Warkocz tradycji. Wierzchowianie
Są rzeczy, które warto zaplatać. Jak włosy. Jak więzi. Jak warkocz tradycji, który co roku, po cichu i z pieczołowitością, plotą w Gminie Wielka Wieś gospodynie z asystą panów, zespoły ludowe, mieszkańcy, dzieci i dziadkowie, ci, co dopiero przyjechali, i ci, co od zawsze byli. To jeden warkocz, spleciony z wielu historii.
Jednym z jego pasm jest Zespół Koła Gospodyń Wiejskich „Wierzchowianie” – grupa, która powstała z potrzeby bycia razem, dzielenia się tym, co wspólne i cenne. Przez lata Wierzchowianie organizowali i brali udział w lokalnych spotkaniach, warsztatach, występach. Ale były też chwile wyjątkowe. Choćby występ na Rynku Głównym w Krakowie z palmą wielkanocną nagrodzoną za kunszt wykonania. Wśród hejnału, gołębi i turystów niosły się pieśni, stroje i historie z Wierzchowia. Był to nie tylko powód do dumy, ale i symboliczny moment – wyjście z niewielkiej miejscowości na wielki plac wspólnoty.
W sierpniowy piątek, podczas gminnych obchodów dożynkowych 2025 roku, Wierzchowianie znów byli obecni. Nie na scenie, nie w świetle reflektorów, ale w tym, co najważniejsze. W obecności, w smaku, w słowie podanym jak chleb. Panie z Wierzchowia przygotowały dla gości potrawy pachnące domem i opowieścią: ciasto marchewkowe z pomarańczą, szarlotkę znikającą szybciej niż znikały papierowe talerzyki, pasztety z selera i cukinii z chlebem i kiszonym ogórkiem, owoce prosto z sadu. A najwięcej było rozmów. Śmiechu. Wspominania. I tego, co najcenniejsze – życzeń pomyślności składanych dożynkowym zwyczajem.
„Kto to piekł? Proszę pozdrowić te ręce, co zrobiły to cudo”. – słychać było spod namiotu, gdzie ktoś właśnie nabierał dokładkę.
Drugim pasmem warkocza jest historia samych dożynek. W Małopolsce obchody święta plonów mają korzenie sięgające czasów przedchrześcijańskich. Końcówka lata była momentem składania darów bóstwom urodzaju. Po chrzcie Polski rytuały te wpisano w kalendarz liturgiczny. Najstarsze źródła pisane o dożynkach pochodzą z XVI wieku. W Małopolsce ukształtował się zwyczaj wyplatania wieńców ze zbóż, owoców, kwiatów i ziół – symboli cyklu życia i wdzięczności. Niesiono je w procesji, składano przed ołtarzem lub na ręce gospodarza, który dzielił chleb z mieszkańcami. Zwyczaj znakowania bochna krzyżem przed rozkrojeniem do dziś przetrwał w wielu wsiach, jako gest pamięci o pracy rąk i błogosławieństwa.
Trzecim pasmem jest teraźniejszość. Piątkowa msza w Giebułtowie. Święcenie wieńców. Ksiądz przypominający, że chleb nie jest tylko towarem w folii, ale znakiem troski i wspólnoty. W niedzielę wieniec z Wierzchowia poświęcono w Białym Kościele – bo w Wierzchowiu nie ma świątyni ani szkoły, ale jest pamięć i wspólnota.
„Zobacz, jaki piękny ten wieniec, to chyba Wierzchowie?” – pytała dziewczynka.
„Wierzchowie, kochanie. To ci, co zawsze mają dobre ciasto”. – odpowiedziała z dumą babcia, wskazując na stół pełen wypieków.
Wcześniej barwny korowód przeszedł spod GOKiS-u w Wielkiej Wsi do kościoła. Stroje ludowe, wieniec niesiony z dumą, a potem wspólny obiad w Domu Wiejskim w Wierzchowiu. Tam, w ciepłym wnętrzu, znowu działo się to, co najważniejsze – troska o każdego, a ja będąc na diecie roślinnej, zostałem ugoszczony po królewsku. Bo pamięć najmocniej splata warkocz.
Warkocz tradycji, to nie ozdoba do zdjęcia. To coś, co trzyma nas razem. Przypomina, że ziemia nie rodzi sama, że chleb nie rośnie w sklepie i że wspólnota to nie tylko obecność przy stole, ale też pamięć o sobie nawzajem. Dlatego dożynki to nie tylko święto plonów. To święto bliskości i życzliwości.
Dlatego zapraszam Was do obejrzenia zdjęć z tych dni. Są tam twarze, gesty, dłonie niosące wieńce, talerze pełne dobra. Słowa, których nie zawsze słychać na scenie, ale które zostają w człowieku na długo. Może i Wy zobaczycie tam swoje pasmo w tym warkoczu. Wtedy już nic więcej nie trzeba dodawać.
Tekst, fot.: Janusz Bończak


















































