Miejscem, w którym styka się kultura administracyjna i erystyka…

(Belgijska gmina Puurs-Sint-Amands zawiesiła współpracę z Dębicą, czyli 20-letnią historię kontaktów pomiędzy samorządami poprzez uchwalenie “Samorządowej Karty Praw Rodziny” – która sprzeciwia się ideologii LGBT, a także przez wrześniowe wydarzenia na dębickim Rynku – kiedy to przegoniono aktywistki Queer Tour  – red.).

Kultura administracyjna” jest zbiorowym pojęciem dla pożądanych praktyk w administracji publicznej – ogółu zwyczajów, reguł i wartości, którymi w swojej działalności powinna się wykazywać każda jednostka administracyjna. Artykuł 41 Karty Praw Podstawowych opisuje „prawo do dobrej administracji” jako podstawowe prawo człowieka, które należy egzekwować od organów władzy. W nawiązaniu do wymienionego artykułu w 2001 roku powołano do życia Europejski Kodeks Dobrej Praktyki Administracyjnej – wprawdzie niewiążący i o charakterze zaleceń, można go jednak traktować jako zbiór dobrych porad nie tylko dla obywatela, ale także dla organu administracyjnego. Poza dokumentami na poziomie europejskim echo kultury administracyjnej można usłyszeć chociażby w polskim Kodeksie postępowania administracyjnego. Ogólne zasady tego kodeksu są wyjętymi przed nawias drogowskazami, którymi muszą się kierować organy w postępowaniu administracyjnym. Instytucje mają obowiązek przestrzegać wartości wskazywanych przez zasady ogólne, ponieważ posiadają one walor norm prawnych – a zatem ich naruszenie jest naruszeniem prawa.

Z kolei erystyka to sztuka prowadzenia dyskusji za pomocą niemerytorycznych argumentów. Jej twórcą jest niemiecki filozof Arthur Schopenhauer. Sam uważał, że taki styl prowadzenia dysputy jest właściwy dla ludzi nieinteligentnych. Metoda erystyczna jest powszechna w debacie publicznej, a większość obserwatorów nie rozpoznaje w niej manipulacji. Przez swą prostotę jest przekonywująca, zwłaszcza dla odbiorcy niezaznajomionego z przedmiotem dyskusji.

jest uzasadnienie Rady Miasta Dębica w sprawie rezygnacji belgijskiego miasta Puurs z dalszej współpracy biznesowej

Dębica to niewielkie miasto, w którym przyszłam na świat. Słynie na całą Polskę z produkcji opon i fabryki Stomil. Nie odbiega od konserwatywnej mentalności ludzi Podkarpacia, co potwierdzają choćby lipcowe wybory prezydenckie.

Impas w relacjach Dębicy z belgijskim miastem Puurs po dwudziestoletniej współpracy na pewno jest niemałym ciosem finansowym. Tak jednak działa wolny rynek. Polska stoi obecnie przed wielkim znakiem zapytania w kwestii współpracy z zagranicznymi przedsiębiorcami, i w przypadku Dębicy niestety sytuacja jest podobna. Osiemnastego listopada doszło do uchylenia immunitetu sędziemu, a niecały miesiąc temu niekonstytucyjny Trybunał uderzył w krytycznym momencie, w czasie pandemii COVID-19, w najdrażliwszy temat debaty publicznej. Nie budzimy zaufania jako państwo, a na arenie europejskiej bardziej przypominamy synka, który na złość mamie (Unii Europejskiej) odmrozi sobie uszy, niż wielkiego obrońcę polskości. Nie jestem przeciwko obronie tego, co narodowe – naszej tradycji, kultury i zwyczajów. Czy jednak podpalanie warsztatu artysty albo nagonka na mniejszości seksualne jest wyrazem polskości? Jeszcze kilkaset lat temu Polska była krajem na tyle tolerancyjnym, że ominęły nas wielkie wojny religijne z czasu reformacji i kontrreformacji. Dzisiaj mieszkańcy innych krajów współczują nam naszego pochodzenia, ponieważ uderzyliśmy w prawa człowieka i praworządność. To nie jest sukces cywilizacyjny – to porażka na skutek manipulacji.

Julia Bochenek – studentka Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Puurs zachowało się jak typowy podmiot funkcjonujący na wolnym rynku. Nie kupujemy owoców w warzywniaku, którego właściciel nie traktuje sprawiedliwie swoich pracowników. Miasto odstąpiło od umowy, zawiesiło współpracę, powiedziało: finito. Napisało oświadczenie, zawierając w nim najważniejsze powody, dla których dalsze inicjatywy biznesowe są na razie niemożliwe. A następnie, z naszej strony doszło do naruszenia tzw. kultury administracyjnej. Administracja publiczna działa w imieniu i na rachunek państwa – jest to działalność doniosła i oficjalna. Poszczególne organy, jako instytucje sprawujące władzę, muszą zachowywać się godnie.

Naturalną reakcją na oświadczenie belgijskiej strony była odpowiedź Rady Miasta Dębicy. Została podjęta próba wyjaśnienia nieporozumienia, powołania się na tzw. fake newsy i obarczenia winą za wszystko aktywistę Barta Staszewskiego. Samorządowa Karta Praw Rodzin (dalej: SKPR) jest deklaracją o charakterze moralnym, która może wytyczać kierunki dalszej prawodawczej działalności samorządów (źródło: https://www.kartarodzin.pl/). Na oficjalnej stronie SKPR można znaleźć stwierdzenie, że coraz więcej samorządów zgadza się na permisywną edukację seksualną, dla której przeciwwagą ma być wcześniej wspomniana deklaracja. Osobiście dostrzegam tu ofensywne nawiązania do deklaracji „LGBT+ Miłość nie wyklucza” urzędującego prezydenta Warszawy. Gdyby tylko na takich pstryczkach się skończyło, zapewne oświadczenie dębickie nie wywołałoby większego rozgłosu. Gdy czytamy je dalej, widzimy jednak, że poziom merytoryczności tekstu spada coraz mocniej.

W latach 1835-1932 na ziemiach polskich funkcjonowało prawo zaborcze, które penalizowało homoseksualizm. Ponadto, w Kodeksie karnym Makarewicza z 1932 roku za przestępstwo uznano homoseksualną prostytucję. W czasach komuny z kolei w Polsce miała miejsce słynna „akcja Hiacynt”, polegająca na rejestrowaniu osób homoseksualnych. Pokazuje to pewne nastawienie władzy do osób nieheteronormatywnych – to nastawienie ma równie tragiczne skutki, jak homofobiczne przepisy prawne. Gdyby społeczeństwo było neutralnie nastawione do mniejszości seksualnych, byłoby w stanie je ochronić przed niesprawiedliwym działaniem prawa. Sędziowie, jako arbitrzy w procesie karnym, posiadają wiele dyrektyw, jeżeli chodzi o stwierdzenie winy oskarżonego. Czasami decyzja jest w rękach sędziego, nie prawa. Ponadto kraje, w których w przeszłości funkcjonowało homofobiczne prawo, dziś poszły w lepszym kierunku. A Polska, która podobno nie stworzyła nigdy kodeksu penalizującego homoseksualizm, wydaje się dzisiaj robić krok w tył – przypominając tym samym Wielką Brytanię z lat 50. ubiegłego wieku.

Jednakże na największe potępienie zasługuje odwołanie się do rasistowskiej przeszłości Belgii. Nie przeczę, że jest to odwołanie do wydarzeń autentycznych – czy jednak w debacie międzysamorządowej na temat zawieszenia współpracy biznesowej jest ono słuszne i adekwatne do wagi problemu? Uważam, że to raczej próba odwrócenia uwagi od deklaracji Dębicy w kwestii SKPR i skupienie się na haniebnej działalności króla Leopolda II. „My robimy co prawda źle, ale wy robiliście jeszcze gorzej, więc zamilczcie” – tak według mnie brzmi ten komunikat. Czy właśnie tak wygląda obrona polskich fundamentów? Czy upadliśmy tak nisko, że swoje działania musimy tłumaczyć karygodnymi czynami innych osób? Czy naprawdę Rada Miasta Dębicy nie widzi, że jesteśmy w krytycznej fazie pandemii koronawirusa? I że każda zakończona – czy nawet zawieszona – współpraca biznesowa będzie ciosem dla kieszeni dębiczan i dębiczanek?

Pozostaje miejsce na ostatnią dygresję… Jeżeli wartości deklarowane w SKPR są tak ważne dla Rady Miasta Dębica, to dlaczego, zamiast rozpocząć merytoryczną dyskusję i porozmawiać o mniejszościach seksualnych z władzami belgijskiego miasta Puurs, podjęto erystyczną ofensywę, w której karabinem był Leopold II? Na stronie SKPR jest wyraźnie napisane, że ów dokument jest deklaracją obrony pewnej wartości, jaką jest przykładowo rodzina złożona wyłącznie z mężczyzny i kobiety. Pomijając dywagacje słuszności czy niesłuszności bezwzględnego wpatrzenia w taki model, trzeba głośno zapytać – dlaczego to, w co wierzą radni Miasta Dębica, jest bronione w tak absurdalny sposób?
Tekst Julia Bochenek, korekta Aleksandra Marczuk, fot., oprac. graficzne Janusz Bończak, arch. autorki

Wspieraj Istotę – wpłać datek. Ogłoś się na łamach naszej strony.

Istotnie tak!

 

 

Istotnie tak!