Kim była ryba, którą zjadasz?

Recenzja książki Osobowość na talerzu

Faktem, który cyklicznie pojawia się w dyskusjach – głównie wirtualnych – wśród osób troszczących się o zwierzęta jest niekonsekwencja w postawie i zachowaniu względem sporej ilości gatunków. Całkiem pokaźna grupa osób uważających się za szczerych przyjaciół/ki zwierząt, troszczących się o wysoki standard życia własnych pupili, równocześnie konsumuje dania mięsne i/lub nabiał; łowi ryby, odwiedza cyrki i ogrody zoologiczne, zaś napotkanego w swoim mieszkaniu pająka odruchowo rozpłaszcza. Sprzeczność czy też „moralna schizofreniczność” tej postawy podejmowana była już wielokrotnie w pracach psychologów, etyków, kulturoznawców, lecz wciąż wywołuje konsternację: dlaczego tak jest, że niektóre gatunki budzą pozytywne emocje (kochamy szczególnie domowe psy i koty), niektóre gatunki – negatywne (z różnych powodów brzydzimy się pająków, jaszczurek, ślimaków; boimy się wilków, węży, rekinów), zaś jeszcze inne gatunki są nam obojętne – bezrefleksyjnie je konsumujemy. Nie ma tutaj jednej prostej odpowiedzi na powyższe pytanie, bowiem przyczyn, z powodu których targają nami sprzeczne emocje, jest wiele. Trudnym zadaniem jest przełamanie masowego, kulturowego obrzydzenia do szczurów, pająków czy skorków (znanych potocznie jako szczypawki), ale łatwiejsze wydaje się wyrwanie grup konsumentów z obojętności względem gatunków, które na co dzień są niezwykle blisko nas – jednak na tyle skutecznie przetworzone (fizycznie oraz językowo), że nie kojarzymy ich z żywymi, czującymi organizmami. Są to gatunki, które codziennie leżą przed nami na talerzach oraz w sklepowych lodówkach, o ile nie jesteśmy na diecie roślinnej.
Tej właśnie tematyce poświęcona jest książka Barbary J. King Osobowość na talerzu. Kim są zwierzęta, które zjadamy? Nie jest to bynajmniej pochwała weganizmu. Autorka stara się zmobilizować nas do wysiłku intelektualnego, abyśmy uświadomili sobie, że pewne gatunki – postrzegane i traktowane przedmiotowo, wyłącznie jako źródło pożywienia – są na swój sposób fascynujące. Wystarczy tylko przyjrzeć się ich życiu wewnętrznemu: inteligencji, emocjom, zdolnościom umysłowym. Stąd głównym tematem książki są – bazujące na badaniach naukowych – opisy umysłów, uczuć, zachowań, wręcz osobowości wybranych grup zwierząt, którym na co dzień stereotypowo odmawiamy posiadania życia wewnętrznego, emocji czy myśli. Całość pracy Barbary J. King składa się z ośmiu rozdziałów, które niekoniecznie trzeba czytać w kolejności porządkowej, co jest niezwykle wygodne. Treść kolejnych rozdziałów nawiązuje luźno do „drabiny” stworzeń czy też hierarchii zwierząt od najprostszych do najbardziej rozwiniętych, jaką już w IV wieku p.n.e. pierwszy raz zaproponował Arystoteles. Konsekwentnie więc, pierwszy rozdział omawia hierarchicznie „najniższe” zjadane przez nas zwierzęta, czyli bezkręgowce,
a konkretnie – owady, skorupiaki i pajęczaki. Słowo „najniższe” oznacza tutaj najbardziej proste układy nerwowe, które sugerują niemożliwość istnienia sfery psychicznej wśród pająków czy homarów. Drugi rozdział poświęcony jest wyżej rozwiniętym bezkręgowcom. Te z kolei – pomimo widocznych niezwykłych zdolności umysłowych – stanowią w wielu częściach świata rarytas kulinarny. Chodzi o głowonogi, szczególnie ośmiornice. Następnie w trzecim rozdziale autorka wskakuje na nieco wyższy szczebel drabiny, analizując zjawisko konsumpcji kręgowców, ale nadal tych „prymitywnych”, czyli ryb. Przez konsumentów są one postrzegane w formie anonimowej masy (ławicy) sardynek, śledzi czy szprotek, która pozornie wydaje się nie mieć nic wspólnego z inteligencją ani osobowością. W rozdziale czwartym pojawiają się refleksje wokół zdolności umysłowych prawdopodobnie najczęściej zjadanych przez nas ptaków, jakimi są kury. Piąty, szósty i siódmy rozdział poświęcone są ssakom, które znamy jako zwierzęta gospodarskie, hodowane w celu brutalnej eksploatacji spożywczej – Barbara J. King opisuje spryt, temperament, życie emocjonalne i społeczne kolejno kóz, krów oraz zdumiewająco inteligentnych świń. Ostatni, ósmy rozdział dotyczy najwyżej rozwiniętych zwierząt, których już nie pożeramy być może tylko z powodu zbyt bliskiego skojarzenia z nami samymi i z kanibalizmem. Ten rozdział prezentuje szympansie wspólnoty i kultury, a także wyrafinowane umysły szympansów.

Jeżeli chcieć wybrać najbardziej intrygujące, nieoczywiste czy też nowatorskie fragmenty z pracy Barbary J. King, zdecydowanie rekomenduję koncentrację na trzech pierwszych rozdziałach. Przyczyn jest co najmniej kilka. Po pierwsze, omówienie zdolności psychiczno-społecznych kręgowców „niższych” oraz bezkręgowców w sposób przystępny, ale głęboko merytoryczny obala mity, jakoby ryby, raki czy kalmary nie odczuwały bólu i nie cierpiały. Tym samym pierwsze rozdziały doskonale uzasadniają sens zabiegania o dobrostan oraz prawa tych gatunków, o których zapomniała nasza Ustawa o ochronie zwierząt. Po drugie zatem, w polskiej Ustawie o ochronie zwierząt czytamy, iż „Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą”, w związku z czym „Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania”, ale nie mięczaki bądź skorupiaki! Zgodnie z rodzimym prawem możemy w kuchni okrutnie obchodzić się z homarami, langustami, ślimakami lub ośmiornicami podczas przyrządzania obiadu, ponieważ… Ustawa o ochronie zwierząt dotyczy tylko kręgowców. Po trzecie w końcu, nawet w środowisku zwolenników/czek ochrony zwierząt, gdy pojawia się kwestia dobrostanu ryb, jest ona traktowana po macoszemu. Wielkie organizacje prozwierzęce, walczące o dobrostan zwierząt użytkowych, nagłaśniają skandaliczne działanie kurzych ferm, przerażające realia przemysłowej hodowli świń i krów, ale problem ryb pojawia się w mediach zbyt rzadko. Głównie przy okazji szokujących kulis sprzedaży żywych karpi, a więc w sezonie zimowych świąt. Kwestia traktowania bezkręgowców pozostaje już niemal całkowicie przemilczana.
Zapoznajmy się z garścią faktów, gruntownie omówionych w Osobowości na talerzu, o których warto pamiętać, robiąc zakupy na obiad bądź idąc do restauracji: – „ośmiornice są najinteligentniejszymi bezkręgowcami na naszej planecie”, co oznacza m.in. budowanie sobie schronienia, korzystanie z narzędzi, przeżywanie gniewu i nudy, zaś wobec potomstwa „pełną troski opiekę macierzyńską”; – ryby porozumiewają się ze sobą, współpracują, odczuwają strach i ból; – „osy rozpoznają się, a tym samym wiedzą, kto należy do ich społeczności”; – zaś pająki „ptaszniki królewskie wolą trzymać się z rodzeństwem niż z innymi potencjalnymi towarzyszami”. Widzimy więc, że odmowa zjedzenia zwierzęcia podobnego do nas nie dotyczy wyłącznie małp naczelnych ani nawet ssaków, bowiem już ośmiornice „są świadome, myślące, planujące i wyrażają swoje nastroje”, a ryby „także mają osobowość”. Wszystkie te informacje dowodzą istnienia bogatego życia wewnętrznego ryb oraz głowonogów.
To dzięki wspomnianym odkryciom w 2012 roku tzw. deklaracja o świadomości zwierząt z Cambridge (The Cambridge Declaration on Consciousness) uwzględniła w swym wykazie gatunków ośmiornice, zaś Unia Europejska od 2013 roku wymaga humanitarnego traktowania tych głowonogów podczas eksperymentów naukowych. Tym samym ośmiornice stały się jedynymi ustawowo chronionymi bezkręgowcami, niestety tylko w wąskim obszarze badań naukowych. Równocześnie głowonogi są odławiane na masową skalę choćby w basenie śródziemnomorskim, zaś m.in. Australia, Japonia i Meksyk dążą do otwarcia przemysłowych ferm ośmiornic. Barbara J. King nie wspomina co prawda o rozbudowanym systemie nerwowym skorupiaków, ale zrobili to naukowcy, dzięki czemu wiemy dziś, że homary, kraby czy raki odczuwają niewyobrażalny ból podczas gotowania, zanim wrząca kąpiel nie pozbawi ich życia. W konsekwencji od marca 2018 roku w Szwajcarii obowiązuje ustawa nakazująca humanitarne uśmiercanie skorupiaków przed ich obróbką kulinarną i zakazująca np. gotowania żywego zwierzęcia. Niestety, w wielu krajach taki zakaz nie występuje, przez co raki i homary, langusty i kraby wciąż skazane są na niewypowiedziane męczarnie we wrzącej wodzie. Natomiast w Osobowości na talerzu mamy za to obszernie przedstawioną sytuację ryb, która jest równie zła: „prowadzone na ogromną skalę rybołówstwo komercyjne odpowiada za lwią część cierpienia [ryb] i dewastację środowiska. Szczególnie śmiercionośne i szkodliwe jest trałowanie denne, podczas którego wykorzystuje się olbrzymie sieci, zmiatające z dna morskiego wszelkie życie”. Aby konsumenci mogli skosztować sardynek, tuńczyków czy łososi trałowanie denne pozostawia po sobie martwą pustynię, ukrytą przed naszym wzrokiem pod powierzchnią wody. Warto o tym pamiętać za każdym razem, gdy dokonujemy zakupów spożywczych bądź wybieramy się do restauracji. Zapewne z powodu ograniczonych ram objętości autorka Osobowości na talerzu nie wspomina w „rybim” rozdziale ani koszmaru przemysłowych ferm rybich, ani zamaskowanej formy brutalnego myślistwa, jaką jest pozornie spokojne, wyciszone wędkowanie. Nie stanowi to jednak bynajmniej jakiegokolwiek zubożenia treści na tle całej wykonanej pracy. Otrzymujemy za to przystępne streszczenie zdolności umysłowo-społecznych opisanej drabiny zwierząt, które umieszczone jest w formie obszernego cytatu ekologa Carla Safiny, na którego korespondencję powołuje się sama Barbara J. King: Wszelkie kręgowce (w tym ryby) oraz zbadane stawonogi i mięczaki (w tym skorupiaki, głowonogi) odczuwają przyjemność i ból, czyli są „wrażliwe”; zdobywają swoistą wiedzę, co oznacza „poznawanie”; analizują spostrzeżenia i wrażenia, a więc „myślą”; odczuwają strach i cierpienie, czyli pewne „emocje”; ostatecznie zaś – wszystkie te zwierzęta przejawiają rozmaite wzorce postępowania, co sugeruje posiadanie „osobowości”.
Kończąc, chciałbym podzielić się refleksją, którą wywołała lektura Osobowości na talerzu. W przypadku zabijania owadów, skorupiaków czy ryb, ale też drobiu i trzody chlewnej – pośrednio, dewastując ekosystem lub bezpośrednio, w rzeźniach – nie dostrzegamy w zwierzętach ich indywidualności. Niezwykle często, niemal zawsze stanowią one dla nas anonimową masę, która pozostaje oddzielona od naszego wzroku i wrażliwości albo sztucznymi ścianami hodowlanej fermy czy basenu, albo naturalną przestrzenią lasu bądź morskiej wody. Co gorsza, system przemysłowej eksploatacji ryb, owoców morza, drobiu, bydła starannie zabiega o to, aby ta izolacja została podtrzymana na poziomie przestrzennym, językowym, myślenia stereotypami i schematami. Dopiero konfrontacja z cierpieniem jednostkowego zwierzęcia chwilowo wyrywa nas z moralnego marazmu jak grudniowy widok duszącego się karpia w plastikowej siatce; homara ze związanymi szczypcami w sklepowym akwarium czy wijąca się macka ośmiornicy, świeżo odrąbana od reszty ciała. Być może nie potrafimy spontanicznie myśleć o konsumowanych zwierzętach jako o jednostkach, gdyż tak nas uwarunkowała tradycja naszej cywilizacji. Z pewnością jednak nie usprawiedliwia to naszej obojętności na zło cierpienia i tym bardziej powinniśmy dokonać wysiłku wyrwania się ze znieczulających schematów kulturowych. Tylko wówczas mamy gwarancję swoistego „przebudzenia” moralnego: stajemy się w pełni wolnymi, samodzielnie i krytycznie myślącymi, a także – a może przede wszystkim – autentycznie czującymi podmiotami. Stajemy się etycznymi konsumentami, wyznaczającymi kierunek ewolucji moralności, pozbawiając nasz świat zbędnego cierpienia. Barbara J. King zaleca, aby pierwszym krokiem była zmiana swej postawy właśnie wobec ryb, owadów czy pajęczaków. Abyśmy w sposób świadomy spojrzeli na „te małe stworzenia jako na jednostki”, nie zaś abstrakcyjne, mechaniczne zbiorowości – ławice, roje, kolonie itp. Takie ćwiczenie może obudzić pokłady uśpionej empatii dla – ginących z powodu chemizacji rolnictwa i dewastacji dzikich łąk – pszczół i innych owadów, ale również dla – ginących z powodu przełowienia – ryb i mięczaków wodnych. Na zakończenie wypada wspomnieć o stronie formalnej książki, która posiada zdecydowane atuty: strukturę, język, bogactwo specjalistycznych źródeł informacji oraz relatywnie przystępną objętość (jedynie trzysta stron). Mówiąc o strukturze – jeżeli czytelnik zna sytuację np. świń oraz krów z hodowli przemysłowej i wie, jak inteligentnymi istotami są te gatunki, może bez uszczerbku na sensie całej treści wybrać inne rozdziały bądź je czytać, wedle uznania, w dowolnej kolejności. Wartością pracy jest również język, jakiego używa autorka do streszczania analiz naukowych – posługuje się prostymi, klarownymi opisami, a przy tym w żaden sposób nie banalizuje ani też nie spłyca doniosłości tematu umysłu zwierząt. Książka jest pozycją popularnonaukową, a jednocześnie może stanowić znakomite, nietrywialne uzupełnienie wiedzy nawet dla specjalistów zajmujących się zawodowo aspektami zoo­psychologii. Gorąco polecam!
Tekst Marcin Urbaniak, fot. Janusz Bończak

Marcin Urbaniak – pracownik naukowy krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN, gdzie zajmuje się głównie etyką środowiskową, neuroetyką oraz moralnością w świecie zwierząt. Organizator cyklicznych konferencji naukowych poświęconych zagadnieniom dobrostanu i praw zwierząt oraz ochrony przyrody; autor specjalistycznych publikacji z zakresu etyki, ekologii, filozofii umysłu i ewolucji. Prywatnie realizuje się jako aktywista społeczny, współpracując z organizacjami pozarządowymi, w których zajmuje się edukacją ekologiczną, a także koordynacją działań i projektów na rzecz ochrony zwierząt oraz przyrody.

Istotnie tak!

Dodaj komentarz