Kiedy etyka spotyka się z praktyką. O wstrzymaniu kierunku na UKEN

Po ukazaniu się na stronie Istota.info felietonu prof. Joanny Hańderek dotyczącego sytuacji na UKEN, pojawiły się głosy, że warto przyjrzeć się sprawie bliżej. Tekst był mocną reakcją napisaną z troski o studentów, którzy znaleźli się w trudnym położeniu. Odpowiedziałem na zaproszenie uczelni, by przyjechać i posłuchać relacji z pierwszej ręki. Rozmawiałem z pracownikami Instytutu zajmującymi się studentami, ze studentkami i studentami, a także z dyrektorem Instytutu Dziennikarstwa i Stosunków Międzynarodowych, dr hab. Krzysztofem Gurbą, profesorem UKEN.
To, co wydarzyło się 30 września, było wstrząsem. Uczelnia otrzymała wtedy raport Polskiej Komisji Akredytacyjnej dotyczący kierunku „Etyka – mediacje i negocjacje”. Wizytacja odbyła się jeszcze w maju, a raport, który według relacji uczelni powinien pojawić się w ciągu kilku tygodni, dotarł dopiero po około czterech miesiącach. W tym czasie zakończono rekrutację i przygotowywano inaugurację zajęć.
Raport okazał się wyjątkowo krytyczny, a liczył 105 stron. Według władz Instytutu z dziesięciu kryteriów, aż pięć zostało ocenionych jako niespełnione. Dotyczyły one podstawowych filarów: konstrukcji programu studiów, jego realizacji, kompetencji i liczebności kadry, wsparcia studentów oraz polityki jakości. – To były kluczowe kryteria. Takiej oceny nie można było zlekceważyć. Nie było mowy, by wprowadzić głębokie zmiany w ciągu jednego dnia – mówi dr hab. Krzysztof Gurba.
Najbardziej dotknięci byli ci, którzy mieli rozpocząć pierwszy rok. To około 160 studentów i studentek, którzy 1 października mieli odebrać legitymacje i usiąść w ławkach. Spotkałem grupkę, która czekała na decyzje. Jedna z osób przyznała: – Na początku to był szok. W piątek dostaliśmy informację, że kierunku nie będzie. Myślałam, że stracę cały rok. Ale szybko zaproponowano nam inne opcje.
Inna studentka opowiedziała: – Ja od dawna chciałam studiować HR, ale nie udało mi się dostać. Teraz mogę się przepisać. W tej sytuacji paradoksalnie zyskałam, bo dostałam szansę, której wcześniej nie miałam.
Podobnie mówił student, który wybrał dziennikarstwo: – Myślałem, że to koniec, że rok pójdzie na marne. Ale teraz zaczynam studia na kierunku, który i tak był moim drugim wyborem. W sumie jestem zadowolony.
Byli też tacy, którzy zdecydowali się zmienić profil studiów jeszcze mocniej. – Nigdy nie sądziłam, że będę miała możliwość pójścia na psychologię. A teraz, dzięki tej sytuacji, mogę to zrobić – mówiła kolejna studentka. Inny dodał: – Wybrałem też HR. To zupełnie inny kierunek, ale może właśnie lepszy dla mnie. Czasem takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem.
Dyrektor dr hab. Krzysztof Gurba wyjaśnia: – Nie mogliśmy w sposób odpowiedzialny uruchamiać nowego rocznika przy takiej ocenie. To byłoby nieuczciwe wobec studentów. Dlatego umożliwiliśmy wybór nie tylko w Instytucie, ale także na wszystkich wydziałach uczelni. Część osób wybrała stosunki międzynarodowe, część dziennikarstwo, ale były też przypadki wyborów mniej oczywistych, jak kryminalistyka, informatyka czy psychologia.
Na pytanie, dlaczego system dopuścił do sytuacji, w której raport opóźnił się aż do ostatniej chwili, dyrektor odpowiada: – Nie wiem, dlaczego tak się stało. To nie zależało od nas. Polska Komisja Akredytacyjna działa autonomicznie. To przypadek rzadki, być może wręcz wyjątkowy.

Zapytany o przyczyny krytycznej oceny kierunku dodaje: – Kierunek powstał w Instytucie Filozofii, a my przejęliśmy go w takiej postaci wraz z kadrą i programem. Co roku były wprowadzane zmiany, ale raczej kosmetyczne. Być może brakowało głębszej rewizji. Komisja mogła uznać, że dotychczasowy sposób prowadzenia studiów nie odpowiada w pełni współczesnym standardom. Studenci też dawali sygnały, że chcą więcej praktyki, spotkań z mediatorami i negocjatorami. Z tego punktu widzenia krytyka była ostrym sygnałem, że trzeba program przebudować.
W trakcie rozmowy padły także słowa, które można potraktować jako formę przeprosin. – Jeżeli ktoś miałby być winny, to ja biorę winę na siebie. To była moja decyzja, by poprosić rektora o wstrzymanie rekrutacji. Zrobiłem to, bo uważałem, że nie można wprowadzać studentów w kierunek, który został tak oceniony. Wolę przeprosić ich za zamieszanie i dać uczciwą alternatywę, niż udawać, że nic się nie stało – podkreśla profesor Krzysztof Gurba.

Obecnie uczelnia przygotowuje odpowiedź do PKA. – Mamy trzy tygodnie na odpowiedź, a komisja w ciągu sześciu tygodni wyda decyzję. Może być ona negatywna, warunkowa lub pozytywna. Równolegle myślimy o przeprofilowaniu kierunku, żeby odpowiadał realnym potrzebom studentów i rynku. Studenci domagają się więcej praktyki, mediacji i negocjacji w wymiarze prawnym, biznesowym, psychologicznym, ale także w kontekście międzynarodowym i międzykulturowym. To są perspektywy, które mają przyszłość, a etyka pozostanie fundamentem – mówi dyrektor Instytutu
Rozmowa z dyrektorem i studentami zostawia wrażenie uczelni, która stanęła przed dramatycznym wyborem w złym momencie, ale jednocześnie potrafiła zareagować, by zminimalizować straty. Raport spóźnił się o miesiące, a jego treść nie pozostawiała złudzeń. Zamiast brnąć w rozwiązania niepewne, uczelnia zdecydowała się na krok ostrożnościowy i wzięła odpowiedzialność. Jednocześnie zadbano o to, by nikt nie stracił statusu studenta i każdy mógł kontynuować naukę na innym kierunku.
Studenci są najważniejsi. Naszym zadaniem było, żeby znaleźli swoje miejsce, nawet jeśli oznacza to inną drogę, niż planowali. Trzymam za nich kciuki i życzę im, żeby te wybory były dla nich satysfakcjonujące – podsumowuje Profesor Krzysztof Gurba.
Cały proces zmian potrwa. Pewne jest, że problem będzie rezonował jeszcze długo, zarówno w środowisku akademickim, jak i wśród studentów, którzy najmocniej go odczuli. Będziemy na bieżąco informować o kolejnych etapach i decyzjach dotyczących kierunku. Choć Instytut z powodzeniem wprowadził ratunkowy plan „B” i działa, to systemowo, wygląda to dla szkolnictwa bardzo źle. Dlatego będziemy się przyglądać.
Tekst, fot. Janusz Bończak
