Droga warstw mądrych wiosek i przedmieść
Są miejsca, w których czas nie płynie w linii prostej. Nakłada się warstwami, jak osady w ścianie jaskini, gdzie każda warstwa ma swój kolor, zapach i echo. Pod podkrakowskim niebem gminy Wielka Wieś, w Szycach, Giebułtowie, Modlniczce, Modlnicy i Białym Kościele, można jednego dnia wejść do Jaskini Wierzchowskiej i dotknąć kamieni, które ogrzewały ogniska sprzed dziesiątek tysięcy lat, a potem usiąść na ławce przed dworem, który pamięta jeszcze XVIII wiek. To kraina, gdzie neolityczne ślady rolników i myśliwych, barokowe fasady, kapliczki i izby regionalne istnieją obok nowoczesnych szkół z szybkim Internetem.
Tu historia nie jest muzealnym eksponatem. W Modlnicy i Giebułtowie ziemia oddała archeologom ślady kultur neolitycznych, malickiej i ceramiki wstęgowej rytej. Byli to pierwsi rolnicy tych ziem, przynoszący wiedzę o uprawie, narzędzia i rytuały. Później tędy biegły odgałęzienia szlaku bursztynowego. W czasach zaborów teren ten przeszedł pod władanie austriackie, potem Księstwa Warszawskiego, a później rosyjskie. W architekturze i organizacji wsi wciąż można odczytać wpływy tamtych epok. Nawet stacjonujące tu jednostki wojskowe, w tym węgierskie, pozostawiały po sobie ślad w obyczajach i rodzinnych historiach.
Dziś życie w tym regionie, to codzienne spotkanie tradycji z nowoczesnością. W Modlnicy, Modlniczce czy Białym Kościele zespoły folklorystyczne odtwarzają pieśni i tańce, ale też przekształcają je, by pasowały do współczesnych uroczystości. Izby regionalne gromadzą hafty, instrumenty, narzędzia gospodarskie, a obok nich lalki teatralne sprzed stu lat, i te wykonane dekoracje dzisiaj.
Kilka lat temu wplotłem swój los i spojrzenie na świat w warkocz wielkowiejskiej tradycji i światopoglądu mieszkańców tego pięknego, zielonego regionu. Pojawiłem się jako wystawca na Wielkowiejskim Targu ze swoim pismem społecznym Istota.info oraz z wegańskim ciastem marchewkowym i pączkami bez jajek. I wiecie co? Zostałem przyjęty z wielką otwartością przez uczestników targu. To był wręcz fantastyczny moment, gdy w Krakowie podobne idee ścierają się w gwałtownym, nieuporządkowanym nurcie. Tu, na targu, moje doświadczenia spotkały się z tolerancyjną ciekawością i chęcią poznania. Z mojej strony, była to również nauka, pełna szacunku dla tradycji, i pewne onieśmielenie, gdy zobaczyłem głębokie relacje sąsiedzkie, które w mieście dawno uschły, niepielęgnowane. Tam, gdzie kiedyś było codzienne wspólne bycie, dziś w Krakowie coraz częściej mamy biletowaną kulturę i dostęp na zasadzie „oglądaj, ale nie dotykaj”. A tu, na wsi, te relacje są najważniejsze.
Widać tu, powtarzający się wybór. Mieszkańcy rzadko odcinają się całkowicie od tradycji i równie rzadko zamykają na nowości. Raczej łączą, wprowadzając zmiany, ale osadzając je w rytmie, który znają. Tak było od zawsze. Tysiące lat temu przyjmowali wpływy przybyszów, w czasach kupców bursztynowych i zaborców adaptowali obce porządki, nie tracąc swojego. Dziś korzystają z technologii, rozwijają infrastrukturę, ale zachowują wspólnotowe zwyczaje.
Bliskość Krakowa daje im dostęp do rynku pracy, uczelni i kultury, ale także stawia wyzwania: suburbanizacja, presja deweloperów, zmiana struktury społecznej. Wciąż jednak trwa tu, cichy rytuał przyjmowania tego, co przynosi świat, i filtrowania przez własne doświadczenie i pamięć.
Historia tej części Małopolski, przypomina rzekę z licznymi dopływami. Każdy z nich wnosi inny smak, od neolitycznych rolników, przez kupców i żołnierzy, po współczesnych przybyszów z miasta. W tym tkwi siła. Mieszkańcy, nie tyle wybierają między tradycją, a nowoczesnością, ile od pokoleń idą drogą, na której te dwa światy spotykają się i idą obok siebie. Droga warstw jest naturalna, bo wyrasta z samej historii tej ziemi.
Ale nie myślmy, że ta koegzystencja od początku, czy nawet dziś, zawsze jest jak słodki budyń z truskawkami. Bywa różnie, a czasem pozostawia ślad. Nie przekreśla to jednak wspólnej drogi. Do warkocza naszych losów dopinam dziś kokardę z napisem „Mądre Wioski i Przedmieścia w Mieście”, bo gmina Wielka Wieś to przestrzeń, w której kultury miejskie i wiejskie coraz częściej się przenikają. Żyjemy obok siebie, więc warto się poznać, porozmawiać i zmieniać wzajemnie. Tego właśnie Wam życzę w ten dożynkowy, świąteczny czas.
Tekst, grafika Janusz Bończak
