Nasi kuzyni w laboratoriach

Tweet Pani Sylwii Spurek dotyczący sytuacji zwierząt laboratoryjnych w czasach pandemii poruszył lawinę kpin i dowcipów w mediach społecznościowych. Miałam wrażenie, jakby nagle zaroiło się od istot jakby spryskanych czymś dla nich niezwykle drażniącym.

Zanim zastanowię się dlaczego tak się stało, przyznam się, że sama nie mam pewności, czy tweet Pani Posłanki czyni więcej dobra, czy zła.

Tu i teraz nie wydaje się dobry, gdyż skutecznie odwraca uwagę od problemu: okrutnego traktowania jednych czujących istot żywych przez inne – posiadające świadomy i wolny wybór. Gdyby ktokolwiek z komentatorów wpisu miał wątpliwość: tak, człowiek w systematyce biologicznej należy do królestwa zwierząt.

Tweet jednak, zamiast wzbudzić poważną rozmowę o testach na zwierzętach, o tym czy są potrzebne, czy można ich uniknąć, jak dążyć do ich wyeliminowania, spowodował wspomnianą falę kpin i złości. Także w mediach o największej sile rażenia. Kpili, siedząc w wygodnych fotelach, nie doświadczający beznadziei uwięzienia, nie czekający w przerażeniu na nową falę cierpienia, nie doświadczający przenikliwego lub ciągnącego się w nieskończoność bólu, politycy – ludzie wszystkich opcji, odcinający się z wyższością od Pani Sylwii Spurek.

Oczywiście w takich razach mówi się o wszystkim, o rozmaitych krzywdach, jakich doświadcza człowiek, o eutanazji, aborcji, o groźnych chorobach, itd., choć tweet w najmniejszej mierze nie był poświęcony tym tematom. Zwracał uwagę na los zwierząt laboratoryjnych. Dlatego, pozwolicie Państwo, i ja innymi tematami się nie zajmę. Przyznam się, że nic bardziej mnie nie złości, jak to „albo albo”. Albo dobro ludzi albo dobro zwierząt. Albo prawo zwierząt do właściwego im dobrostanu, albo aborcja na żądanie. Ludzka manipulacja.

Problem cierpienia zwierząt, w tej dyskusji osób publicznych i w bijatyce społecznościowych mądrali, zniknął. Zamiast tego rozkwitnął termin „zwierzę pozaludzkie”. Rozkwitnął i rozjuszył. Zatrzymał na sobie uwagę. Zastanawiając się, czy wpis był dobry, obawiam się, że termin niestety uwagę zatrzymał na sobie, do refleksji nad meritum nie dopuścił. Oby nie stał się takim konsolidującym hasłem, jak wiele innych, wokół których skupiają się ludzie, aby zwierać szeregi i walczyć o swoje najświętsze przekonania lub zabobony.

Z drugiej strony, być może to, że skupił uwagę i rozjuszył, spowodowało jakiś kolejny uszczerbek we wciąż dość monolitycznym przeświadczeniu współczesnego człowieka, że może zrobić wszystko reszcie stworzenia? Może tę twardą, bezwzględną oczywistość panowania odrobinkę nadkruszył? Pani Sylwia Spurek odważnie, bezceremonialnie, bez przedyskutowania na językoznawczych, biologicznych i światopoglądowych forach, uderzyła w granit. Posypały się iskry, pozostało małe wgłębienie, komuś dalej walącemu w skałę będzie łatwiej? Pewno tak. Mając tę nadzieję, dziękuję.

Dlaczego termin „zwierzę pozaludzkie” tak rozjuszył? Cóż, może dlatego, że trochę już czasu minęło od kiedy pojawiła się istota, którą możemy nazwać człowiekiem. Od czasu, kiedy nie tylko biologicznie wyewoluowała do poziomu, w którym zyskała samoświadomość, ale też, co dla mnie jest wyznacznikiem człowieczeństwa, od kiedy zaczęła rozróżniać dobro od zła. Być może najpierw zgrubnie i egoistycznie, z czasem coraz subtelniej. Ta istota w którymś momencie swojej ewolucji nazwała inną poruszającą się istotę zwierzęciem? Dla mnie, mieści się to w Bożym planie. Nie wykluczam pewnych ingerencji Stworzyciela. Dodam, choć może to niepotrzebny pedantyzm, że nie uważam, abyśmy my ludzie byli tacy sami jak inne zwierzęta. W niektórych swoich cechach jesteśmy niebywale doskonalsi, w innych w porównaniu z naszymi kuzynami, żałośnie prymitywni. Wierzę, że wszystkich nas powołał do życia ten sam Bóg, wszystkich prawdopodobnie uznał za coś wspaniałego, co zresztą sami potrafimy dostrzec, coraz wnikliwiej. Wierzę, że wszyscy ewoluujemy ku… nie wiadomo czemu. Tak by się chciało, aby ta podróż, po tylu strasznych etapach, w końcu odbywała się we wzajemnym poszanowaniu i solidarnie!

Pamięć naszych ludzkich początków tak kompletnie się jednak zatarła, że większość z ludzi nie czuje już pokrewieństwa pochodzenia ze zwierzętami. Cywilizując się, dbaliśmy bardzo o to, aby się odróżnić. Zrobiliśmy też wszystko, aby zwierzęta sobie podporządkować, dla swojego dobra wykorzystać, użyć. Nie tylko po to, aby trwać, ale aby się rozwijać, a także aby doświadczać naszych – ludzkich wyrafinowanych przyjemności. To w czym jesteśmy od zwierząt doskonalsi pozwoliło nam skutecznie niewolić, dominować. Do tego procesu wprzęgnęliśmy filozofię, kulturę, etykę, religię. Dowolnie nimi manipulując dla bieżących, zmieniających się przez tysiąclecia potrzeb. Zapomnieliśmy ile w toku dziejów zwierzętom zawdzięczamy. Prawdę mówiąc, wszystko, podczas gdy one spokojnie obyłyby się bez nas. Delikacąc się, także etycznie, nauczyliśmy się maskować nasze odrażające, okrutne wobec nich czyny. Ubraliśmy nasze postępki w szatki kultury, uświęciliśmy obyczajem, usprawiedliwili Bożą jakoby dyskryminacją, wyparli i stopniowo skrzętnie pochowali przed „wrażliwymi” oczami, aby nie trzeba było ich odwracać, z wzdrygnięciem.

Dr hab. Barbara Niedźwiedzka.

Wszystko to to zabiegi, sztuczki i woale usprawiedliwiające zło. Powodują, że dla ludzi XXI wieku termin „zwierzę pozaludzkie” jest nie tylko dziwny, oburzający, obrazoburczy, ale przede wszystkim jest zagrożeniem odwiecznego panowania.

To w czym jesteśmy od zwierząt doskonalsi pozwala nam także świadomie świadczyć dobro. Etyka nie nadąża jednak za wiedzą i współczesnymi możliwościami w realnym przywracaniu zwierzętom przyrodzonego im statusu. Reakcje ludzi na tweet Pani Spurek dobitnie o tym świadczą. Dla etyki chrześcijańskiej dobrostan zwierząt – Bożych istot „z upragnieniem czekających objawienia się synów Bożych” jest zagadnieniem prawie nieistniejącym. W każdym razie w obrębie polskiego katolicyzmu. Niewiele zmieniają słowa Papieża Franciszek zwracające uwagę na to, że inne stworzenia mają wartość same w sobie i nie możemy nimi dysponować według własnej woli z pominięciem ich dobra (Franciszek. Encyklika Laudato si’). I choć bywa, że problemem okrucieństwa wobec zwierząt zajmie się jeden, czy drugi teolog lub duchowny (mam przed sobą „Studium teologicznomoralne. Eksperymenty medyczne z wykorzystaniem zwierząt” ks. K. Smykowskiego), to przecież w kościołach kazania wokół np. słów Katechizmu Kościoła Katolickiego, że „Wszelkie okrucieństwo wobec jakiegokolwiek stworzenia jest sprzeczne z godnością człowieka” (KKK 2418) raczej nie usłyszymy. Ani, o tym, że ludzie powinni dążyć do harmonii z całym stworzeniem (Iz 11, 6-9; Mk 16,15; Rz 8,19-22), i że to „stworzenie” to np. zwierzęta. Także te w hodowlach, na łańcuchach, w cyrkach, w laboratoriach. Z góry przepraszam, tych etyków i duchownych, którzy taką edukację prowadzą.

Widać jednak za mało jej, skoro tyle ludzkiego poczucia wyższości i dominacji, braku empatii, obelg i rechotu nad dwoma zdaniami o tym, że pandemia dotknęła także zwierzęta w laboratoriach. Dotknęła. „Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam (Koh 3, 19).

dr hab. Barbara Niedźwiedzka
prowadzi źródłowy portal Opowiedzzwierzę.pl

Wspieraj Istotę – wpłać datek. Ogłoś się na łamach naszej strony.

Istotnie tak!