Zwierzęta pozaludzkie

Sposób, w jaki opisujemy nasze relacje z innymi zwierzętami, ma ogromne znaczenie. Nie ma nic dziwnego ani zaskakującego w fakcie, że wciąż spieramy się o dopuszczalność używania określonych słów i wyrażeń. Jeśli mamy różne zdanie co do pożądanego statusu zwierząt pozaludzkich i tego, jak powinniśmy traktować ich podmiotowość i krzywdę, spory o język opisu i komunikacji w tym kontekście są nieuniknione. Język koduje wartości, nieuchronnie będzie więc ujawniał głębszą niezgodę i pomagał rozpoznać różnice w podejściu (a jak dobrze pójdzie, pomoże również w porozumieniu). Na tym etapie, na jakim jesteśmy jako społeczeństwo, wciąż niestety głęboko szowinistyczne, dyskusje o języku i wartościach w kontekście relacji ludzi z resztą zwierząt są po prostu niezbędne. Oczywiście tylko wtedy, jeśli intencją takiej dyskusji jest ograniczenie krzywdy. Byłoby bardzo dobrze, gdyby obie strony sporu były zgodne przynajmniej co do tego czemu dyskusja ma służyć.

Drwiące uwagi, wyśmiewanie, przedrzeźnianie, przemilczanie, obrażanie i jakiekolwiek formy przemocy słownej, nie powinny być częścią takiej dyskusji. Nie będzie ona też miała sensu, jeśli się do niej nie przygotujemy, przynajmniej w minimalnym zakresie. Niestety, dzisiejsze zdziwienie, że ktoś publicznie używa określenia „zwierzęta pozaludzkie” jest dowodem niezorientowania i nieprzygotowania do rozmowy. Mówiąc prościej: ktoś tu po prostu coś przeoczył, nie przeczytał, nie posłuchał. Zdziwienie w tym przypadku to forma analfabetyzmu kulturowego, a więc nieświadomości wytworów kultury, w której się żyje.

Wyrażenia nonhuman animals używano w publikacjach co najmniej już w drugiej połowie XIX wieku. Nie jest to dziwne, była to zapewne jedna z wielu konsekwencji przewrotu Darwinowskiego. Pojawiły się także pokrewne, jak np. nonhuman primates – dziś w jego przypadku wyszukiwarka Google podpowiada ponad 4,5 mln stron internetowych. Począwszy od lat 70. XX wieku podobny sposób określania zwierząt (w tym ludzi) jest wyraźnie częstszy, stopniowo przenikając – jako „zwierzęta pozaludzkie”, „zwierzęta nieludzkie” (mniej szczęśliwe określenie), „zwierzęta inne niż ludzie” itp. – również do języka polskiego. W tej chwili jest już dobrze oswojonym wyrażeniem w ramach interdyscyplinarnych studiów nad zwierzętami, w postępowej publicystyce i w języku ruchu społecznego na rzecz zwierząt.

Każdy, kto krytycznie bada relacje międzygatunkowe, z uwagą posłucha ciekawych i przekonujących argumentów za nieużywaniem wyrażenia „zwierzęta pozaludzkie”, choć pewnie bez większej nadziei, że je usłyszy. Jak natomiast zareagować na czyjeś zdziwienie, że takie wyrażenie istnieje i coraz częściej przenika do języka potocznego i języka polityki? Chyba tylko wzruszeniem ramion i rozczarowaniem.
Dariusz Gzyra

Dariusz Gzyra – Doktorant w Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Publicysta i działacz społeczny. Członek Laboratorium Animal Studies – Trzecia Kultura przy Instytucie Filologii Wschodniosłowiańskiej Uniwersytetu Śląskiego. Autor licznych artykułów poświęconych etyce relacji człowieka ze zwierzętami, publikowanych w monografiach oraz czasopismach naukowych, takich jak m.in. “Przegląd Filozoficzny”, “Kultura Popularna”, “Wschodni Rocznik Humanistyczny”, “Magazyn Sztuki” i “Artmix”. Wygłosił kilkanaście referatów na konferencjach krajowych i międzynarodowych. Prowadził wykłady kilkunastu miastach Polski.


Wspieraj Istotę – wpłać datek. Ogłoś się na łamach naszej strony.

Istotnie tak!