14 grudnia – dzień małpy
Washoe (Szympans): Pierwsza małpa, która nauczyła się amerykańskiego języka migowego (ASL). Brała udział w badaniach nad akwizycją języka u gatunków innych niż człowiek. Kanzi (Szympans karłowaty – bonobo): Znany z doskonałej umiejętności komunikacji za pomocą leksygramów (symboli na specjalnej tablicy). Jego przypadek zmienił myślenie o tym, jak zwierzęta rozumieją mowę ludzką. Małpy Harlowa odebrane matką, przetrzymywane w izolacji, stały się obiektem badań psychologii rozwojowej, wykazującej, że najwyżniejsze w rozwoju osobniczym jest czułość i obecność drugiego. Britches (makak) zaraz po urodzeniu został oderwany od matki, naukowcy zaszyli mu oczy grubą nicią i przymocowali do głowy ciężki sonar elektroniczny, który wydawał nieustanny pisk. Te badania miały potwierdzić wnioski Harlowa z lat 50 i 60. W ten sposób Britches został jeszcze jedną małpą, której los ukazał, że istota izolowana, poddana torturą – cierpi.
W 2000 roku studenci sobie zażartowali i zrobili 14 grudnia dniem małpy. W ramach obchodów oglądano filmy o King Kongu, czy „Planetę Małp”. Dużo śmiechu. Żart jednak się przyjął i 14 grudnia jest nieoficjalnym dniem małpy. Takie święto nie święto. Co tu zresztą świętować? Wymieranie Goryli Górskich? Śmierć małp w podpalanych lasach, które niszczy się po to, by móc uprawiać paszę dla zwierząt zabijanych w rzeźniach? Eksperymenty na małpach? Niszczenie ich życia tylko po to, by ktoś mógł udowodnić, po raz kolejny, że jak się dziecko odizoluje od matki i odetnie od środowiska, to to dziecko będzie cierpieć, stanie się dysfunkcyjnym dorosłym? Nawet historia King Konga epatuje ludzkim okrucieństwem i nienawiścią do zwierząt.
Albert Schweitzer pisał, że nikt z nas nie ma czystego sumienia. Czyste sumienie to nasza katastrofa moralna. Żyjąc korzystamy nieustannie z niszczenia życia na naszej planecie. Taki smutny fakt. Nasze domy powstały w miejscach, w których żyły inne istoty. Nasze miasta to utrata domów przez zwierzęta. Drewniane meble to ścięte drzewa. Mięsne posiłki to zamordowane zwierzęta. Żaby, jeże, króliki, sarny, potrącone na drodze, zostawione na poboczu, umierają tylko dlatego, że potrzebujemy szybko przejechać do wyznaczonego celu. Dziki i jelenie ginące na polowaniach. Ryby łowione w rzekach. Psy na łańcuchach. Koty wyrzucone na poboczu, gdy człowiek wyjeżdża na wakacje i już się nie interesuje prezentem gwiazdkowym. Nie mamy czystego sumienia. Wedle Alberta Schweitzera nikt z nas nie może rościć sobie pretensji do etycznego życia, ponieważ budujemy naszą kulturę na krzywdzie zwierząt.
Rozwój naukowy traktujemy jako wielkie dzieła ludzkości. Tymczasem za postępem w nauce bardzo często leży rozciągnięte na wiwisekcyjnym stole zwierzę. Od XVII stulecia w Europie normą stało się katowanie zwierząt w imię nauki. Zamorskie wyprawy i kolonialne imperia pozwoliły sięgać po zwierzęta egzotyczne. Nasi kuzyni – naczelne – małpy, od samego początku budziły i zachwyt, i grozę. Takie ludzkie i nieludzkie zarazem, rzucały wyzwanie antropocentrycznemu myśleniu, równocześnie stając się obiektem w naukowych laboratoriach. Miliony zadręczonych makaków, rezusów, szympansów, goryli, miliony zastrzelonych na polowaniach, uwięzionych w domach, cyrkach, ogrodach zoologicznych.
Nauczyliśmy się traktować naukę jak bożka, któremu można wszystko poświęcić i w imię którego wszystko można zrobić. Dlatego torturowanie niewinnych zwierząt w imię nauki uznawane jest za neutralne etycznie. Niektórzy, co wrażliwsi zadają pytanie o znieczulenie, warunki w jakich zwierzę jest przetrzymywane przed i po eksperymencie. Tymczasem naukowcy bardzo często powtarzają od lat te same eksperymenty, zmieniając i modyfikując jedynie niektóre elementy. W latach 50 i 60 Harlow przeprowadził szereg eksperymentów, które okrzyknięto kamieniami milowymi psychologii rozwojowej. Zadanie było proste: odseparowanie małpiego noworodka od matki i umieszczenie go w odosobnionym pomieszczeniu. Jedne dzieci małpie miały metalową opiekunkę z butelką mleka, inne szmacianą. Okazało się, że te które miały szmacianą przytulały się do niej, a te które dostały metalową piastunkę bały się jej i podchodziły tylko na czas karmienia. W dorosłym życiu małpki poddane takiej procedurze wykazywały zachowania aspołeczne i same zostając matkami nie potrafiły się swoimi dziećmi opiekować.
Ten eksperyment powiela się po dziś dzień. Britches jest tego bolesnym przykładem. Naukowcy pragnący jedynego: kolejnej publikacji, cytowań, tytułów naukowych: zaszyli noworodkowi oczy i ogłuszali go codziennie, tylko po to, by sprawdzić to, co wiemy już od lat 50 XX wieku. Jak się dziecko izoluje od matki, otoczenia, jak się je torturuje to wyrośnie osoba o patologicznych skłonnościach. Więc kolejne warianty, coraz bardziej okrutne, coraz bardziej wymyślne w swych torturach, potwierdzają cały czas jedno: izolacja, strach, przemoc, cierpienie – odciskają piętno na życiu i zachowaniu tego, kto poddany jest tym torturą. Zresztą nie trzeba katować zwierzęcia. Człowiek wobec człowieka jest tak okrutny, że wystarczy przenalizować przypadki ludzkiego nieszczęścia. Ale naukowcy wolą katować niewinne zwierzęta. Tak jest łatwiej. Można wówczas izolować się wobec zła jakie tkwi w świecie, pysznić się pracą w laboratorium, budować swoje ego profesorskimi tytułami.
14 grudnia – dzień małpy. Tej, która straciła dom bo wykarczowano jej las. Tej, która została przykuta łańcuchem do budy i torturowana uczyła się sztuczek cyrkowej. Tej, która spłonęła w wypalanym lesie, bo olej palmowy stał się tani i potrzeba uzyskać kolejnych plantacji dających ten towar. Tej, która umierała ze strachu i bólu w więzieniu zwanym laboratorium. Tej, którą katowano w imię nauki. Tej, którą ludzie zniewolili, ubrali i nazwali swoim dzieckiem, zabaweczką-laleczką. Tej, która musiała uczyć się języka ludzi i za każdy błąd była karana. Tej, której odebrano tożsamość i jej świat. Tej, która jest nieistnieniem ludzkiego sumienia. Tej, której krzywdy się nie zauważa. Tej która jest wymierającym gatunkiem.
Dzień małpy. Takie święto-żart. Można pooglądać filmy o Tarzanie. Człowiek się bawi.
Tekst prof. Joanna Hańderek
