Vagina dentata

Dr hab. prof. UJ Joanna Hańderek, wykładowczyni w Instytucie Filozofii UJ. Zajmuje się filozofią kultury i filozofią współczesności. Od 2013 roku organizuje cykl wykładów i spotkań poświęconych różnym formom dyskryminacji społecznych „Kultura wykluczenia?”. Współredaktorka kwartalnika popularnonaukowego „Racje”, członkini Towarzystwa Humanistycznego, Akademickiego Stowarzyszenia przeciwko Myślistwu Rekreacyjnemu, Kongresu Świeckości, członkini rady głównej Kongresu Kobiet. Z kotką na kolanach pisze filozoficznego bloga https://handerekjoanna.wordpress.com

Już starożytni Egipcjanie wiedzieli, że macica przemieszcza się w ciele kobiety powodując jej zmienne nastroje i zagrożenie dla rodziny czy społeczeństwa. To przez tę nieposkromioną macicę kobieta bywa dzika, agresywna, staje się zwierzęciem i może wpadać w histerię. W nowożytnej Europie, to już był fakt medyczny, kobieta właśnie przez swoją macicę, ale również przez całe swoje ciało wadliwie skonstruowane, pełna jest zwierzęcych uczyć, odruchów, nie jest racjonalna, kieruje się emocjami, jest egoistyczna, próżna i nie do okiełznania. W ten sposób potwierdza się przekonanie Arystotelesa mówiące o kobiecie jako o męskiej aberracji, wszak dziewczynka rodzi się tylko wtedy kiedy następuje błąd nasienia, albo poczęcie odbywa się w niewłaściwych okolicznościach.

Jak by na to nie patrzeć do XX wieku kobieta i jej ciało to zwierzę przebrane w kulturę, dzikie, trudne do poskromienia, wprawdzie udomowione przez mężczyznę, ale ciągle marzące o wolności. Stąd pojawianie się takich anomalii jak vagina dentata, która może okaleczyć członka, czy wagina ogromnych rozmiarów zagrażająca bezpieczeństwu mężczyzny. Dlatego na kobietę i jej ciało należy uważać, najlepiej żeby była ona pod nieustającą kontrolą. Zwłaszcza jej ciało musi być poddane restrykcyjnym procedurom kulturowej kontroli, inaczej kobieta wymyka się normom społecznym i zaczyna czynić koszmarne rzeczy.

Widać to było po pierwszych sufrażystkach. Te kobiety nie przestrzegały żadnych zasad, krzycząc na ulicy, zrzucając gorsety, czy co gorsza ubierając się w spodnie. Oszpecona kobieta to sufrażystka, działaczka, rebeliantka. Nie ma makijażu, nie rozsiewa uroku, nie jest piękną, dobrą, macierzyńską kobietą. Nie jest nawet przedmiotem westchnień. To babochłop. Dzika baba wrzeszcząca na ulicach.

Dobrze. Doszliśmy do tego punktu w którym zapewne Państwo sądzą, że albo zwariowałam, albo przeszłam konwersję na prawicowe, konserwatywne poglądy. Otóż nie, nadal jestem dziką, lewacką babą. Problem w tym, że opisane przeze mnie podejście do kobiet nie umarło wraz z wiedzą o rozwijającą się we współczesnej medycynie. Dla konserwatystów kobieta nadal jest trochę zwierzątkiem – mężczyzna to człek cywilizowany, więc nie ma nic ze zwierzęcej namiętności. Dla konserwatystów kobieta nadal jest słodką mateczką, która podporządkowana i uległa ma rodzić.

Kobiety które krzyczą już są zagrożeniem dla patriarchatu, kobiety które klną przestają być kobietami. W tej mentalności konserwatywno-prawicowej, gdy kobieta klnie staje się histeryczką, jej macica szaleje. Ryczące czterdziestki, wrzeszczące dzikie feministki – to określenia deprecjacji i pogardy wobec zwierzęcości kobiety.

Obecne protesty w obronie praw kobiet uwolniły wulgarny język. To, co przystoi mężczyźnie, czy może nawet podkreślić jego moc soczystym przeklinaniem, w przypadku kobiety staje się zaprzeczeniem jej kobiecości. Dlatego wielu komentatorów i dziennikarek, polityków i polityczek obozu władzy mówi o tym wulgarnym języku upajając się kobiecą zwierzęcością. Dla polityków prawicowych to nie ludzie protestują w obronie praw kobiet, ale dzikie zwierzęta, prostytutki, szalone istoty. Język protestu ma wedle konserwatystów ujawniać tę nieludzką strukturę. Przecież prawdziwa kobieta nigdy nie wypowie żadnego nieprzyzwoitego słowa.

A przekleństwo przecież jest czymś naturalnym. Wszystko zależy od naszego wychowania, jedni z nas mają bardziej elastyczny język inni mniej. Sam język się zmienia, jeszcze nie tak dawne ciężkie przekleństwa stają się zwykłym określeniem zdenerwowania, pojawiają się nowe obelgi i nowe wulgaryzmy. To naturalne, człowiek w stresie, człowiek u kresu wytrzymałości musi jakoś odreagować. Przekleństwo jest językowym wentylem bezpieczeństwa. Rzecz w tym, by nasze przeklinanie nie raniło innych. Dlatego ci z nas którzy liczą się z drugim człowiekiem i nie chcą być dla niego niemili nie klną raczej na forum publicznym. Czasami w gronie osób zaprzyjaźnionych język nasz się rozluźnia, wówczas przekleństwa mogą świadczyć o pewnym rytuale przejścia, zacieśnionej znajomości, kontekście pewnej szczególnej zażyłości. Przekleństwa wypowiadane publicznie, obelgi i wulgarne słowa jakie padają na ulicy, podczas wieców, pojawiają się na transparentach to już zupełnie co innego. To znak, czytelny, głośny znak, że wszystkie granice norm, prawa i człowieczeństwa zostały przekroczone.

Kobiety i mężczyźni wyszli na ulicę. Niezbyt eleganckie „Wypierdalaj” stało się znakiem rozpoznawczym. Nie można jednak tego odczytywać jako przekleństwa, to nie jest wulgarny język jakim posługują się protestujące i protestujący. Ich przekleństwa, ich ostre słowa nie są niczym innym jak znakiem granicy jaka właśnie została zerwana. Rząd przestał się ukrywać tylko zaczął działać jak totalna władza. Zapanować nad ciałem, kobiecością czy rozrodczością to zabieg wszelkich totalitaryzmów. Kobiety i mężczyźni protestujący na ulicach nie mają z kim rozmawiać, ich wrogiem jest dyktatura, język w normalnych okolicznościach uznawany za wulgarny czy obelżywy staje się w tej sytuacji manifestacją pokrzywdzonych i zagrożonych, to krzyk rozpaczy, to język w którym przekleństwa stały się znakiem S.O.S dla nasz wszystkich, dla praw człowieka, dla praw ofiar. To wołanie kobiet przypartych do muru, które krzyczą, by żyć normalnie.

Nie jest histeryczką, szaloną dziwką, kobietą która klnie. Dlatego nie dajmy się zwieść prawicowym myślicielom płaczącym nad zezwierzęceniem języka, dzikością okrzyków protestującej ulicy. Mamy już XXI wiek i dobrze wiemy, że vagina dentata tak samo jak histeria to projekcja konserwatystów bojących się zmiany i marzących o życiu z niewolnicą podporządkowaną mu w pełnym wymiarze. Protestujące kobiety i mężczyźni klną, używają mocnych gestów. I co z tego?! Ich przekaz jest czytelny, prawo i ten rząd, instytucje naszego państwa zaczynają zabijać. Tu nie chodzi o wulgarne słowa, tu chodzi o fakt, że kobiety będą umierać, że jako inkubatory będą narażone na okrutne cierpienie. Czy można spokojnie o tym mówić i pisać. No kurwa nie!

Tekst dr hab. prof. UJ Joanna Hańderek,
Obraz “Nożyce”, Elżbieta Bińczak-Hańderek, fot., oprac. graficzne Janusz Bończak “Istota”.

Vagina dentata – mit seksualny traktujący o pochwie pożerającej penisa, utożsamiający męskie lęki wobec kobiet. Obecny w wielu kulturach, m.in. ludów tubylczych Ameryki Północnej. Obecnie wykorzystywany w kulturze popularnej i sztuce.  Źródło: Wikipedia

Wspieraj Istotę – wpłać datek. Ogłoś się na łamach naszej strony.

Istotnie tak!