Wieś i miasto w jednej sieci troski

II Wicewojewoda Małopolski
Ryszard Śmiałek

Rozmowa z II Wicewojewodą Małopolskim Ryszardem Śmiałkiem

Czy uważa Pan, że wiejskie targowiska – także te w przestrzeni metropolitarnej, mogą odegrać realną rolę w bezpieczeństwie żywnościowym?
Zdecydowanie tak. Lokalna żywność, produkowana blisko, sprzedawana również bez pośredników i konsumowana w regionie, to jeden z filarów bezpieczeństwa społecznego, zwłaszcza w czasach globalnych kryzysów. Targowiska, również, te organizowane w przestrzeniach miejskich czy podmiejskich, jak w Krakowie czy w Gminie Wielka Wieś, są nie tylko miejscem sprzedaży. To miejsca zaufania, kontaktu z drugim człowiekiem, edukacji konsumenckiej i promocji regionalnej tożsamości. Z perspektywy państwowej to działania wspierające bezpieczeństwo żywnościowe w duchu Zielonego Ładu i strategii „Od pola do stołu”.

Czy widzi Pan możliwość systemowego wsparcia takich inicjatyw jak Wielkowiejski Targ?
Tak, widzę i uważam, że takie inicjatywy zasługują na więcej, niż tylko doraźne uznanie. W ramach programów współpracy z samorządami, można tworzyć infrastrukturę lokalnych targów: zadaszenia, punkty energii odnawialnej, sanitariaty czy systemy informacji turystyczno-edukacyjnej. Możemy jako administracja wojewódzka wspierać gminy w aplikowaniu o środki, ale też łączyć je w sieci współpracy, by nie działały osobno, tylko jako wspólny głos lokalnej gospodarki.

Czy Wojewoda może być sojusznikiem oddolnych działań w ramach idei Mądrych Wiosek i Przedmieść?
Wojewoda, jako przedstawiciel administracji rządowej, pełni ważną rolę koordynacyjną i nadzorczą. Ale to nie znaczy, że musi działać tylko z góry. Ja widzę swoją rolę również jako rzecznika dobrych, lokalnych inicjatyw. Programy typu Smart Villages (Mądre Wioski), także w ujęciu podmiejskim (Suburbs), mogą być uzupełnione przez wsparcie organizacyjne i promocyjne z poziomu urzędu wojewódzkiego. Dobre projekty oddolne często wyprzedzają system. Naszym zadaniem jest ich nie spowalniać, ale ułatwiać rozwój.

Czy Urząd Wojewódzki może być łącznikiem między codziennością mieszkańców wsi, a dużą polityką regionalną?
Tak i powinien. Urząd wojewódzki, to nie tylko strażnik przepisów. To także przekaźnik potrzeb, który może informować administrację centralną o tym, co naprawdę dzieje się w gminach. Utrzymujemy stały kontakt z samorządami, organizacjami rolników, izbami gospodarczymi. Ale najcenniejsze są bezpośrednie rozmowy, jak choćby te podczas targów, dożynek czy wizyt w szkołach. To są momenty, które pozwalają usłyszeć głos, który nie zawsze przebija się do Warszawy.

Czy można wzmocnić pozycję szkół branżowych przez lepszą współpracę z firmami i samorządami?
Można i trzeba. Szkoły branżowe są dziś zbyt długo niedoceniane. A przecież kształcą tych, którzy naprawdę tworzą fundament gospodarki: techników, elektryków, operatorów maszyn, fryzjerki, kucharzy. Potrzebujemy lepszych mechanizmów współpracy z firmami, choćby na wzór dualnego systemu niemieckiego. Branżowe Centra Umiejętności, klastry edukacyjne, a także dobrowolne porozumienia lokalne, takie jak na przykład Pakt dla Branżówki, mogą być narzędziem zbliżania szkół do rzeczywistości rynkowej.

Czy można realnie administracyjnie wzmocnić krótkie łańcuchy dostaw?
Tak i tu mamy już gotowe instrumenty. Rozporządzenia ministra rolnictwa dotyczące sprzedaży bezpośredniej, rolniczego handlu detalicznego, możliwości współpracy kilku gospodarstw w ramach grup producenckich, to wszystko istnieje, ale wymaga uproszczenia, promocji i lokalnego wsparcia. Samorządy mogą organizować przestrzeń, a wojewoda promować i ułatwiać dostęp do wiedzy. Potrzebujemy też ogólnopolskiej kampanii, która pokaże, że krótkie łańcuchy to nie folklor, ale bezpieczeństwo.

Czy warto wspierać inicjatywy partnerskie, jak „Mądre Wioski i Przedmieścia w Mieście”?
Tak i jestem przekonany, że to model przyszłości. Kraków i jego obszar funkcjonalny to jeden organizm. Współpraca między dzielnicami miejskimi a sąsiednimi gminami wiejskimi, to nie tylko kwestia logistyki czy handlu. To tworzenie wspólnoty. Jeśli miasto kupuje lokalne warzywa, wieś edukuje uczniów do szkół zawodowych, a wspólnie planuje się wydarzenia, to buduje się coś więcej niż rynek. Buduje się nowa sieć troski społecznej.

Jak budować świadomość wśród mieszkańców miast, że wybierając lokalne jedzenie wspierają własne bezpieczeństwo?
Musimy mówić jasno. Lokalna żywność to mniej transportu, mniej emisji, więcej kontroli i świeżości. A przede wszystkim wsparcie dla lokalnych producentów, którzy zostają, płacą podatki, tworzą miejsca pracy. Potrzebujemy dobrej edukacji konsumenckiej, ale też marketingu z duszą. Pokazujmy twarze rolników, historie gospodarstw, zdjęcia z targowisk. Mieszkańcy miast chcą być częścią czegoś sensownego. Trzeba im to tylko pokazać, bez patosu, ale z autentycznością.

Czy promocja regionalnej żywności powinna być częścią polityki społecznej i zdrowotnej?
Zdecydowanie tak. To nie jest już tylko temat gospodarczy. Sposób, w jaki się odżywiamy, wpływa na zdrowie publiczne, edukację dzieci, ochronę środowiska. Powinniśmy łączyć programy zdrowotne z lokalnym rolnictwem, na przykład wprowadzając pilotaże wspierające regionalne posiłki w szkołach czy domach opieki. W województwie małopolskim mamy szansę stać się liderem takiego zintegrowanego podejścia, jeśli tylko zbudujemy most między resortami i samorządami.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Janusz Bończak, koordynator Wielkowiejskiego targu,
społeczny doradca Wojewody Małopolskiego ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Fot. i redakcja: autor.