Dawno, dawno temu, w VI wieku p.n.e żył sobie pewien człowiek, który uważał, że wszystko, co istnieje pochodzi z powietrza. Nazywał się Anaksymenes, był filozofem i żył w Jonii. W zasadzie Anaksymenes odkrył coś niezwykłego. Ponieważ bardzo trudno dochodzi się do prawd, które mamy przed swoimi oczami, a w tym przypadku nimi wręcz oddychamy, dlatego nie jesteśmy w stanie podejść do nich krytycznie. Jak coś staje się dla nas oczywiste zaczyna być do pewnego stopnia niewidoczne. Po prostu, już tak jest w naszym życiu, że jak coś wydaje nam się oczywiste i naturalne to nie zwracamy na to uwagi. Wielkość Anaksymenesa polegała więc na tym, że udowodnił ludzkości jak ważne jest powietrze. Wedle jego filozofii powietrze jest zasadą, podstawowym elementem, kodem życia, stwarzającym wszystko to, co nas otacza.
Nie tak dawno temu żył sobie człowiek, który odkrył, że życie na naszej planecie, warunki do życia, zawdzięczamy wyjątkowości atmosfery ziemskiej. James Lovelock pracował wówczas dla NASA i badając warunki innych planet uświadomił sobie, że ziemia ma coś niepowtarzalnego i niezwykłego: stabilną atmosferę. Cudowne warunki pozwalające na rozwój życia zostały stworzone przez współpracę biosfery, atmosfery, oceanów i ziemi. Biosfera składa się z krajobrazów tworzonych przez poszczególne ekosystemy, w ekosystemach funkcjonują całe sieci połączonych ze sobą istnień zwanych biocenozą. Biocenoza to zespoły populacji występujących w ekosystemach, a populacje to zbiory gatunków, w których konkretne istoty żyjące tworzą wszelkie przejawy życia. Biosfera jest zatem wielowarstwową siecią połączeń pomiędzy zwierzętami, roślinami, ziemią, wodą, powietrzem, funkcjonując jak jeden, gigantyczny, samoregulujący się superorganizm nieustannie wytwarzając i utrzymując warunki do życia.
Współpracując razem z biolożką Lynn Margulis James Lovelock ten niezwykły superogranizm dający życie na ziemi nazwał Matką Gają. Matka Gaja – ta która dała nam życie i której jesteśmy należni szacunek, oraz troskę – to wieloaspektowa, skomplikowana struktura połączeń jednostek, gatunków, populacji, ekosystemów, krajobrazów w biosferę. Jedność poszczególnych elementów w tym systemie, współdziałanie, współtworzenie, nieustanne rozwijanie i podtrzymywanie życia to ciągle napędzający mechanizm, którego sercem jest ziemia z jej fauną i florą, wodom i powietrzem, oraz ich zachodzące reakcje o organicznym charakterze. Atmosfera wytwarzała się wraz z ewolucją świata życia i jest podtrzymywana przez istnienia oraz interakcje poszczególnych elementów biosfery.
Wedle Marguli i Lovelocka człowiek jest jednym z wielu elementów tych połączeń, jesteśmy bowiem przedstawicielami gatunku, który wchodzi w interakcje z innymi gatunkami zwierząt, działa wobec otaczającej nas przyrody, tak jak inne osobniki fauny, jak inne elementy flory, ale również wody, ziemi i powietrza – współtworząc biosferę, czyli naszą Matkę Gaję. To, co robimy nie robimy tylko dla siebie i dla otaczających nas ludzi, robimy to również dla świata. A że w toku ewolucji rozwinął się w nas dość potężny mózg, dający nam siłę myślenia jesteśmy w stanie odkryć zależności i relacje nas ze światem, oraz nasze powinności. Stąd Lovelock i Margulis doszli do wniosku, że tak jak jesteśmy winni opiekę nasze matce, za to, że nas urodziła, wychowała i dała nam możliwości życia, tak samo jesteśmy winni to biosferze – Matce Gai. To Matka Gaja pozwoliła nam na ewolucję, dała szansę na to wspaniałe życie, tworząc tlen, dając idealne i stabilne warunki do istnienia.
W 1898 roku Svante Arrhenius opublikował zaskakującą jak na tamte czasy pracę (wydany w czasopiśmie naukowym „Philosophical Magazine” artykuł „Ueber den Einfluss des atmosphärischen Kohlensäuregehalts auf die Temperatur der Erdoberfläche”). W XIX wieku cywilizacja Europejska dokonała skoku technologicznego między innymi dzięki wydobyciu i spalaniu węgla. Arrhenius był jednym z nielicznych, który ten proceder przeraził. W swojej pracy obliczył jak spalanie węgla i emisja dwutlenku węgla do atmosfery będzie wpływać na Matkę Gaję. W ten sposób ludzkość po raz pierwszy dowiedziała się, że to, co robi grozi kryzysem klimatycznym. Pierwsze obliczenia Arrheniusa nie były jeszcze tak złowrogie, ponieważ wynikało z nich, że globalne załamanie klimatu nastąpi za paręset lat. Jednakże analizując dane i przyglądając się lawinowemu rozwojowi technologii, uwzględniając jak bardzo przemysł oparty na węglu się rozwija i jak wszędzie jest on stosowany Arrhenius zmodyfikował swe prognozy. W książce z „Världarnas utveckling” (tłumaczenie na angielski nosi tytuł: „Worlds in the Making: The Evolution of the Universe”) z 1908 roku jednoznacznie wskazuje na lata 70 XX wieku jako moment, w którym nastąpi ocieplenie klimatu na ziemi i zacznie się kryzys. Jak pokazała rzeczywistość Arrhenius się nie pomylił.
Co łączy filozofa z Jonii żyjącego w VI wieku przed naszymi czasami, z XX wiecznym filozofem, oraz z fizykiem z XIX stulecia? Ci ludzie odkryli bardzo ważną rzecz: świat stworzony jest przez elementy, które są dookoła nas. Powietrze, którym oddychamy, jest cennym darem Matki Gai, daje nam możliwość trwania i tworzenia naszego świata. Ludzkie życie zaczyna się od zaczerpnięcia pierwszego oddechu, bardzo bolesnego, kiedy płuca napełniają się powietrzem. Człowiek umiera, gdy nie może zaczerpnąć powietrza i jest to bardzo bolesna śmierć. Duszenie się boli. Każdy kto choć na chwilę stracił oddech wie, że to przerażające doświadczenie.
Oddech jest naturalnym odruchem. Nie zastanawiamy się czym oddychanie jest, nie zadajemy sobie pytania „czy mam dzisiaj oddychać?”, lub „jak ma dzisiaj oddychać?” – po prostu oddychamy, gdyż taka jest nasza życiowa funkcja. Dopiero ten moment, kiedy zabraknie nam tchu, kiedy zaczynamy mieć trudności i walczymy o oddech uświadamia nam tę bolesną i podstawową prawdę: bez oddechu nie ma życia. Potrzebujemy tlenu, potrzebujemy powierza.
Powietrze jest tym, co nas łączy, to tlen, który istniej dzięki pracy biosfery, dzięki relacjom zachodzącym pomiędzy poszczególnymi jej elementami. Oddech jest wspólny dla całej ludzkości, wszystkich gatunków zwierząt tlenowych, łącząc ich populacje w jeden system uzależniony od istnienia O2.
Lovelock i Margulis pisząc o hipotezie Matki Gai stworzyli etyczną zasadę postępowania dla człowieka. Ponieważ jesteśmy w stanie odkryć istnienie biosfery, ponieważ oddziałujemy na nią tak mocno, naszą powinnością jest zadbać o Matkę Gaję. Dokładnie tak jak opiekujemy się i dbamy o naszą ludzką matkę. Rzecz jasna są ludzie, którzy zapominają o swoich rodzicach, odchodzą od nich i w ramach rodzinnych „relacji” raz na jakiś czas zadzwonią do rodzinnego domu. To nie jest jednak ani normalne ani moralne. Docenienie tego, co zrobili dla nas rodzice, co dała nam matka jest podstawą społeczeństw, to zrozumienie czym są nasze korzenie, w czym tkwi nasza siła, co nas ukształtowało i w jaki sposób staliśmy się sobą. Dbanie o matkę, troska o nią to przede wszystkim budowanie więzi, jakie łączą nas nie tylko z osobą, która poświęciła dla nas życie, ale również budowanie więzi z przeszłością i przyszłością. To dzięki matce staliśmy się sobą i możemy sami budować dalsze relacje. Dlatego relacja z matką to konstruowanie całego społecznego świata. Relacja z Matką Gają to być albo nie być życia na planecie.
Anaksymenes w powietrzu widział abstrakcyjny element, pierwiastek, zasadę, z której wyłoniło się całe życie. Dla starożytnego filozofa powietrze było doskonałe i łączyło się z wszystkim, przenikając całą rzeczywistość. Dla współczesnego człowieka czyste powietrze, takie, które nie zostało skażone przez rozwój naszej cywilizacji wydaje się wręcz nieosiągalne. Coś najbardziej podstawowego i najważniejszego w naszym życiu zrujnowaliśmy pędem do postępu i coraz większej wygody życia. Gdy dziewiętnastowieczny noblista przestrzegał ludzi przed spalaniem węgla i emisją szkodliwych substancji do atmosfery ludzie woleli skupić się na wielkich osiągnięciach jego epoki. W XIX wieku pojawiły się pierwsze silniki spalinowe (Karla Benza), telegraf, oraz produkcja masowa. XX wiek kontynuował rozwój technologii, a głosy naukowców, coraz liczniejsze i coraz bardziej przerażone konsekwencjami naszego postępu i technologii milkły w ogólnej wrzawie nowych odkryć, rozwoju dobrobytu i konsumpcjonizmu.
We współczesnym świecie człowiek walczy o oddech, czysty, zdrowy oddech. Zanieczyszczenie atmosfery stało się plagą, a globalne ocieplenie faktem. Współcześnie Anaksymenes zamiast wielkich traktatów pracowałby zapewne nad doskonałą maską tlenową. Młodzież z Ostatniego Pokolenia uderza na alarm, ale my nadal wolimy naszą wygodę, nie widząc w niej ceny okrutnej, jaką zapłacą nasze dzieci i wnuki.
Tekst prof. Joanna Hańderek























































