Szkoły branżowe potrzebują realnego wsparcia

Rozmowa z Ryszardem Śmiałkiem, Wicewojewodą Małopolskim

Szkolnictwo branżowe wraca do debaty publicznej, nie jako relikt przeszłości, ale jako odpowiedź na realne potrzeby rynku pracy i lokalnych społeczności. Coraz więcej mówi się o tym, jak ważne są konkretne kompetencje, praktyki zawodowe i współpraca między szkołami, pracodawcami i administracją.

Tegoroczne Targi Pracy w Zespole Szkół Ponadpodstawowych im. Wincentego Witosa w Giebułtowie pokazały, że to właśnie lokalne inicjatywy często wyprzedzają system. Dlatego dziś pytamy o to, co można zrobić, by te działania nie zostały zmarnowane, i jaką rolę w tym procesie może odegrać administracja rządowa na poziomie województwa.

Rozmawiam z Ryszardem Śmiałkiem, Wicewojewodą Małopolskim o potrzebnych zmianach, możliwych rozwiązaniach i przyszłości szkół branżowych w regionie.

Panie Wojewodo, jak ocenia Pan obecną rolę szkolnictwa branżowego w polityce państwowej i regionalnej? Czy wracamy do równowagi między kształceniem ogólnym,
a zawodowym, czy wciąż jesteśmy w fazie nadganiania dawnych zaniedbań?

– Szkolnictwo branżowe jeszcze kilka lat temu, było gdzieś na marginesie debaty publicznej, traktowane jako relikt. Dziś ten obraz wyraźnie się zmienia, i bardzo dobrze. Potrzeby rynku pracy, zwłaszcza lokalnego, jednoznacznie pokazują, że nie możemy opierać rozwoju gospodarczego wyłącznie na absolwentach liceów i uczelni wyższych. Wracamy do równowagi, ale z nowym podejściem, które uwzględnia nowoczesne technologie, kompetencje miękkie i elastyczne ścieżki rozwoju. Czy nadganiamy zaniedbania? Wciąż tak, to proces, który wymaga konsekwencji, inwestycji i zmiany świadomości społecznej.

Jakie konkretne instrumenty wsparcia szkół branżowych i technicznych są dziś dostępne z poziomu administracji rządowej i wojewódzkiej – zarówno dla uczniów, jak i samorządów? Czy planowane są nowe działania w tym zakresie?

– Obecnie działają programy takie jak Branżowe Centra Umiejętności, które mają łączyć szkoły z przedsiębiorcami i centrami innowacji. Są też środki z funduszy unijnych, które umożliwiają tworzenie i modernizację pracowni zawodowych. Dla uczniów ważne są też stypendia i programy stażowe. Z poziomu Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego wspieramy inicjatywy promujące lokalne szkoły zawodowe, m.in. poprzez współpracę z powiatami. W najbliższych latach w ramach nowej perspektywy unijnej planujemy kolejne działania wspierające doposażenie szkół oraz lepsze powiązanie edukacji z realiami rynku pracy.

Prestiż zawodu i szkoły zawodowej wciąż wymaga odbudowy. Czy jako przedstawiciel władzy, dostrzega Pan potrzebę zmiany narracji publicznej na temat tych szkół? Jak możemy to wspólnie zrobić?

– Tak, i mówię to z pełnym przekonaniem. Dopóki szkoła zawodowa będzie traktowana jako –plan B”, to będziemy się kręcić w miejscu. Musimy zacząć mówić o niej, jako o wyborze ambitnym, mądrym i racjonalnym. Władza publiczna powinna, tu działać wspólnie z mediami, organizacjami branżowymi i samorządami. Kampanie promocyjne, obecność uczniów szkół branżowych w mediach lokalnych, pokazywanie historii sukcesu, to wszystko działa. Ale potrzebujemy też języka szacunku. Nie „zawodówka”, tylko szkoła konkretnego zawodu. Nie „niższy pułap”, tylko ścieżka, która daje kompetencje i zatrudnienie.

 Trudności w tworzeniu stałych partnerstw edukacyjno-zawodowych. Czy widzi Pan Wojewoda możliwość wzmocnienia takich porozumień np. przez dedykowane programy wojewódzkie lub międzyinstytucjonalne?

– To jedno z kluczowych wyzwań. Szkoły często nie wiedzą, jak rozmawiać z pracodawcami, a pracodawcy, nie zawsze rozumieją rolę szkoły. Potrzebne są modele pośrednictwa, np.: regionalne koordynacje partnerstw, wspierane przez kuratorium, województwo, izby gospodarcze. W Małopolsce mamy doświadczenia w tworzeniu tzw. klastrów edukacyjnych, które warto rozwijać. Myślę też o czymś w rodzaju „Paktu dla Branżówki” – dobrowolnej inicjatywie, w której szkoły, firmy i samorządy zobowiązują się do wzajemnego wsparcia. To można zacząć oddolnie, i my to wesprzemy.

Jak skutecznie zachęcić młodzież do wyboru szkół branżowych jako świadomego, nowoczesnego wyboru kariery? Czy możliwa jest regionalna kampania informacyjna z historiami sukcesu?

– Nie tylko możliwa, ale konieczna! Młodzi ludzie, nie chcą słuchać urzędników. Ale jeśli zobaczą rówieśnika, który po szkole branżowej ma własną działalność, pracuje w zawodzie, zarabia, rozwija się, to będzie dla nich realny sygnał. To musi być kampania prowadzona nowoczesnym językiem, obecna w social mediach, pokazująca ludzi z pasją, z sukcesem, z fachem w ręku. Wspólnie z mediami lokalnymi, szkołami i organizacjami pracodawców możemy stworzyć takie projekty. I będziemy to robić.

Czy obecna polityka edukacyjna wystarczająco uwzględnia różnice między szkolnictwem zawodowym w miastach, a na wsi? Jak wyrównać szanse?

– To trudne pytanie, bo te różnice są realne, i nie wynikają tylko z polityki edukacyjnej, ale z ogólnych nierówności społeczno-gospodarczych. Szkoła w powiecie, czy gminie wiejskiej często ma mniejsze zaplecze, trudniejszy dostęp do nowoczesnych narzędzi, słabsze połączenia z biznesem. Naszym obowiązkiem jest wyrównywać te szanse. Przez inwestycje w infrastrukturę, ale też przez programy mobilności, dostęp do laboratoriów w miastach, współpracę między szkołami. Każdy uczeń powinien mieć dostęp do nowoczesnych technologii – niezależnie od kodu pocztowego.

Jaką rolę powinny odgrywać szkoły branżowe w budowaniu kapitału społecznego i tożsamości regionów?

– Ogromną. Szkoła to nie tylko miejsce nauki, to serce lokalnej wspólnoty. Kiedy szkoła współpracuje z lokalnym rzemiosłem, organizuje warsztaty, festyny, wspiera inicjatywy społeczne – wtedy buduje więzi. Szkoła ponadpodstawowa w Giebułtowie „Witosówka” jest tu świetnym przykładem. Szkoły branżowe mogą odgrywać ważną rolę w kultywowaniu tradycji, ale też w pokazywaniu nowoczesnego oblicza regionu. Z uczniów tych szkół wyrastają ludzie, którzy tu zostają, pracują, zakładają rodziny. To najtrwalszy fundament lokalnej tożsamości.

Na zakończenie: czy w Pana otoczeniu był ktoś, kto reprezentował zawód wyuczony w szkole zawodowej? Jakie refleksje budzi w Panu hasło „fach w ręku”?

Tak, oczywiście. Mój znajomy jest stolarzem. Człowiekiem, który potrafił zrobić wszystko z drewna. I powiem szczerze, że przez wiele lat nie doceniałem, jak wielką wartość miała ta umiejętność. Dziś, kiedy coraz trudniej o dobrego fachowca, jeszcze mocniej to rozumiem. „Fach w ręku” to nie tylko umiejętność, to też duma, niezależność, zdolność tworzenia. Myślę, że powinniśmy wrócić do tego szacunku dla ludzi, którzy potrafią coś zrobić – naprawdę zrobić. I takiego szacunku też uczmy w szkołach.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał
Janusz Bończak,
społeczny doradca Wojewody Małopolskiego ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Fot. i redakcja: autor.