Niezależne dziennikarstwo. Journalism with integrity

Advertisement

Połowa świata

Wyobraźmy sobie przez chwilę, co by się stało, gdyby człowiek zostawił część świata tylko dla innych gatunków niż homo sapiens. Edward O. Wilson w książce, będącej jego swoistym testamentem, Pół świata. Walka naszej planety o życie postulował, by była to połowa naszego globu. Skąd takie pomysły? Wedle Wilsona to w zasadzie jedyny skuteczny sposób uratowania biosfery przed masowym wymieraniem gatunków. Jak ten ojciec socjobiologii argumentował, aby zapobiec katastrofie ekologicznej i ocalić większość ziemskiej bioróżnorodności, musimy oddać połowę powierzchni planety, zarówno lądów, jak i mórz, naturze. Przyroda najlepiej się obroni, najpełniej się zregeneruje, gdy człowiek nie będzie w nią ingerował, gdy przestanie ją niszczyć, czy przerwie swą nieustanną obecność w świecie przyrody. Nie tylko drogi, miasta, fabryki czy zakłady rolnicze stają się dla przyrody i zwierząt zagrożeniem, ale nawet turystyka i nasza rekreacja. Patrząc na to, co człowiek pozostawia po sobie, to cud, że w ogóle jeszcze coś istnieje w świecie poza nami. Wedle Wilsona tylko rezerwaty na ogromną skalę pozwolą przetrwać stabilnym ekosystemom, które są nam niezbędne do życia.

Wyobraźmy więc sobie, że zaczynamy szanować dom, cudzy dom, i nie wchodzimy do niego z przekonaniem, że ta posiadłość nam się należy. Z tej ciągłej nadobecności człowieka w świecie przyrody wypływają same nieszczęścia. Dorota Sumińska w jednym ze swoich programów Zwierzę Ci się zwróciła uwagę na paradoks zarządzania przyrodą. Myśliwi często argumentują, że muszą zabijać zwierzęta, ponieważ te bez ludzkiej ingerencji rozmnażałyby się nadmiernie. To moim zdaniem taki kartezjański punkt widzenia, gdzie przyrodę przedstawia się jak mechanizm, który można kontrolować i nim zarządzać, ponieważ jest bierny i martwy. W tym kartezjańskim założeniu, pokutującym po dziś dzień, przyroda przedstawiona jest jako przedmiot, którym człowiek może zarządzać dowolnie. Tymczasem odstrzał dzików powoduje ich przyspieszony przyrost naturalny. Jak uświadamia Sumińska w swoim podcaście, dziki żyją w grupach o ścisłej hierarchii. Przewodnicząca watahy, locha-piastunka, ma zdolność hormonalnego blokowania rui u młodszych samic. Gdy locha alfa zostaje zabita, blokada znika i wszystkie młode samice w grupie mogą zajść w ciążę jednocześnie. Mało tego, dochodzi do kompensacji populacyjnej, co oznacza, że w warunkach silnego stresu populacyjnego, ciągłych polowań, organizmy zwierząt reagują mechanizmem obronnym. Młode samice szybciej osiągają dojrzałość płciową, aby zdążyć przekazać geny przed śmiercią. Gdy dodamy do tego dokarmianie zwierząt przez myśliwych czy źle zabezpieczone śmietniki w mieście, ukaże nam się obraz ludzkiej działalności zaburzającej życie świata.

Wyobraźmy więc sobie przez chwilę, że odwracamy nasze działanie i nasze potrzeby. Do tej pory relacje człowieka z otaczającym go światem można nazwać niszczycielskimi. Człowiek najpierw niszczy, a potem zastanawia się, co by tu zrobić, żeby te zniszczenia naprawić. Polowanie to destabilizacja struktur społecznych wielu gatunków, takich jak dziki, jelenie czy wilki, które żyją w skomplikowanych grupach rodzinnych, dlatego odstrzał prowadzi do utraty wiedzy pokoleniowej. Starsze osobniki, na przykład lochy-przewodniczki czy doświadczone łanie, zabite na polowaniu nie są w stanie przekazać wiedzy, nie mogą poprowadzić już stada. Dlatego stado rozproszone i zdezorientowane nie dowie się, gdzie szukać wody w czasie suszy lub jak unikać zagrożeń. Zabicie dojrzałych osobników prowadzących stada powoduje, że młode zwierzęta stają się zdezorientowane i częściej wchodzą w szkody rolnicze lub zbliżają się do osiedli ludzkich. Do tego dochodzi wzrost agresji i stresu, ponieważ rozbicie grup rodzinnych przez polowania prowadzi do walk o dominację wśród młodszych osobników, co osłabia kondycję całej populacji.

Kolejnym czynnikiem zniszczenia, jakie pozostawiają po sobie myśliwi, jest skażenie środowiska ołowiem. Dla wielu zwierząt ołów staje się śmiertelną pułapką, jak dla ptaków drapieżnych i padlinożerców, na przykład bielików czy kruków, które zjadając resztki postrzelonych zwierząt lub wnętrzności zabitych zwierząt pozostawione przez myśliwych, zostają zatrute ołowiem i skazane na śmierć. Gdy do tego dodamy skażenie gleby i wody przez pył ołowiany z pocisków, kumulujący się w środowisku, wówczas uzyskamy całą mapę zanieczyszczeń wpływających degradacyjnie na roślinność i mikroorganizmy.

Wyobraźmy sobie, że człowiek żyje miłością, a nie przemocą. Taki świat idealny, w którym nie ma polowania prowadzącego do śmierci, cierpienia, płoszenia z lęgowisk przez wystrzały, mordowania i hałasu. Wyobraźmy sobie, że zwierzęta nie giną, nie umierają postrzelone w cierpieniu, że młode spokojnie dorastają pod opieką swoich rodziców. Wyobraźmy sobie, że nocne polowanie nie utrudnia żerowania, że wypłoszone, przerażone i zdezorientowane zwierzęta nie wchodzą na pola uprawne ani nie czają się w gęstwinach, gdzie z braku innych opcji intensywnie zgryzają młode drzewka, więc las spokojnie może się odradzać i istnieć. Wyobraźmy sobie, że nie ma już myśliwych i że nie strzelają oni dla sportu do pięknych, okazałych jeleni, saren czy dzików, że te zwierzęta nadal są, przekazują swoje geny, że ich gatunek trwa bez zagrożenia. Wyobraźmy sobie, że myśliwi odkładają strzelby i idą ze swoimi dziećmi na spacer, długi, kojący spacer, gdzie rozmawiają o czułości, o tym, że prawdziwy mężczyzna płacze, cieszy się, kocha, szanuje innych, słucha i stara się zrozumieć, prosi o pomoc i sam pomaga.

Czy taki świat byłby gorszy?
A może taki świat warto stworzyć?
Tekst prof. Joanna Hańderek