Masywny pies grenlandzki żyjący w mrozach Arktyki i Grenlandii, dostojny saluki, chart perski, czy chart afgański z Bliskiego Wschodu, zwinny basenji żyjący na terenie Afryki Środkowej, zwarty akita inu i shiba inu z Japoni, w posturze i wdzięku wojownika sumo chow-chow i shar pei z Chin, grubofutrzasty Alaskan malamute, czy husky syberyjski – to stare psie rasy. Rzecz w tym, że na tej liście brakuje jeszcze jednego przedstawiciela psich ras – kundelka. Jak to z kundelkami bywa biorą się znikąd, a potem człowiek nie może bez nich żyć, lub przegania je, by dalej żyły swoim trudnym, psim życiem.
We współczesnym świecie trudno sobie wyobrazić nasze życie bez psów, tak samo jak trudno sobie wyobrazić co psy przechodzą przez człowieka. Trzymane na łańcuchach, przykute do budy, zmuszane do pracy w wojsku, policji, czy poddane całkowicie ludzkiej kontroli i podporządkowane człowiekowi w sposób niewolniczy. Pies to rzekomo najlepszy przyjaciel człowieka, niestety działa to tylko w jedną stronę. Pies liczy się dla człowieka o tyle o ile jest dla niego i tylko dla niego.
W kundlach jest coś niepokojącego. Oto pojawiają się poza systematyką i jakąkolwiek ludzką kategorią. Małe i wysokie, z dostojnymi ogonami dumnie uniesionymi w powietrzu, lub dziwnie powiewającymi jak piracka chorągiew, czy z całkowitym zanikiem, małe ledwie widoczne na krępej dupci. Kundelki nie nadają się do żadnych ludzkich zabiegów podbijających ego, zwłaszcza, że mogą mieć krzywe łapy i skrzeczący głos. Do tego pośród kundli znajdziemy i łajzy kompletne, które uwielbiają wszelkie padliny i kupy, tarzając się radośnie w największym fetorze na łące, lub arystokratycznych psich snobów, co to nawet własnej dupci nie dotkną bez okazania odrazy. Ich szata od zdobnej i paradnej, po ubożuchną i krótką, spod której prześwituje różowawa skóra tylko dopełniają obrazu chaosu.
W kundelkach jest coś niebezpiecznego. Jak się człowiek zakocha w tym bestyjkach na krzywych łapach, o świszczącym oddechu i z zawadiacko sterczącymi uszami (każde w inną stronę), wówczas gdzieś znika ten cały duch powagi jakże istotny dla podtrzymania ego i kulturowego porządku. Wraz z udomowieniem – czyli ze zniewoleniem – zwierzęta zostały wpisane w niewolnicze kategorie. Kura-nioska, krowa-mleczna, wół-roboczy, koń-pod-wierzch. Rozpisanie funkcji i sprowadzenie do roli nie ominęło żadnego stworzenia, dlatego wilk-jest-dziki, niedźwiedź-groźny, z dzik-zły. W bajkowej wykładni nie lepiej: lis-sprytny, a kruk-przemądrzały, wpisane zostają w ludzkie wyobrażenia i nawyk zarządzania. Tępa-świnia, głupie-bydle, brudne-zwierzę, podła-suka, jak fałszywy-kot, bojaźliwy-królik i szkodnik-gryzoń dopełniają segregacji i podporządkowania. Nikt nie ucieknie przed uprzedmiotowieniem, świat zwierząt stał się już dawno polem ćwiczeń gdzie człowiek uczy się okrucieństwa, bezprawia i odcinania się od jakiegokolwiek współczucia.
Tworzenia ras – milusich maltańczyków, zabaweczek yorków, opiekuńczych labradorów, okazałych leonbergerów, groźnych wilczurów, łowczych wilczarzy – to zabawa w ludzkie potrzeby kosztem zwierzęcia i bez żadnej odpowiedzialności. Pies jak każde inne zwierzę ma wyglądać tak, jak sobie to obmyślił człowiek, spełniając jego zachcianki i potrzeby. Pan i władca człowiek, oraz jego pies.
W psach wiele osób najbardziej kocha fakt, że mogą stać się uległe, poddane, zakochane. Pies chodzący krok w krok za swoim panem stał się centralnym wyobrażeniem psiego losu. To ma być zwierzę dla człowieka, zapatrzone w niego i służące mu z całym swoim oddaniem. To dlatego najwięcej wiemy o tych psach, które umarły dla człowieka. O Polo w 2016 roku pisały wszystkie gazety, ponieważ dzielny pies zasłonił własnym ciałem małą dziewczynkę, gdy w domu wybuchł pożar. Pies zmarł, a poparzone dziecko, zdołało doczekać się pomocy, tylko dzięki zasłaniającej ją Polo. Tak samo jak znamy imię Marjorie, Pepper, Szawki, Brodiago czy Łajki – zakatowanych w eksperymentach medycznych. Eksperymentach przynoszących sławę naukową i zysk człowiekowi. Poza nielicznymi przypadkami, psy pozostają bezimienne, a całe pokolenia psich osób lądowało zakopanych w ziemi bez tabliczki upamiętniającej, bez grobu, bez szacunku i współczucia.
Poszarpany kundel o nieokreślonym kolorze sierści, śmiesznej posturze i zaskakującym wyglądzie niesie w sobie niepokój. Oto jakieś zwierzę uciekło spod wszechstronnej i wszechowładniającej kontroli jaką człowiek stara się uprawiać wobec zwierząt. Kundel bury, łazęga, pajac, bezdomniak, krzywozębny z pchłami na karku i rzepem przyczepionym do ogona – łamie wszelkie normy, zasady i konwenanse. Zabrany do domu kundel i tak nie stanie się markową oznaką statusu jego właściciela. Owszem rzuci się na kanapę, ale nie będzie taki reprezentacyjny jak dumny maltańczyk, czy przytulaśny pekińczyk.
Wystraszony, uratowany z bezdomności, wyciągnięty z piekła azylu kundel staje się lustrem naszej odpowiedzialności i winy.
Zalękniony, przyklejony do ściany, wbity w kąt, z nosem przy ziemi, pokaże nam jak człowiek traktuje zwierzęta.
Wyjadający wszystkie resztki, nerwowo rozglądający się na spacerze, kulący się na każdy gest, staje się świadectwem ludzkiego zachowania i panowania na świecie.
Nieprzytomnie zakochany w swoim opiekunie, idący krok w krok, cień, pokazuje to, czego człowiek do końca nie rozumie i nie szanuje, miłości – tej która tworzy relacje i tej której nie potrafimy zachować.
Kundel – pies poza systemem – genetyczny uciekinier przed ludzkim władztwem, niepokojący i prowadzący w nieznane.
Kim dla psa jest człowiek? Snobem potrzebującym zamanifestować posiadanie? Wrogiem? Panem? Miłością? Tym, który nic nie rozumie i nie potrafi docenić?
Tekst prof. Joanna Hańderek























































