Wielkowiejski Targ na HORECA?

Ewa Woch
Ewa Woch od 1 lipca 2025 roku pełni funkcję Prezes Zarządu spółki Targi w Krakowie. Z branżą targowo-kongresową związana jest od ponad 27 lat. Ukończyła Uniwersytet Jagielloński oraz Polsko-Francuską Szkołę Zarządzania przy Uniwersytecie Lille. W latach 2008-2015 była Dyrektorem Zarządzającym w firmie easyFairs Poland. Od 2023 roku zasiada w Radzie Polskiej Izby Przemysłu Targowego. W swojej pracy odpowiada za współpracę z partnerami krajowymi i zagranicznymi, tworzenie nowych imprez targowych i kongresowych oraz nadzór nad Działem Kongresów i Działem Wynajmów obiektu EXPO Kraków. Została odznaczona medalem Honoris Gratia za zasługi dla Miasta Krakowa i otrzymała tytuł Lidera Małopolski w kategorii Menedżer Roku 2015. Znana jest z pasji do podróży, odwiedziła niemal wszystkie kontynenty, a w planach ma również Antarktydę.

Rozmowa z Ewą Woch, Prezes Targów w Krakowie

Podczas Międzynarodowych Targów Wyposażenia Hoteli i Gastronomii HORECA® oraz Międzynarodowych Targów Wina ENOEXPO® 2025, które odbyły się w dniach 5-7 listopada w EXPO Kraków.
Rozmowa odbyła się w hali Wisła EXPO Kraków, w czasie trwania tegorocznych targów HORECA/ENOEXPO® – jednego z najważniejszych wydarzeń w Polsce łączących branżę hotelarską, gastronomiczną i winiarską. Rozmawialiśmy o 30-leciu Targów w Krakowie, ewolucji formuły targowej, kulturze relacji, roli lokalności i edukacji zawodowej, a także o kulturze wina i idei spotkania jako źródle inspiracji.

Pani Prezes, co sprawiło, że zdecydowała się Pani związać życie zawodowe z branżą targową? Czy to była świadoma droga, czy raczej splot zdarzeń i spotkań, które poprowadziły Panią w stronę organizowania przestrzeni spotkań?
To był raczej przypadek, jak chyba większość rzeczy w życiu. Zaczynaliśmy w innych czasach, zaraz po upadku komunizmu, gdy dopiero kształtował się wolny rynek. Wydawało mi się, że po studiach pójdę w zupełnie innym kierunku, ale spotkałam ludzi i okoliczności, które mnie ukierunkowały. Trafiłam na staż do centrum targowego w Brukseli, gdzie przez rok uczyłam się organizacji targów. Potem wróciłam do Krakowa i w 1996 roku, 13 lutego, wspólnie ze wspólnikami założyliśmy firmę Targi w Krakowie. Na początku było bardzo ciężko, potem trochę łatwiej, ale wciąż wymaga to ogromnego zaangażowania. Wkrótce będziemy obchodzić 30-lecie firmy, a jedenaście lat temu oddaliśmy do użytku obiekt EXPO Kraków.

Wcześniej była Pani związana z harcerstwem. Czy to doświadczenie miało wpływ na Pani późniejszą drogę zawodową?
Ogromny. Uważam, że wszystko, co dziś potrafię, zawdzięczam harcerstwu. Nauczyło mnie pracy z ludźmi, organizacji, współdziałania. Targi, kongresy czy eventy to w gruncie rzeczy biznes relacyjny. Trzeba umieć współpracować, działać w zespole, rozmawiać i słuchać. To nie jest zajęcie dla samotników. Trzeba lubić ludzi i relacje.

EXPO Kraków to dziś jeden z najważniejszych obiektów targowych w Polsce. Jak widzi Pani jego rolę w przyszłości, bardziej jako centrum biznesu czy miejsce kultury spotkań łączące gospodarkę, edukację i lokalność?
Wszystko naraz. To jedno z nielicznych w Polsce centrów targowo-kongresowych w prywatnych rękach. Nie dostaliśmy żadnych dotacji, wszystko powstało z kredytów i środków własnych. Obiekt od początku projektowaliśmy tak, by był wielofunkcyjny. Musi pomieścić targi branżowe, kongresy, koncerty, egzaminy, wydarzenia kulturalne i bankiety. Ma wytrzymałe podłogi, instalacje wodne, elektryczne i sprężone powietrze. Mieliśmy tu już nawet samoloty, ale nie przewidzieliśmy jedynie w planach szpitala polowego na czas pandemii. Teraz już wiemy, że i to byłoby możliwe, choć nikomu nie życzę takiego scenariusza.

Jak zmieniały się targi przez te trzy dekady?
Bardzo. Kiedyś targi branżowe przypominały wielkie hale pełne stoisk i blichtru. Dziś formuła jest zupełnie inna. Organizatorzy, którzy to rozumieją, przetrwają. Targi muszą stać się wydarzeniami festiwalowymi, angażującymi, emocjonalnymi, interaktywnymi. Nie wystarczy ustawić stoiska. Trzeba tworzyć konkursy, panele, spotkania, występy i degustacje, wszystko, co tworzy doświadczenie. Ludzie przyjeżdżają, żeby przeżyć coś, czego nie znajdą w Internecie. Nazywamy to festiwalizacją targów, nawet w branży śrubek i elementów złącznych.

Często bywa Pani w hotelach na całym świecie. Co dla Pani jest ważniejsze, standard i jakość czy atmosfera i relacja z ludźmi?
To zależy od celu podróży. Gdy jadę służbowo, liczy się komfort, dostęp do Internetu, dobre połączenia komunikacyjne i spokój. Mam się skupić na pracy. Ale prywatnie szukam klimatu i lokalności. Nie musi to być Hilton, ale ważne jest, by było autentycznie, żebym mogła zobaczyć, jak żyją ludzie w danym miejscu. Może to być mały hotelik, gospodarstwo, coś z duszą. Wychowałam się w harcerstwie, więc potrafię spać pod namiotem, ale dziś doceniam wygodę. Czasem łączę jedno z drugim, to, co w naszej branży nazywamy „bleisure”, czyli połączenie biznesu z przyjemnością. I tę ideę promujemy w Targach w Krakowie.

Podczas targów HORECA/ENOEXPO często pojawiają się uczniowie szkół branżowych. Czy widzi Pani w tym wartość edukacyjną?
Tak, choć z zastrzeżeniami. Od początku na HORECA przychodziło wielu uczniów szkół hotelarskich i gastronomicznych. Myślę, że przez te lata wychowaliśmy całe pokolenia restauratorów i hotelarzy. To bardzo cieszy. Jednak w pewnym momencie zaczęło ich być tak wielu, że zaczęli dominować nad innymi zwiedzającymi. Część szkół przychodziła świetnie przygotowana, z nauczycielami, w uniformach, z planem lekcji, ale część po prostu traktowała to jako wycieczkę. Dlatego pierwsze dwa dni targów są dziś zamknięte dla publiczności uczniowskiej, a trzeci, skrócony, otwarty dla szkół, które muszą się wcześniej zarejestrować i mieć program zajęć. Dzięki temu targi zachowują charakter profesjonalny, a jednocześnie edukacyjny.

W ramach ENOEXPO nie sposób nie zapytać o wino. Czy lubi Pani wino i jak ocenia Pani potencjał polskich winnic?
Uwielbiam wino. W młodości nie piłam, ale dziś się nim pasjonuję. Nie jestem ekspertką, ale trochę się znam. Stąd pomysł, by dwadzieścia lat temu stworzyć targi ENOEXPO. Wokół wina tworzy się cudowna kultura i nie chodzi o alkohol, ale o spotkania, jedzenie, wspólnotę. Polskie winnice nigdy nie dorównają wielkim regionom Bordeaux czy Burgundii, ale mają swoją lokalną duszę. Wokół nich rozwija się agroturystyka, dobre jedzenie, relacje. To piękny klimat. Choć branża przeżywa trudności, koszty są ogromne, a państwa coraz mniej chętnie wspierają winiarzy, my utrzymujemy ENOEXPO, mimo że nie jest najbardziej dochodowe, bo wierzymy w wartość tej kultury.

Podczas targów można było odpocząć i porozmawiać w specjalnie przygotowanych miejscach. Na zdjęciu trwa wywiad z panią Ewą Woch.

Na Wielkowiejskim Targu, którego jestem koordynatorem, gościmy kilka rodzin winiarskich. Czy widzi Pani możliwość, by w przyszłości w EXPO odbywały się także targi lokalności prezentujące regionalne produkty, nie tylko te związane z winami?
Bardzo bym chciała. Już wcześniej mieliśmy pomysł, żeby uzupełnić te targi o produkt lokalny, ale niestety nie udało się tego zrealizować, głównie z powodów ekonomicznych. Jesteśmy firmą, nie instytucją dotowaną. Musimy zarabiać, utrzymujemy 70 pracowników i obiekt. Koszty organizacji targów wzrosły o 40-50 procent w ciągu kilku lat. Udział w targach to kilkanaście tysięcy złotych, a dla lokalnych producentów sera czy soku to za dużo. Wsparcie powinny dawać instytucje publiczne, ministerstwa, ale realnie tego nie robią. My możemy współpracować, udostępnić przestrzeń, pomóc w organizacji, ale nie możemy finansować takich wydarzeń sami. Jeśli jednak pojawią się partnerzy, to z przyjemnością w to wejdę.

Zatem możemy się umówić, że w przyszłym roku spróbujemy wspólnie stworzyć taki kącik regionalny, na przykład Wielkowiejski Targ?
Spróbujmy. Jeżeli będzie wsparcie i partnerzy, to z przyjemnością zorganizujemy wydarzenie.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Janusz Bończak
Tekst, fot. autor, archiwum

Dziękuję za akredytację dla naszej redakcji Istoty oraz zaproszenie od firmy River-kiosk z Bolechowic, która była dla nas bardzo gościnna.