18+

Na żywym ciele

Zawsze wolałam śpiewać niż mówić. Do momentu, kiedy straciłam głos…, nie mogłam śpiewać i zmuszona byłam do znalezienia innej drogi. Rozpoczęłam przygodę z socjologią.
Stało się to po latach studiów pedagogicznych, przed którymi był jeszcze krótki romans z filologią polską. Ukończone studium z zarządzania personelem, a przed tym wszystkim 3-letnia gra w amatorskim teatrze. Po długiej rekonwalescencji mogę śpiewać, ale chcę też mówić… i wychodzą ze mnie treści ekskremenckie.
To będzie cykl, ale jak się potoczy – tego nie wiem.
Jest poniższy tekst, a kolejnego spisanego jeszcze nie ma. Jest we mnie, bo to wydarzyło się w moim życiu.
To moja historia. To mój pseudonim… dzień dobry
Marta Horvath

Ciało istoty
Mięso, ciało istoty… jako dziecko patrzyłam na śmierć wiele razy. Nieakceptowanie jej było oznaką słabości. Kiedy przeszkadzał ci widok świeżo zabitego parującego mięsa, byłeś dziwakiem. A otoczenie roznosiło srogie groźby, że jak głód przyjdzie, to nie będzie ci śmierdziało. W tyłkach się teraz dzieciakom z dobrobytu przewraca – mówili. Były takie soboty w roku, które nosiły zapach takiego mięsa naznaczone świeżą, słodką i lepką krwią. W domu rodzinnym była specjalna kuchnia, taka dodatkowa w piwnicy, tak zwana warz kuchnia w pełni wyposażona. Były tam zamrażarka, lodówka duży drewniany blat, zlew i piec, meble, duże noże, drewniany kloc z tasakiem i maszynka do mięsa. Było tam bardzo czysto, a porządek tam panujący kojarzył mi się z kościelnym ołtarzem, na którym nie kładzie się rzeczy przypadkowych, wszystkie mają swoje miejsce i traktowane są z największym namaszczeniem. Po świniobiciu długo nie mogłam swobodnie przechodzić obok tego pomieszczenia, a kiedy wysłano mnie po coś do zamrażarki, zawsze wstrzymywałam oddech. Ciągle czułam te same zapachy sobotnich rzezi. Rodzina była ze mnie dumna, bo byłam bezproblemowym dzieckiem, zwłaszcza w kwestiach śniadań. Nie budziłam rano rodziców, tylko już jako niespełna 3-latka otwierałam lodówkę, wyciągałam pętko kiełbasy i zjadałam bez chleba. Dumna mama wszystkim innym mamom w okolicy chwaliła się, że jej dziecko rano pytane, co będzie jadło na śniadanie, odpowiadało, że już jadło „basikę”, czyli kiełbasę. Oj, tak! Byłam bohaterem. Cudownym dzieckiem, za nic mnie tak nie chwalono jak za te śniadania. No, chyba że jeszcze za te, kiedy to zachodziłam do mojej babci, a ta przygotowywała dziadkowi jego ulubione danie, czyli gotowane w ziołach podgardle lub boczek. Siadałam obok dziadka przed wielką drewnianą deską, na której leżały cienko pokrojone kromki chleba i kawał tłustego przysmaku. Kroił mi małe kosteczki z chleba i boczku i równiutko układał jedno na drugim, a ja zjadałam… jadłam mięso, ciało istoty.

Telefon dzwoni coraz rzadziej.
Pustka wokół mnie zaczyna upodabniać się do tej we mnie.

Świat pędzi, widzę to i czuję jak z okna pendolino, a ja siedzę w pustym przedziale i jadę tak już bardzo długo. Czasami ktoś do tego przedziału zagląda. 2015 rok, diagnoza – ciężka depresja, totalne wycieńczenie organizmu. „No, jak się tak samemu siedzi, to się później w głowie pier*li” – słyszałam nieraz. I im podobne: „Jak ja przyjadę, to się zaraz pozbierasz, trzeba cię gdzieś rozerwać”, „Ty i ta choroba no proszę cię, na pewno tego nie masz”, „Każdy ma czasami doła, teraz to modna ta depresja”, „No, raka jakbyś miała, ale takie coś, no weź, niektórzy to naprawdę są chorzy”. Co jakiś czas jadę do jakiegoś lekarza, bo organizm odmawia posłuszeństwa; serce, stawy i inne historie. „No wie pani, tu w badaniach pani nic nie wyszło, proszę iść do psychiatry”, „Tak, tak, …mhm…, no ja pani nie dam skierowania na badania, bo pani ma depresję przecież”, „No musi się pani za siebie wziąć i się pozbierać”, „No ale już taki pani urok, bo pani taka depresyjna jest”, „No wie pani, artyści tak mają, niestety”. Nie jestem artystką. Piosenki leżą nietknięte. Większość czasu walczę z ciężarem i bólem, który co rano wgniata mnie w łóżko i nie pozwala wstać.  Zbieram się pod wieczór. „Ale ty się masz dobrze, mieszkasz w takim pięknym miejscu, ja to bym cały czas na tym tarasie siedziała”, „No ja nie miałabym czasu na zrobienie takich ciastek, ale wiesz, ja pracuję”, „No, jak się nie musi chodzić do roboty, to się nie ma motywacji do wstawania”. Moje źródło dochodu to 500 zł. Wykluczona.
PS – …są też przyjaciele, którzy wspierają. Dziękuję im…

 

Istotnie tak!