Nowe przymierze z przyrodą?

Rozmowa z o. Stanisławem Jaromim, doktorem filozofii, ekologiem i wieloletnim delegatem zakonu franciszkanów ds. sprawiedliwości, pokoju i ochrony stworzenia, edukatorem chrześcijańskiej ekologii, przewodniczącym Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu (REFA) i szefem portalu www.swietostworzenia.pl.

Czy dziś, znając już przesłanie papieża Franciszka z encykliki Laudato Si’, powinniśmy zapraszać wszystkich bliźnich do jej poznania, dyskusji nad jej refleksjami. Próbować powrócić do harmonii, która panowała w czasach biblijnego raju? Idealnego świata, gdzie ludzie szanowali zwierzęta i przyrodę, będąc jej opiekunami a nie eksploratorami?
– Encyklika jest listem otwartym papieża Franciszka do świata, zaproszeniem do poważnej rozmowy o kształcie tego świata. Jest tekstem społecznym, czyli przede wszystkim podejmuje refleksję nad naszą rolą, jako mieszkańców planety, którą papież nazywa wspólnym domem. Można dodać– jedynym domem. Wzywa do refleksji, jak my ludzie o sobie myślimy. Czy myślimy w kategoriach ciągłej rywalizacji, agresji, wojny, wykorzystywania się, eksploatacji itd.? Czy myślimy inaczej? W kategoriach troski o dobro wspólne, solidarności, odpowiedzialności, empatii… Takie głębokie pytania pozwalają nam wyciągnąć właściwe wnioski z błędów przeszłości i wybierać właściwie. Encyklika ma sześć rozdziałów, z których każdy podejmuje jeden z ważnych tematów. Zaczyna się od analizy kondycji naszego świata w wymiarze społecznym, ekologicznym i etycznym. W rozdziale drugim mamy inspiracje biblijne, w tym obraz raju, idealny świat zniszczony przez grzech i zło popełniane przez ludzi. Warto zaznaczyć, że to nie Pan Bóg zniszczył raj, tylko człowiek. On według opowieści biblijnej rozprzestrzenia zło do tego stopnia, że przychodzi wielki potop, który zniszczył i zło, i czyniących zło. Ludzi i zwierzęta. Potem mamy nowe przymierze, błogosławieństwo i wielką obietnicę, że ten świat będzie pod Bożą opieką. Jednak czyniących zło ciągle nie brakuje. Egoistów, egocentryków jest pod dostatkiem. Czasem są nawet przywódcami całych państw i prowadzą politykę eksploatacji i zysku za wszelką cenę. Mamy wiele raportów oraz publikacje tworzone przez organizacje pomocowe, ONZ i instytuty naukowe. Możemy je cytować. O nierównościach w świecie, o nadkonsumpcji jednych i nędzy innych. W centrum tej refleksji ma być nasza wrażliwość i dobry słuch, by – jak pisze Franciszek – usłyszeć płacz Matki Ziemi oraz jej udręczonych, ubogich mieszkańców. Okazuje się, że jedni słyszą ten płacz, a inni nie. Czy brak im wrażliwości, czy dobrego słuchu? Można postawić tezę, że tych obojętnych w naszym kraju jest sporo. Stąd trudności chociażby z przyjęciem tekstu encykliki Laudato Si’, z jej recepcją, jej wdrożeniem w praktykę życia zarówno w Kościele, jak i w całej społeczności.

Czy mamy tylko czekać na spełnienie obietnicy Bożej, czyli powtórnego życia w raju? Czy wspólnie duchowni i wierni powinni wziąć naprawę świata w swoje ręce, tworząc np. jeden wspólny ruch społeczny? Czy Ojciec nie uważa, że każdy z nas, wiernych, do których dotarł głos papieża, powinien udać się do najbliższej nam parafii, kościoła, dzieląc się wiedzą z encykliki? Jadąc do Ojca z Krakowa, minąłem bardzo dużo kościołów.

– To się dzieje. W centrum swojego orędzia papież Franciszek stawia projekt ekologii integralnej, mówiąc, że szereg projektów wcześniejszych nie spełniło pokładanych nadziei, łącznie z wielkimi projektami ideologicznymi, które raczej niszczyły świat, niż budowały dobro wspólne. Ekologia integralna chce dostarczyć narzędzia do odbudowy harmonii w relacjach z przyrodą, z innymi, człowieka samego ze sobą i z Bogiem. Ważną metodą jest dialog – cały piąty rozdział poświęcony jest potrzebie dialogu w wielkiej międzynarodowej, ogólnospołecznej perspektywie i wspólnotach lokalnych. Rozpoczął się już dialog z ludźmi nauki, którzy mają w tym temacie swoje spostrzeżenia i wnioski. Trudno jednoznacznie ocenić, jak ten głos dociera do parafii w terenie. Gdy popatrzymy na środowiska lokalne, często widzimy chaos również urbanistyczny i ekologiczny w poszczególnych miejscowościach. Jedynym elementem trochę harmonijnym jest zwykle kościół parafialny i jego otoczenie. Niestety, jak często słyszę od wielu proboszczów – jest pod presją swoich parafian, by powstawały nowe parkingi, gdyż już nie chcą chodzić do kościoła pieszo czy jeździć na rowerze…

…ale budując takie parkingi, proboszcz bierze udział w „wyścigu szczurów”, wygrywa z innymi, budując parking, ale przegrywa coś o wiele więcej…

– No właśnie. Ale parafia ma być dla ludzi, dla wiernych. Czasem proboszcz zachowa ładny skwer wokół kościoła i wynegocjuje zielony parking, gdzie ziemia może oddychać i przyjmować deszcz. Często jednak wzorem parkingów gminnych czy przy centrach handlowych wkracza kostka brukowa. Niestety polski model jest właśnie taki i parafie nie mają na to większego wpływu. Konsekwencje można zobaczyć po opadach deszczu, które powodują lokalne powodzie i podtopienia. Mamy wiedzę, znamy doś­wiadczenia innych i prawa przyrody, ale je ignorujemy i ciągle wybieramy modele urbanistyczne, drogowe czy parkowe niszczące środowisko przyrodnicze.

Wydaje się, że Kościół ma wielką siłę w przekazie…

– Robimy, co można. Przy okazji ostatniej konferencji na UKSW w Warszawie obliczyłem, że ekologią zajmuję się już 35 lat. Ile w tym czasie wygłosiłem kazań na ten temat, ile konferencji, ile referatów na różnych sympozjach? Ile artykułów napisałem czy miejsc w terenie odwiedziłem? – Setki.

Ale ilu takich duchownych z podobną refleksją ekologiczną jak Ojca jest w Polsce?

– Przecież nie każdy musi się zajmować ekologią. Mogę powiedzieć, że to moje powołanie i wykształcenie. Inni duchowni realizują inne. Nie brak jednak osób, dla których ekologia jest ważna. Chociażby na wspomnianej konferencji, która odbyła się w Warszawie 16 maja 2019 r. na UKSW pt. „Kościół wobec kryzysu ekologicznego”, w panelu prezentującym tematy ekologiczne było czterech księży zaangażowanych w poważne dzieła ekologiczne. Ale dlaczego mówimy tylko o księżach? Przecież katolicy świeccy też działają. Zwłaszcza od czasu Laudato Si’. Bo nasze intuicje i badanie społecznego nauczania Jana Pawła II, papieża Benedykta, tradycji biblijnej i franciszkańskiej znalazły mocne potwierdzenie w oficjalnym dużym dokumencie Kościoła. A my o nim zrobiliśmy dużą monografię naukową, popularny przewodnik oraz wystawę przy okazji Światowych Dni Młodzieży. Prowadzimy różne zajęcia i warsztaty np. o smogu, ochronie klimatu, nadkonsumpcji czy chrześcijańskim myśleniu
w ekologii. Mamy warsztaty dla seniorów i młodzieży. Jeśli jest trochę czasu i zadamy właściwe pytania, dostajemy dobre odpowiedzi.

Zgadzam się z Ojcem Świętym, który powiedział w encyklice, że mamy jeden dom i myślę, że sprawa przyrody i naszego życia w nim jest dla nas rzeczą podstawową. Myślę również, że sprawami ekologii w Kościele powinno się zajmować co najmniej czterystu duchownych, nie tylko czterech…

– …czterech duchownych prowadzących duże projekty ekologiczne to nie znaczy, że to są wszyscy. Oczywiście chciałbym, by było jeszcze lepiej, ale uważam, że nie jest źle i że obecni na tej konferencji przedstawiciele Watykanu oraz organizacji międzynarodowych byli zdumieni skalą naszych działań. Ale to była konferencja naukowa, a wiemy, że dziś tego typu spotkania nie gromadzą licznych słuchaczy.

Moje pytanie dotyczyło aktywności wiernych, czy mogę wysnuć wniosek z Ojca wypowiedzi, że popiera taki typ działalności parafian…, że ośmieleni treścią encykliki pójdą do swoich kościołów, by porozmawiać o przesłaniu ekologicznym papieża, o stanie przyrody i dobrostanie zwierząt, potrzebie ich szanowania? Mówię tu na przykład o psach na łańcuchu czy chowie eksploatacyjnym zwierząt…

– Od czasu publikacji encykliki prowadzimy trzy duże kampanie. Jedna nazywa się „Przełożyć encyklikę na praktykę”, gdzie przedstawione są wszystkie praktyczne zalecenia, które wydają się słuszne i są wsparte nauczaniem. Druga to „Czas dla stworzenia”, międzynarodowa kościelna inicjatywa, którą w odpowiedzi na apel papieża Franciszka prowadzimy w Polsce, by we wspólnotach i parafiach włączyć tematy ekologiczne do naszej refleksji i modlitwy. Trzecią jest „Szkoła liderów ekologii integralnej”, gdzie właśnie wspieramy tych, którzy już próbują coś zdziałać w swoich parafiach, wspólnotach, miejscowościach. By dać im narzędzia wspomagające ich w działaniu. Tworzymy nawet platformę e-learningową pomocną w propagowaniu chrześcijańskiej ekologii dla nowo powstałych wspólnot Laudato Si’, czyli takich oddolnych, lokalnych inicjatyw. Wszystko znajdziemy na naszym portalu www.swietostworzenia.pl.

Nigdzie w Starym i Nowym Testamencie nie znalazłem nakazu jedzenia mięsa. Przez wiele wieków na początku istnienia naszego Kościoła wielu zakon­ników nie jadło mięsa. Zastanawiam się, czy weganizm lub wegetarianizm nie powinien być podstawą naszej religii, by wrócić do początków biblijnych – rajskich oraz początków tradycji naszego Kościoła. Czy Kościół nie powinien propagować takiej diety? Rozwiązałaby ona wiele problemów związanych z nieetycznym chowem przemysłowym zwierząt czy też problemów związanych z przemysłową wycinką lasów pod przyszłe pastwiska dla tych zwierząt.

– Na dziś wiemy jedno, że nie ma nakazu jedzenia mięsa w Kościele, ani nie ma zakazu jego jedzenia. A miejscem, gdzie podejmujemy takie decyzje jest nasze sumienie. I wrażliwość tego sumienia mówi nam, którą opcję należy/można wybrać z licznych propozycji diet. Każdy ma prawo do swoich wyborów. Nie narzucamy go instytucjonalnie.
Od zawsze w Kościele są praktykowane posty. A klasyczny post chrześcijański to po prostu niejedzenie mięsa i w naszej tradycji chrześcijańskiej od zawsze nie jemy mięsa np. w piątki.
To pokazuje, że od wieków w naszej refleksji był, jak można powiedzieć, wyrzut sumienia, że jednak jemy zwierzęta. Przez wieki były to zwykle te, które wyrosły razem z nami w gospodarstwach rodzinnych. Zwierzęta te często miały imiona i były częścią pewnego ekosystemu. Ten świat jednak zniknął w ostatnim czasie. A w zamian dostaliśmy wynalazki i technologie agrobiznesu, w tym metody produkcji taniego mięsa. Na ten stan nakłada się postępująca sekularyzacja społeczności, gdzie pieniądz i zysk jest najważniejszy. Mamy zatem instytuty badawczo-naukowe opracowujące nowe technologie produkcji żywności, optymalizację kosztów realizującą oczekiwania handlu. W efekcie gigantyczne obszary przeznaczane są na nowe pastwiska czy uprawę paszy i mamy zanieczyszczenia produkowane przez wielkie fermy, skażenie wody, gruntów i powietrza. Obraz ten dopełnia zagmatwany ciąg pośredników w łańcuchu dostaw na współczesnym, zdominowanym przez sieci supermarketów, rynku żywności. Świat, który się nam okazuje jest rzeczywistością okrutną i dla zwierząt, i dla ludzi…
Ten okrutny świat to efekt wielkiego procesu odrzucenia wartości, Pana Boga i zasad, które tradycyjnie funkcjonowały w naszej relacji do przyrody. Ten świat wodzi nas na pokuszenie, oferując produkt żywnościowy (zwłaszcza mięsny) tanio i na każdą okazję. Ten świat wspiera ulgami podatkowymi twórców takiego systemu – wielki agrobiznes powiązany z sieciami handlowymi oraz z producentami pasz i żywności GMO.
Ci, którzy chcą to zobaczyć widzą, jaką patologiczną rzeczywistość tworzymy.
W Kościele jest sprzeciw wobec tego stanu rzeczy, może nie jest bardzo głośny, ale jest. Znam wielu katolików, którzy odmawiają jedzenia takiego mięsa. Szukają rolników, którzy produkują tradycyjnie, ekologicznie. Są tacy, którzy idą jeszcze dalej. Decydują się na wegetarianizm czy weganizm, właśnie przez świadomość stanu rzeczy, wyrzuty sumienia.
Pomimo potężnego rynku przemysłowego, który poprzez reklamy krzyczy do nas: „Kupuj, kupuj, kupuj”, staramy się prezentować różne formy promocji franciszkańskiej ekologii. Kościół wzywa nas do skromności w tym zakresie. Pokazujemy, że post może być wybierany nie tylko jako pokuta, ale też jako wolny wybór dojrzałego człowieka, odczuwającego potrzebę życia w harmonii ze światem.

Mam wrażenie, że wiele osób, które poszukują harmonii ze światem przyrody, w tym wielu wegan i wegetarian, patrzy z nadzieją na Kościół jako na instytucję, która mogłaby ich tą franciszkańską drogą poprowadzić. Drogą szacunku do świata przyrody i zwierząt. Myślę, że za Kościołem ekologicznym papieża Franciszka poszłoby mnóstwo młodych osób.

– Robimy wiele, odpowiadając na wyzwania papieża zawarte w encyklice, zwłaszcza w szóstym rozdziale encykliki – mówiącej o rozwijaniu duchowości ekologicznej i chrześcijańskiej jednocześnie.
W tym roku będziemy obchodzić 40-lecie ogłoszenia świętego Franciszka z Asyżu patronem ekologów przez Jana Pawła II i chcemy tę rocznicę, która będzie obchodzona w listopadzie, wykorzystać do promocji takich właśnie opcji duchowych. Mamy nadzieję, że coś z tego się uda.
Natomiast relacja człowiek – zwierzęta związana jest w dużej mierze z pewnym obrazem aktualnego świata. Inaczej było przed wiekami, przed dokonaniami wielkich badaczy, którzy zmienili nam obraz świata, jak Kopernik, Newton, Darwin, Einstein. Ale to wtedy kształtowała się doktryna. Myślę, że dziś przed nami wszystkimi i osobami religijnymi, i tymi, którzy się zajmują ekologią, jest wielkie wyzwanie, by na nowo, posiadając współczesną wiedzę o zwierzętach, ich inteligencji, empatii oraz innych przymiotach, zbudować tę właściwą relację człowieka i zwierzęcia czy człowieka będącego częścią przyrody. Ale to jest zadanie przed nami, zadanie do wykonania.

Byłem ostatnio obecny na konferencji przygotowanej przez Polskie Towarzystwo Etyczne, która odbyła się na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Podczas konferencji słychać było głosy zdecydowanie przeciwstawiające się myślistwu rekreacyjnemu. Jakie Ojciec ma zdanie na ten temat?

– Strzelanie dla przyjemności do zwierząt jest patologią, to powiedzmy sobie wprost. Rozumiem łowiectwo, gdy istnieją istotne pilne powody, ale tym powinni zająć się fachowcy, a nie osoby, które idą do lasu jak na zawody sportowe czy do parku rozrywki z wypasionym sprzętem do zabijania.
Jest też zbyt dużo osób, które traktują las czysto rozrywkowo, wjeżdżając do niego quadami, motorami crossowymi, nie patrząc na innych ludzi, płosząc dzikie zwierzęta tam mieszkające, sieją spustoszenie. I nie ma na nich siły! Rozmawiałem niedawno na ten temat z leśniczym, który żalił się, że jest bezradny, nie mając żadnych narzędzi, by poradzić sobie z takim szkodnictwem. Tak samo jest z myśliwymi, którzy bez odpowiedniej wiedzy o przyrodzie i zwierzętach wchodzą ze strzelbą do lasu. Nigdy w życiu nie strzelałem, chyba nawet nie byłem na strzelnicy. Czuję się pacyfistą, nie uznaję myślistwa, nigdy mnie to nie interesowało.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Janusz Bończak

Prosimy o wsparcie naszej pracy redakcyjnej:

Wspieraj Istotę – wpłać datek. Ogłoś się na łamach naszej strony.

 

 

Istotnie tak!