się bardziej ekologiczne, po dokładniejszej analizie wcale takie nie jest. Uczymy się na żywym organizmie, w czasie rzeczywistym i trochę przegrywamy ze skutkami.
Mówi się już o bardzo dużej części mocy obliczeniowej centrów danych wykorzystywanej na niskiej jakości rozrywkę, na treści i obrazy, które są dla nas istotne przez kilka sekund. To jest trudna walka, bo jedno rozwiązanie wyprzedza drugie. Dlatego musi rosnąć świadomość, ale potrzebna jest również legislacja. Prawo niestety zwykle dociera z opóźnieniem.
Nie ma jednej odpowiedzi. Musimy uczyć się na bieżąco, być czuli i budować świadomość.
VI. Higiena cyfrowa zaczyna się od dorosłych
JB: Mnie taka odpowiedź trochę nie zadowala. Jeżeli mam dziecku powiedzieć, czym jest higiena cyfrowa i jak ma się bronić przed zagrożeniami, to jako dorosły nie chciałbym odpowiadać: „Sorry, nie wiem, co ci powiedzieć”.
DG: To nie jest tak, że nic nie wiemy. Są konkretne praktyki. Jedną z najlepszych jest wstrzemięźliwość. Jeden dzień offline jest już bardzo dobrą metodą, ale nie chciałabym tutaj stawiać planety przed nami. Dla naszego dobrostanu i zdrowia dzień wyciszenia od ciągłych bodźców i dopaminy jest bardzo dobry.
Technologia sama w sobie jest świetna i realnie ułatwia nam życie. Możemy wysłać PIT z kanapy, mamy e-receptę, możemy załatwić wiele rzeczy bez wychodzenia z domu. Tutaj chodzi o nadmiar i konsumpcjonizm. Dzisiaj nikogo już specjalnie nie szokuje stwierdzenie, że fast fashion jest problemem. Marketing napędził nadmiar i zaczynamy mieć tego świadomość. Z technologią jest podobnie.
VII. Smartfon w szkole
JB: A szkoła? Zabranie smartfonów to dobre rozwiązanie?
DG: Uważam, że tak, bo sam smartfon znajdujący się przy dziecku może wpływać na koncentrację. Nie jest to sprzęt obligatoryjny do tego, żeby dzieci się uczyły. Mogą z niego korzystać po lekcjach, w innym trybie. Jest cała masa dobrych praktyk przychodzących do nas z różnych krajów, które możemy wdrożyć.
Rodzice często mówią: dziecko musi mieć smartfon, bo chcę być z nim w kontakcie. Do samego kontaktu nie jest potrzebny smartfon.
JB: Ale są rzeczy, które mogą się w szkole przydać. Translator, kalkulator…
DG: Tylko czy są konieczne przez cały czas? Wszystko jesteśmy w stanie uzasadnić i opakować jako potrzebę.
JB: Czyli trochę namawiasz do technologicznej rebelii?
DG: Taką rebelię bardzo lubię. Samo powiedzenie dziecku: „Używaj starego urządzenia, przedłużaj jego życie” może nie zadziałać. Ale pokazanie, że nie trzeba mieć najnowszego modelu i można zrobić coś inaczej niż wszyscy, to może być atrakcyjne.
To powinno zaczynać się w najbliższej komórce społecznej, czyli rodzinie. Jeżeli mama czy tata ciągle wymieniają telefon na coraz nowszy model, dziecko to widzi. Jeżeli rodzic idzie na spacer z telefonem w ręku i wszędzie robi zdjęcia, to trudno później wymagać od dziecka zupełnie innego zachowania.
JB: Czyli najpierw musimy popracować nad sobą.
DG: Dokładnie. Jeżeli każdy z nas trochę popracuje w domu nad sobą i nad tym, co chce przekazać dzieciom, będzie nam łatwiej.
Jeśli zabierzemy dziecku telefon, musimy też coś dać w zamian. Znam szkołę, w której po wprowadzeniu zasady szkoły wolnej od telefonów zakupiono ogromną liczbę gier planszowych. I to zaczęło działać. Dzieci muszą coś dostać w zamian.
Marketing mówi nam: jedno urządzenie i wszystkie funkcje. Telefon dzwoni, robi zdjęcia, świeci, liczy, pokazuje mapę. Nie chodzi o to, żeby dziecko zaczęło teraz nosić wielką torbę pełną osobnych urządzeń, ale żeby pokazać, że w tym cyfrowym świecie można czasami wybrać inną drogę.
VIII. Zakaz nie wystarczy. Potrzebna jest edukacja
JB: Wróćmy do edukacji. Co zrobić, jak edukować dzieci?
DG: W KODO popieraliśmy pomysł ograniczenia telefonów, ale nie na zasadzie samego zakazu. Chodziło właśnie o edukację: dlaczego telefon nie powinien cały czas znajdować się w kieszeni ucznia? Najpierw trzeba wyjaśnić, a dopiero później ustanawiać zasady.
Technologia jest świetna. Ja lubię nowinki technologiczne, ale chodzi o to, żeby wykorzystywać je wtedy, kiedy są potrzebne. Dzieci również powinny wiedzieć, kiedy i do czego używać danego narzędzia.
Problem polega na tym, że nauczyciel czy nauczycielka nie zawsze wie, jak tłumaczyć sztuczną inteligencję i kiedy z niej korzystać. Szkoły są wręcz zasypywane warsztatami, ale ważne jest też przygotowanie merytoryczne osób, które je prowadzą.
MAS: To, co wiemy z edukacji ekologicznej, pokazuje, że naprawdę ma sens zaczynać od najmłodszych lat. Robiliśmy badania, z których wynikało bardzo jasno, że często to najmłodsze pokolenie dba w domach o kwestie środowiskowe. To dzieci chodzą za rodzicami, gaszą światło, zakręcają wodę, zwracają uwagę, do którego kosza coś wyrzucić.
Jeżeli odpowiednio wcześnie zaczniemy edukować również w zakresie higieny cyfrowej, mamy szansę, że te zachowania staną się nawykiem. Im wcześniej nauczymy dzieci dobrych praktyk, im wcześniej pokażemy właściwe zastosowania technologii, tym większa jest szansa, że to będzie skuteczne.
IX. Czy rozwój technologii ma jakiś koniec?
JB: Ja mam doświadczenie jeszcze od ZX Spectrum. Obserwuję technologię od samego początku i ten sprzęt przez cały czas się zmieniał. Coraz więcej można było zrobić. I mam wrażenie, że nadal nie doszliśmy do miejsca, w którym smartfon potrafi już wszystko, czego chciałbym od urządzenia. Czyli rozumiem, że gdyby pojawiła się nowa wersja z nowymi możliwościami, to nadal chętnie byśmy ją kupili.
DG: Myślę, że rozwój jest jeszcze długo przed nami i pędzi. Ta kula śnieżna jest coraz szybsza.
JB: Przed nami jeszcze komputery kwantowe.
DG: Dokładnie. Natomiast wydaje mi się, że dając bardzo małemu dziecku telefon, który potrafi zrobić wszystko, możemy zabierać mu możliwość rozwijania części podstawowych kompetencji, umiejętności samodzielnego ogarniania świata.
JB: Może część tych kompetencji w przyszłości rzeczywiście będzie wyglądała inaczej. Może skok cywilizacyjny spowoduje, że inne umiejętności staną się ważniejsze.
DG: Tylko nasze mózgi nie zmieniły się tak szybko jak technologia. Nadal mamy mózg Homo sapiens, który rozwijał się w świecie zupełnie innym od tego, w którym żyjemy dzisiaj. Miał zdobywać pożywienie, funkcjonować w grupie, nawiązywać relacje. A teraz dostaje z jednego urządzenia ogromną liczbę bodźców: powiadomienia, treści, oczekiwanie na reakcję, komentarze i niekończący się strumień kolejnych filmów.
Dlatego człowiek ciągle potrzebuje kontaktu z naturą i potrzebuje relacji z drugim człowiekiem.
X. Wyścig technologiczny i eksperyment na żywym organizmie
JB: Spróbujmy wrócić jeszcze do pytania o rozwój technologii. Czy on w ogóle może się zatrzymać?
JS: Obecnie mamy wielkie firmy, Google, Metę, Microsoft i inne, które wydają ogromne pieniądze na wyścig związany ze sztuczną inteligencją. To jest właściwie wyścig zbrojeń na poziomie rozwoju modeli. Kto pierwszy rozwinie je najlepiej.
Te firmy nie mogą już łatwo powiedzieć: „Wstrzymujemy się, za dużo wydaliśmy”, bo stawką jest to, kto w przyszłości będzie pierwszy. Więc ten rozwój na pewno trwa.
Problem w moim odczuciu polega na tym, że wszystko weszło bardzo szybko. Nie było etapu spokojnego wdrażania kolejnych rozwiązań i obserwowania ich skutków.
DG: To trochę eksperyment na żywym organizmie. Branża farmaceutyczna, zanim wdroży coś na rynek, ma określony czas badań laboratoryjnych i testów. Tutaj często najpierw rozwiązanie trafia do milionów ludzi, a potem obserwujemy jego konsekwencje.
Wiemy też, że wielkie firmy technologiczne dysponowały badaniami dotyczącymi wpływu ich produktów na zdrowie psychiczne użytkowników. Problem polega na tym, że presja na szybkie wdrażanie i komercjalizowanie rozwiązań jest ogromna.
XI. Czy rozwiązaniem jest prawo?
JB: Czyli znowu wracamy do prawa.
MAS: Prawo może być jednym z najważniejszych narzędzi. W kwestiach środowiskowych wielokrotnie pokazało, że jest w stanie rozwiązywać problemy. Dziura ozonowa czy poprawa jakości wód w Europie pokazują, że odpowiednia regulacja może przynieść rzeczywiste skutki.
Tymczasem edukacja ekologiczna bardzo często kierowana jest tylko do zwykłego człowieka: Kowalski, nie śmieć, oszczędzaj wodę, zmień swoje zachowanie. A przecież ogromne możliwości zmiany mają także wielkie firmy technologiczne.
Można wprowadzać bardzo proste rozwiązania. Jeżeli ja jako zabiegana mama piszę maila do szkoły późnym wieczorem, bo dopiero wtedy znajduję czas, nie oznacza to, że nauczycielka musi dostać powiadomienie o tej porze. Wiadomość może zostać dostarczona rano. Ja zrobiłam swoje, ale nie zaburzyłam czyjegoś odpoczynku.
JB: Technologia może więc również pomagać nam w higienie cyfrowej.
MAS: Oczywiście. Mamy szereg rozwiązań technologicznych, które mogą wspierać nasze bezpieczeństwo i dobrostan.
XII. Dziecko w internecie jak trabant na autostradzie
DG: I szczególnie ważne jest to w przypadku dzieci. My mamy w głowie podobny „sprzęt”, ale mózg dziecka nadal się rozwija. Dzisiaj mówi się już o tym, że ten rozwój trwa do około 25., a nawet 30. roku życia. Dziecko eksponowane na różne zagrożenia nie ma jeszcze takich samych możliwości reagowania jak osoba dorosła.
Profesor Jędrzejko obrazowo porównuje internet do autostrady. Dorosły wjeżdża na nią bezpiecznym samochodem, wyposażonym w różne systemy ochrony, a dziecko wysyłamy na tę samą autostradę trabantem. Nie ma poduszek bezpieczeństwa, nie ma wspomagania kierownicy, a porusza się w tym samym ruchu.
JB: To co mamy zrobić?
DG: Zacząć od siebie. Od tego, jaką postawę wobec technologii i nowinek technologicznych pokazujemy dzieciom.
JB: Ale trochę przerzucamy wtedy odpowiedzialność na użytkownika. A z naszej rozmowy wynika też, że część problemów musi zostać rozwiązana systemowo.
DG: Oczywiście. Coraz częściej nie tylko organizacje pozarządowe i środowiska akademickie mówią o higienie cyfrowej, właściwym czasie inicjacji technologicznej czy ograniczaniu czasu przed ekranem. Zajmują się tym już poważne instytucje.
Trzeba też uświadamiać rodzicom, że wpuszczanie dziecka do sieci jest wpuszczaniem go do innego świata. Świata, w którym sami rodzice często nigdy nie byli i nie wiedzą, gdzie dziecko może dojść.
XIII. Internet jako dostęp do wiedzy
JB: Z drugiej strony internet daje dostęp do ogromnej ilości wiedzy. Weźmy raporty IPCC dotyczące klimatu. Gdyby nie internet, młody człowiek prawdopodobnie miałby znacznie mniejszą szansę samodzielnie do nich dotrzeć.
Uważam, że bardzo dobrze, że dzieciaki mają kontakt z internetem i z wiedzą. Mam czasami wrażenie, że w kwestiach klimatycznych młodzi wiedzą więcej niż część dorosłych. Widzieliśmy to choćby podczas młodzieżowych strajków klimatycznych.
Higiena cyfrowa nie może więc oznaczać zabierania dzieciom informacji.
DG: Absolutnie nie. To powinna być edukacja. Nie zakaz dostępu do wiedzy, tylko uczenie, jak z tego dostępu korzystać.
XIV. Pokoleniowa rebelia i przesyt sztucznością
JB: I być może tutaj pojawi się też pewna pokoleniowa rebelia.
MAS: Ja już ją widzę. Pracuję z młodszymi osobami i widzę ich alergię na część marketingu firm, na sztuczne obrazki, sztuczność i nadmiar. Oni bardzo szybko to rozpoznają i zaczynają mieć do tego opór.
Być może ta rebelia jest nadzieją. My jako pokolenie wpadliśmy w internet, kiedy się rozwijał. Nie wiemy jeszcze, jak zareaguje na niego kolejne pokolenie, ale możliwe, że pojawia się już naturalne przemęczenie nadmiarem i sztucznością.
XV. Zrównoważony rozwój to także zgoda na niewygodę
MAS: Jeśli mówimy o zrównoważonym rozwoju, to pamiętajmy, że są w nim trzy elementy: człowiek, środowisko i ekonomia. Najlepsze rozwiązanie pojawia się wtedy, kiedy te trzy elementy potrafimy ze sobą połączyć.
My, zajmując się śladem węglowym, traktujemy go przede wszystkim jako wskaźnik pokazujący, jak oddziałujemy na środowisko. Sam wynik nie mówi jeszcze, czy jesteśmy dobrzy, czy źli. To trochę jak morfologia albo badanie ciśnienia. Jedno badanie nie mówi jeszcze wszystkiego o pacjencie. Dopiero później możemy dawać zalecenia, co zmienić, żeby obniżyć emisyjność.
Tylko ciągle jesteśmy w dość komfortowym momencie. Woda leci z kranu, podstawowe potrzeby są zaspokojone. Co będzie wtedy, kiedy ta nasza „diagnoza” okaże się naprawdę poważna?
Dlatego zarówno w edukacji ekologicznej, jak i cyfrowej potrzebna będzie zgoda na pewną niewygodę. Cała cywilizacja dążyła przez lata do tego, żeby żyło nam się coraz wygodniej. Teraz zrównoważony rozwój może wymagać, żebyśmy z części tej wygody świadomie zrezygnowali.
Trochę krótszy prysznic, trochę mniej internetu, czasami pójście pieszo zamiast jazdy autem.
DG: W higienie cyfrowej jest dokładnie tak samo. Dorosły też musi zrezygnować z części swojej wygody. Łatwo powiedzieć dziecku: „Idź pograć”, bo wtedy rodzic ma chwilę dla siebie. Trudniej powiedzieć „nie” i samemu zaproponować coś w zamian.
JB: Czyli znowu wychodzimy ze strefy komfortu.
DG: Tak. I widać już pewien odwrót od nadmiaru. Są miejsca, w których ludzie płacą duże pieniądze właśnie za to, że nie mają telewizora, spa, atrakcji i dziesiątek bodźców. Dostają prosty pokój, prysznic i las dookoła.
Być może jesteśmy już w takim przesyceniu, że zaczynamy wracać do prostszych rzeczy, do korzeni, do zieleni.
JB: I na tym chyba możemy zakończyć. Szkoda, że nie zdążyliśmy jeszcze porozmawiać szerzej o tym, jak zadawać sztucznej inteligencji pytania, żeby nie tracić czasu i uzyskiwać możliwie dobre odpowiedzi, ale to temat na kolejną rozmowę.
Dziękuje za rozmowę.
Rozmawiał Janusz Bończak






















































