Wszyscy mamy do tego prawo!

Na zdjęciu autor tekstu, który pozdrawia wszystkich wegan i weganki na całym świecie! In the photo, the author of the text sends warm greetings to all vegans around the world!

To tekst, który od dawna nosiłem w sobie. Nie jest manifestem, choć w sercu z Manifestem Wegańskim napisany. Nie jest wyrokiem. To zaproszenie.

Kiedy sam zadaję sobie to pytanie, odpowiadam bez zawahania. Tak. Zdecydowanie. Weganizm jest dla wszystkich i mamy do tego wszyscy prawo. A zaraz potem przychodzi mi myśl, na potwierdzenie, że przecież jesteśmy częścią przyrody, zanurzeni w niej od zawsze, powiązani tysiącami relacji z tym, co nas otacza. Gdy pytam siebie, dlaczego tak wiele osób, nie widzi prawa do życia w harmonii ze światem, dlaczego nie dostrzegamy jego piękna i znaczenia, zauważam, jak wiele mechanizmów oddziela nas od natury. Widzę osoby wychowane w różnych realiach, kobiety i mężczyzn, którym przekazywano inne wzorce, i całe społeczności, które nigdy nie miały szansy zobaczyć świata inaczej. Znajduję setki usprawiedliwień, przekonań, lęków i okoliczności, które każdego dnia odsuwają nas od tego, co mogłoby być dla nas najzdrowsze i najbardziej naturalne.

Jest bieda, przemoc i wojny. Są surowe realia, w których ludzie funkcjonują od pokoleń. Wysokie góry, pustynne oazy, miejsca, w których dostęp do wody czy jedzenia bywa luksusem. Świat nie jest jednolity. Różni się standardem życia, dostępem do edukacji, siłą państwa, poziomem praw człowieka, zestawem lęków ukształtowanych przez ewolucję. Przez większość naszego istnienia kluczową częścią życia było przetrwanie. Zdobywanie pokarmu, często walką, czasem wyrwaniem go przyrodzie. Dzisiejsze życie dzikich zwierząt wciąż przypomina nam, jak wyglądały początki naszego gatunku, zanim pojawiły się miasta, rolnictwo, elektryczność i farmy przemysłowe.

Zapraszam do przyglądania się temu z uważnością, bo tej dzikiej przyrody może niedługo nie być. Dziś to zaledwie cztery procent biomasy zwierząt lądowych. Całą resztę zniszczyliśmy lub zamknęliśmy w hodowlach. Jeśli więc pytam siebie o przyszłość, to mam coraz mocniejsze poczucie, że świat, którego chciałbym, będzie kiedyś żył bliżej rytmu postaw wegańskich. Nie jako ideologia i nie w wersji skrajnej, ale jako praktyka relacyjna, spokojna i mądra, wyrastająca z prostego pytania: jak żyć, żeby nie niszczyć tego, co nas podtrzymuje.

Widzę, że świat naprawdę zaczyna się zmieniać. W Krakowie prawie zakończono festiwal bezmyślności, jakim były fajerwerki. Decyzję podjęły władze miasta, a poparli ją mieszkańcy i mieszkanki oraz organizacje prozwierzęce, które od lat pokazywały skalę cierpienia zwierząt. W szkołach, dzięki działaniom Green REV Institute, pojawiają się pełnowartościowe posiłki roślinne. To nie są już pojedyncze gesty. To sygnały, że ludzie zaczynają dostrzegać relacje, zależności, a także pole obecności, które łączy nas ze światem. I że zmianę da się budować, nie przez przymus, ale przez opiekę, edukację i zrozumienie.

Wegańskie myślenie nie musi być buntem, choć jest karmione nadzieją i tęsknotą za światem mniej okrutnym. Może być sposobem widzenia świata poprzez zależności, procesy i współodczuwanie. Takie patrzenie potrafi wyciszyć lęki, bo to właśnie brak wiedzy, brak relacji i brak kontaktu z przyrodą otwierają drzwi dla strachu, agresji, uprzedzeń i obaw przed zmianą. Weganizm w tym sensie nie jest ruchem przeciwko ludziom. Jest nurtem, który tłumaczy, uspokaja, otwiera, zmniejsza napięcie, odrzuca mechanizmy przemocy i zastępuje je ciekawością, coraz głębszym poznaniem, przyjmowaniem i uznawaniem piękna świata, nawet wtedy, gdy są to dopiero pierwsze nieśmiałe próby.

Czuję, że weganizm jako relacja i jako praktyka manifestowa wyrasta z realnych potrzeb i może stać się drogowskazem. Może uczyć patrzenia na drugą osobę z łagodnością, bez wywyższania się, bez stawiania jej pod ścianą. Może pomóc zobaczyć człowieka, a nie jego chwilowy wybór żywieniowy. Może prowadzić do tego, by wspierać zamiast atakować, pytać zamiast osądzać. Nasze życia są bardzo różne, każdy i każda z nas mierzy się z inną historią, innymi uwarunkowaniami, innym zdrowiem, inną pracą, innym poziomem bezpieczeństwa. Te różnice są częścią świata i naszym zadaniem jest przyjąć je z ciekawością, a nie wartościować.

Jako populacja zmieniamy się nieustannie i w tej zmianie każdy i każda znajduje własną prędkość. Kiedy myślę o weganizmie, czuję, że każdy i każda może pójść tą drogą. Ale wiem również, że nie zawsze to zależy wyłącznie od naszej woli. Są osoby, które potrafią podjąć ten krok z dnia na dzień. Są takie, które mają w sobie odwagę, by sprzeciwić się całemu systemowi, w którym żyją. I chwała im za to, ale właśnie dlatego tak ważne jest, by ci, którzy są już dalej, patrzyli na innych i inne z mądrością oraz odpowiedzialnością, nie rozkazując im, nie wyrzucając z rozmowy, lecz pomagając. Żeby byli mentorami i mentorkami, a nie strażnikami bramy.

W każdej osobie widzę potencjał do dostrzeżenia relacji, które nas łączą. Widzę tęsknotę za pięknem krajobrazów, za chmurami, lasami, wodą, zwierzętami. Widzę w nas wszystkich tę samą iskrę, duszę relacji. Pole sentientne. Ono jest w nas, choć nie zawsze umiemy je nazwać. Każdy i każda ma możliwość postawienia pierwszego kroku w swoim tempie, w swoim czasie, słuchając własnego serca, zdrowia i wewnętrznego pola, które mówi do nas nieustannie. Czeka tylko, aż podkręcimy jego głośność i dostroimy się do jego fali.

A fale są wszędzie, tak jak światło. Kiedy jest falą, płynie. Kiedy podejmiemy decyzję, kiedy dokonamy pomiaru, światło staje się cząstką, realną i obecną, zdolną do działania. I tak samo jest z naszymi wyborami. Gdy tylko stają się cząstką, nabierają siły, która może przemienić świat. Nasz własny. I wspólny.

A Ty, w którym momencie swojej drogi jesteś? Co Cię powstrzymuje albo właśnie pcha do przodu?

Tekst Janusz Bończak
We all have the right to this. Go Vegan