W Nowy Rok 2021!

Nowy rok. Życzenia noworoczne. Postanowienia noworoczne. Wszyscy bardzo podekscytowani. Myślenie magiczne. Tak jakby miało się coś zmienić. Odliczanie minut a potem sekund – i jest – i bum – oto nowy rok nam się zaczął. Od tej sekundy będzie inaczej. 2020 minął. 2021 się zaczął.

Do dat i momentów granicznych jesteśmy wyjątkowo przywiązani. Rytuały przejścia utwierdzają w nas magiczne myślenie o nowym początku, wielkiej zmiennie, nowych możliwościach. Czekamy na nie z niecierpliwością wierząc, że jak się stare, złe skończy, to nowe dobre się zacznie. Więc rusza lista życzeń, jedni chcą schudnąć, inni zmądrzeć, nauczyć się jeździć na rowerze, pogodzi się z rodziną, rzucić palenie, odejść z toksycznego związku. Lista jest długa i zawiera wiele życzeń, marzeń, nadziei. Jak co roku ulegamy tej samej mocy dat i godzin. Rytuał przejścia. Niczym kopciuszek na balu, wraz z wybiciem godziny – wszystko się zmieni.

Gdy w 1990 roku Carol J. Adams wydała po raz pierwszy swoją książkę zadedykowała ją 6 bilionom, dwadzieścia lat później dedykacja zmieniła się i pojawiła się dedykacja dla 56 bilionów. Nowy rok, nowe postanowienia, chcemy żyć lepiej, obiecujemy sobie, że wszystko zmienimy, będziemy mądrzejsi, lepsi, zdrowsi, sprawniejsi, bardziej odpowiedzialni, zadbani, rozgarnięci. Same naj, same lepiej. Tymczasem z roku na rok coraz więcej zwierząt jest zabijanych, coraz bardziej niszczymy nasz świat i pogłębiamy kryzys klimatyczny.

Co roku zachowujemy się jak najważniejsze osoby na świecie. Lista życzeń noworocznych to nasze dopieszczone ego startujące w konkursie na najważniejszą osobę na świecie. I jak zawsze nasze ego wygrywa. Bo ja, mnie się należy, ja się zmienię, ja osiągnę, mnie się powiedzie, dla mnie to zrobię, wreszcie siebie pokocham, wreszcie zaakceptuję, dam z siebie wszystko dla siebie. Konkurs noworocznych postanowień egomani. Ja w centrum uwagi. Wszystkie reflektory skierowane na moje potrzeby.

Wielkie wymieranie trwa, topnieją lodowce, wzrasta temperatura na świecie. I nie jest problemem, że dzieci nie pojadą na ferie zimowe, to nie jest okropne, że nie możemy upić się w miejscu publicznym wyrzucając w niebo tony ogni sztucznych, to naprawdę nie jest problem. To nie jest okropne, że stoki narciarskie zostały zamknięte, tak samo jak nie jest problemem, że człowiek, przyszłe pokolenia nie zobaczą już raf koralowych, a piękne plaże i egzotyczne wakacje nie będą im dane. Problemem jest fakt, że na naszych oczach świat umiera, a my zamiast coś z tym zrobić chcemy się bawić. Stoki narciarskie zostały zamknięte z powodu pandemii, a może by je zamknąć tak w ogóle i pozwolić ekosystemowi na swobodny rozwój? Może warto pozostawić światu trochę miejsca na jego realizację, a nie tylko traktować rzeczywistość jak poletko naszych radości? Dzieci nie pojadą na ferie, a może warto by tak w ramach noworocznych postanowień zrezygnować z latania, może warto zacząć liczyć ślad węglowy jak zostawiamy za sobą radośnie udając się na wymarzone wakacje? Może warto pomyśleć nie o tym, co utracą nasze dzieci, ale o tym, co utracił przez nas świat. To, że nasze wnuki nie będą oglądać rafy koralowej nie jest problemem, problemem jest to, że to my ją chcemy obejrzeć, za wszelką cenę, problemem jest to, że to my ją zabijamy, jak cały świat – naszym egoizmem, naszą bezmyślnością.

Korowód noworocznych życzeń, więc i ja się do nich dołączę, przydałby się nam wreszcie właściwy porządek potrzeb i postanowień, troski nie o siebie a świat, o zwierzęta, o wszystkie istoty żyjące. Powiedzą Państwo, że to nie możliwe, że naturalnym jest troszczyć się i martwić o siebie, zabiegać o własne dobro. Może i tak, ale w toku ewolucji dostaliśmy coś bardzo cennego: rozwinięte możliwości myślenia i kształtowania relacji społecznych. Czy to wszystko po to by zabić świat na którym żyjemy? Może już czas zrobić użytek z naszych zdolności i zacząć myśleć inaczej niż egoistycznie i wsobne. Niemożliwe? No cóż, życzenia noworoczne z reguły są niemożliwe, a jednak, niektórym udaje się zrzuć zbędne kilogramy, rozstać z paleniem, to może i z jedzeniem mięsa, z piciem mleka, z jazdą samochodem czy lataniem samolotem…. Na szczęście niektórym się udaje, więc może pora dołączyć do tego, co daje nadzieję…
Tekst dr hab. prof. UJ Joanna Hańderek

Dr hab. prof. UJ Joanna Hańderek

Dr hab. prof. UJ Joanna Hańderek, wykładowczyni w Instytucie Filozofii UJ. Zajmuje się filozofią kultury i filozofią współczesności. Od 2013 roku organizuje cykl wykładów i spotkań poświęconych różnym formom dyskryminacji społecznych „Kultura wykluczenia?”. Współredaktorka kwartalnika popularnonaukowego „Racje”, członkini Towarzystwa Humanistycznego, Akademickiego Stowarzyszenia przeciwko Myślistwu Rekreacyjnemu, Kongresu Świeckości, członkini rady głównej Kongresu Kobiet. Z kotką na kolanach pisze filozoficznego bloga https://handerekjoanna.wordpress.com

Istotnie tak!