Lokalne refleksje wokół Światowego Dnia Zwierząt

W bieżącym roku Światowy Dzień Zwierząt, obchodzony globalnie 4 października już od 1931 roku, zbiegł się w Polsce w czasie z procedowaniem nowelizacji Ustawy o ochronnie zwierząt, znanej medialnie jako tzw. „Piątka dla zwierząt”. To bardzo dobry pretekst, aby opinia publiczna zwróciła swoją uwagę na sytuacją dziesiątek gatunków zwierząt, w różnorodny sposób wykorzystywanych przez człowieka. Szczególne emocje – zwłaszcza wśród hodowców i rolników – wzbudza zapis uniemożliwiający hodowania zwierząt futerkowych, lokalny ubój rytualny oraz możliwość interwencji organizacji prozwierzęcych na terenie gospodarstwa rolnego. Jak interpretować protesty środowisk wiejskich i przedsiębiorców futerkowych, w kontekście obchodów Światowego Dnia Zwierząt?

Przede wszystkim, nadal w XXI wieku społeczeństwo mieszkające na prowincji naszego kraju, nie licząc wąskiego grona specjalistów np. weterynarii, posiada dość powierzchowną wiedzę na temat przyczyn i konsekwencji cierpienia psychofizycznego zwierząt – zarówno towarzyszących (psy na łańcuchach), jak i hodowlanych czy gospodarskich. W tym również zwierząt eksploatowanych w przemyśle futerkowym czy męczonych na ubój rytualny. Aktualna wiedza z obszaru psychologii zwierząt nie pozostawia wątpliwości, że ssaki oraz ptaki odczuwają nie tylko cierpienie psychiczne, ale też negatywne emocje równie intensywnie, co małpa z gatunku Homo sapiens. Problem w tym, że głęboko zakorzenione, antropocentryczne mity i szowinistyczne stereotypy uniemożliwiają szerokiemu gronu społeczeństwa pojąć taką sytuację. Kura, indyk czy świnia, które zjadamy, były przerażone? Norki lub lisy, przeznaczone na futra, odczuwały silną depresję? To sytuacja trudne do wyobrażenia sobie dla konsumenta odzwierzęcych artykułów spożywczo-odzieżowych. Zwłaszcza, gdy opiniotwórczy politycy deklarują widok „szczęśliwych” zwierzęta w ubojni, przemysłowej hodowli lub w niewoli futrzarskiej fermy. Światowy Dzień Zwierząt stanowi dobry pretekst, aby głośno i dobitnie stwierdzić, że nie istnieje najmniejsza nawet możliwość stworzenia takich warunków dobrostanowych zwierzętom gospodarskim i / lub futerkowym, aby jednostki te przestały psychicznie i fizycznie cierpieć, będąc równocześnie uwięzionymi w klatkach, kojcach, ciasnych boksach bądź na łańcuchach przy budzie. Istnieją co prawda metody doraźnego tłumienia zaburzeń behawioralnych, ale wciąż – stłumienie symptomów nie eliminuje źródła zaburzeń, czyli cierpienia psychicznego i bólu fizycznego. Owo tymczasowe wytłumienie zachowań np. autoagresywnych czy stereotypowych ma raczej przynosić ulgę posiadaczowi ubojnie lub fermy, który kontynuuje swój okrutny biznes, widząc w żywych, czujących, lecz np. zamroczonych farmaceutykami istotach wyłącznie wartość merkantylną, a w zasadzie – zysk finansowy.

Obraz Alexandr Ivanov z Pixabay

Skąd behawioryści, zootechnicy, etologowie i zoopsycholodzy wiedzą o cierpieniu psa na łańcuchu, norki, krowy czy świni? Ponieważ uwięzione i pozbawione realizacji podstawowych potrzeb behawioralnych zwierzęta wykonują powtarzalne i bezcelowe czynności, czyli stereotypie. Może to być obsesyjne chodzenie tam i z powrotem przez bardzo długi czas po małej przestrzeni np. klatki w ogrodzie zoologicznym, w cyrku, ale też w przypadku psa uwięzionego na łańcuchu. Może to być nieustanne ssanie fragmentu kojca bądź własnego ciała, jak w przypadku uwięzionych krów, świń, zwierząt cyrkowych lub w ZOO. Są to ruchowe zaburzenia kompulsywne, mające postać powtarzalnych ruchów, które współwystępują nie tylko z nadpobudliwością, ale też ze stanami lękowymi, fazami głębokiej apatii, utratą apetytu i wszelkiego zainteresowania otoczeniem, zaburzeniami potrzeb eksploracyjnych i snu. Innym słowy, niezwykle trudno jest nam zaakceptować fakt, że zwierzęta posiadają bogate życie psychiczne czy emocjonalno-poznawcze, a przemysłowa destrukcja tego życia – poprzez ciągły ból, strach, samotność i nudę – prowadzi do zwierzęcej depresji, psychoz bądź też zespołu stresu pourazowego. I takie stany fundujemy gatunkom, które udomowiliśmy lub brutalnie odłowiliśmy i zniewoliliśmy (na fermach, w laboratoriach, ogrodach zoologicznych i menażeriach).

Aby obchodzić Światowy Dzień Zwierząt, należy najpierw dostrzec w zwierzęciu pozaludzkim podmiotowość. To warunek wstępny i absolutnie niezbywalny, z założenia niemożliwy do spełnienia przez dowolnego właściciela lub hodowcę, zaślepionego gatunkowym szowinizmem, połączonym z pazernością, gdzie owo zaślepienie przejawia się w brutalnym zniewoleniu zwierząt dla prymitywnej rozrywki albo dla zarobku. Ekstremalnym przykładem byłby posiadacz bydła, nie wahający się poderżnąć przerażonej krowie gardło, aby czerpać korzyść finansową ze skrajnie okrutnego rytuału, będącego w istocie starożytnym zabobonem. Na szczęście, obserwować można w Polsce coraz potężniejszą falę ruchów prozwierzęcych, wraz z dziesiątkami tysięcy osób realizującymi na co dzień wartości wegańsko-proekologiczne. Grupy te dają regularnie świadectwo, że współcześnie jesteśmy mentalnie coraz bardziej gotowi do przyjęcia moralnie trwałej postawy międzygatunkowej troski, empatii i odpowiedzialności. Życzę nam, aby Światowy Dzień Zwierząt trwał w naszych sercach cały rok!
Tekst dr hab. Marcin Urbaniak, fot. OO., Alexandr Ivanov z Pixabay

Wspieraj Istotę – wpłać datek. Ogłoś się na łamach naszej strony.

 

Istotnie tak!