Popsujzabawa na wakacjach
Wakacje są po to, by odpocząć, przynajmniej taka jest teoria. A co, jeżeli ten odpoczynek wcale nie jest dobry? A co, jeżeli odpoczynek szkodzi światu? A może można i wypocząć, i nie niszczyć? Kolejny raz siedzę i nie wiem, co ja tutaj robię. Kolorowy tłum faluje dookoła, a mnie przytłacza, że nikt nie widzi śmierci i zniszczenia na wyciągnięcie ręki. Nadmorskie kurorty są bezwzględne. Wszędzie trupy ryb sprzedawane jako przysmaki, wszędzie trupy zwierząt serwowane jako smakowite potrawy. Wszędzie śmiech znad tej dymiącej, parującej i wszechobecnej śmierci. Okrutnej śmierci. Żyjemy na cmentarzyskach, gdzie nie szanuje się ciał. Żyjemy w świecie nekropolii, gdzie obiad oznacza śmierć, a nasze wakacje eksploatację świata.
Finwale są drugie co do wielkości na świecie, ustępują jedynie płetwalowi błękitnemu. Tak jak numer jeden, tak i one zagrożone są wymarciem, i to nie tylko z powodu zmian klimatycznych, ale jak zawsze z powodu ludzkiej zachłanności. Na finwale polowano ze względu na ich tran używany do wszystkiego: i jako opał, i jako środek leczniczy. Po dziś dzień Japończycy, Norwegowie i Islandczycy tłumaczą się, że muszą polować na te piękne, wymierające zwierzęta, ponieważ… taką mają tradycję. I koniec. Jest tradycja, jest wytłumaczenie.
Pomimo swego rozmiaru finwale mają w sobie niezwykłą grację, piękny kształt ciała, finezyjną sylwetkę. Zobaczyć finwala jest niezapomnianym przeżyciem, ale i smutnym. Na plaży w Sopocie, tuż przy molo, od czwartku (21.08) do niedzieli (24.08) można obejrzeć model finwala w skali 1:1, rekwizyt z filmu. Rzecz jasna można też obejrzeć na molo w kinie pod chmurką przedpremierowe odcinki reklamowanego serialu. Ot, jeszcze jedno marketingowe zagranie w mieście, które słynie z festiwali i światowego życia. Sopot owiany jest legendą i to nie od dzisiaj tłumy podekscytowanych plażowiczów udają, że jest im bardzo ciepło, byleby tylko zrobić sobie fotkę na molo lub z Grand Hotelem w tle. I jest pięknie. Dookoła filmowego finwala tłum turystów robi sobie zdjęcia.
Jako etatowa popsujzabawa rzecz jasna zamiast zachwycać się niezwykłą promocją i podziwiać wielką rybę na brzegu czy wbijać na pokaz przedpremierowy siedziałam tuż obok. Robiło się ciemno, było zimno, rybitwy i mewy powoli przeczesywały brzeg w poszukiwaniu smakowitych kąsków. Turyści zajęli się już sobą, więc można było siedzieć i wpatrywać się w to dziwne zjawisko. Ten jeden finwal ułożony przez specjalistów od reklamy na brzegu morza opowiadał zupełnie inną opowieść i nie było w niej ani blasku fleszy, ani gwiazdorskiej obsady. Byliśmy my, zwykli ludzie i nasze zwyczajne przyzwyczajenia.
Zgodnie z raportem IPCC przez najbliższe 70 lat poziom Morza Bałtyckiego wzrośnie od 50 cm do 1 metra. Wszystko zależy od tempa topnienia i związanych z tym zjawisk. To dane przybliżone i raz po raz osoby dokonujące pomiarów topnienia lodowców zmieniają okres nadchodzącego zagrożenia, nigdy na naszą korzyść. Podnoszenie wód oznacza, że zarówno stare miasto w Gdańsku, jak i Sopot oraz ich plaże zostaną zalane. Zagrożona jest Gdynia, Żuławy Wiślane, Świnoujście, Kołobrzeg, a Hel stanie się wyspą. Globalne ocieplenie oznacza również zmianę w wodnych ekosystemach i tak istoty takie jak finwale znajdą się w jeszcze gorszej sytuacji, nie tylko dlatego, że człowiek wciąż poluje na te zwierzęta. Już dzisiaj możemy obserwować cały szereg zmian klimatycznych, a pogoda zaskakuje nas raz po raz. Rozstroiliśmy nasz świat na własne życzenie i teraz dziwimy się coraz bardziej, widząc, jak bardzo staje się nieprzewidywalny. Ryba na plaży może być sensacją, rzeźbę można podziwiać, rzecz w tym, że finwale, płetwale błękitne, walenie i inne wspaniałe morskie istoty, tak jak i towarzyszące nam na lądzie zwierzęta, odchodzą w nieistnienie. Jeszcze chwila i pozostaną nam tylko rzeźby, muzealne okazy, pocztówki, obrazy, filmy, wspomnienia. Jeszcze chwila, a i to nie będzie miało żadnej wartości, gdy ludzie zaczną walczyć o przetrwanie w dzikim i niebezpiecznym dla nich świecie.
Wakacje to przywilej współczesnego człowieka. Jednym z dziedzictw XX wieku są prawa pracownicze, wprowadzenie zmianowego czasu pracy, ubezpieczeń dla pracowników i czasu wolnego. Wraz z czasem wolnym pojawił się cały przemysł organizujący dla nas rozrywkę. Przez całe stulecia niewiele osób posiadało luksus nicnierobienia. Gdy pojawia się taka możliwość, trzeba było jakoś zorganizować dla nas czas, w kulturze musiała rozwinąć się cała struktura instytucjonalna i pojawić szereg idei określających, czym jest czas wolny i rozwijających jego koncepcję.
Każde zwierzę potrzebuje odpocząć, człowiek nie jest tutaj wyjątkiem. Czas wolny jako możliwość programowego, instytucjonalnego nicnierobienia to jednak przywilej na niespotykaną wcześniej skalę. Oto pojawiły się całe rzesze ludzi, którzy dostali wolne weekendy oraz wakacyjne dni, kiedy mogą zrezygnować z pracy zawodowej. Wraz z rozwojem konsumpcyjnej kultury zachodniej ten czas wolny został przeorganizowany w turystyczny przemysł. Oznacza to jedno: ostatnie pokolenia zostały nauczone, że podróżowanie, turystyczne wycieczki, wypady na wakacje czy długie weekendy (czasami bardzo długie) są normą. Dla wielu stały się wręcz obowiązkowym punktem w życiu. Podróżowanie przestało być luksusem, a stało się prawem pracowniczym. Zwiedzanie stało się należną rozrywką. Bywanie w świecie dla wielu ludzi, tak samo jak odpowiednie metki, marki samochodów czy smartfonów, stało się wyznacznikiem statusu społecznego. Jedni bywają w Jastarni, inni bujają się na Haiti. Obie grupy przekonane są, że im się to należy i wakacje to coś, co trzeba odbyć. Sopot na tej liście plasuje się od dawna wysoko, kulturowe mity mają swoją moc oddziaływania.
Ostatnio pojawiła się turystyka klimatyczna. Wiele osób zaczęło deklarować, że skoro świat ginie na naszych oczach, to trzeba go zobaczyć. Skoro giną rafy koralowe, koniecznie trzeba popłynąć i je zobaczyć, skoro zagrożona jest Wenecja, to koniecznie trzeba ją odwiedzić. Nikomu nie przychodzi do głowy, by zrezygnować z samej podróży czy z lotów samolotem. Turyści nie zadają też pytań o sytuację mieszkańców turystycznych destynacji. Nieważny dystans i nieważne, że można dostać się do danego miejsca pociągiem. Im drożej, im bardziej egzotycznie, tym lepiej. Jak coś jest modne, to trzeba tam być, jak coś jest ekskluzywne, to musi zostać zrealizowane, a koszt klimatyczny, społeczny czy ekologiczny nikogo nie obchodzi. Turystyka rzecz święta. Podróże rzekomo uczą, tylko nie wiadomo czego.
Miejsca turystyczne obnażają to, co na co dzień może skryć się przed naszym spojrzeniem. Człowiek stworzył miasta umierania. Smażalnie ryb, tysiące potraw z ciał zwierząt, to codzienność. Turystyka rozlała się wszędzie, nawet w miejscach trudno dostępnych, nie dając zwierzętom możliwości swobodnego odetchnięcia poza ludzką obecnością. Przejadamy świat, który nie jest tylko nasz. Zabijamy zwierzęta tylko po to, żeby mieć to, co nazywamy ekskluzywnym czy przyjemnym. Konie w dorożkach, tańczące niedźwiedzie w cyrkach, konie na torach wyścigowych, rasowe psy duszące się i cierpiące z powodu deformacji ich ciał, zwierzęta w hodowli przemysłowej, ryby zaplątane w sieci rybackie, zwierzęta, na które poluje się, choć wymierają. Wakacje to przykre doświadczenie, ukazują, że bawimy się na krawędzi świata, kosztem innych istot żyjących, z pominięciem etyki i szacunku. Kolorowy tłum otacza i idzie dalej, na koniec świata.
Tekst prof. Joanna Hańderek
