Demokracja Przyrodnicza, to nie rewolucja
Żyjemy w demokracji, która dała nam wolność, prawa i możliwość współdecydowania, i to jest ogromny dorobek, na którym zbudowaliśmy nasze bezpieczeństwo. Jednak świat zmienia się szybciej, niż potrafimy na to reagować, i coraz trudniej udawać, że środowisko jest tłem, a człowiek treścią. Bo bez stabilnego tła, treść traci sens. Klimat się nagrzewa, miasta przegrzewają, rzeki znikają z mapy, a w wielu miejscach powietrze przestaje być bezpieczne. Nie jest to wina jednego rządu ani jednej epoki, tylko sposobu myślenia, w którym środowisko zawsze było „na potem”.
Iran jest jednym z najbardziej dramatycznych przykładów, bo susza trwa tam tak długo, że Teheran może przestać być miastem nadającym się do życia. Rzeki wyschły, poziom wód gruntowych spadł, a miliony ludzi mogą zostać zmuszone do migracji. Nie tylko przez wojny, ale też przez błędy w gospodarowaniu zasobami, nadmierne betonowanie i ignorowanie naturalnych granic. To nie jest fantastyka, tylko konsekwencja decyzji podejmowanych przez dekady.
Historia mówi to samo. Cywilizacje Majów czy Sumerów nie upadły przez brak technologii, ani słabe instytucje, tylko wtedy, gdy zabrakło im wody, żyznych gleb i lasów. Gdy środowisko, od którego zależało ich życie, przestało ich wspierać. Po wielu z nich zostały jedynie mury. Lekcja jest jasna: kiedy środowisko upada, człowiek upada razem z nim.
Demokracja Przyrodnicza, nie ma zastępować współczesnej demokracji, ani odwracać ludzi od świata, i nie jest ideologią, ani romantycznym powrotem do natury. To rozszerzenie pola widzenia. System, który mówi: człowiek jest ważny, ale jego życie zależy od jakości środowiska, w którym żyje. Środowisko nie stoi ponad człowiekiem, tylko jest przestrzenią, która ma mu służyć, i która nie powinna zagrażać jego bezpieczeństwu. Demokracja Przyrodnicza oddaje ludziom ich miejsce na Ziemi i przypomina, że troska o rzekę, powietrze czy las jest troską o własne życie.
Nie chodzi tu o porównywanie ludzi ze zwierzętami, tylko o prostą prawdę, że życie w betonowej puszce, oddychanie smogiem i jedzenie z plastiku nie jest celem żadnej cywilizacji. Rozwój nie polega na oddzieleniu się od świata, tylko na takim współistnieniu, które nie niszczy fundamentów życia. Dobre życie zaczyna się od czystej wody, powietrza, cienia, żyznych gleb i miejsc, w których człowiek może oddychać pełną piersią.
Pole sentientne może być w tym użytecznym drogowskazem, bo pokazuje świat jako sieć relacji, w której każda decyzja niesie konsekwencje. Uczy, że człowiek nie stoi obok środowiska, tylko jest z nim połączony. Kiedy dbamy o środowisko, dbamy o siebie, a kiedy je niszczymy, niszczymy własną przyszłość. To nie jest filozofia przeciwstawna nauce ani polityce, tylko perspektywa, która pozwala myśleć dalej niż do końca jednej kadencji.
Demokracja Przyrodnicza, nie wymaga rewolucji, tylko rozmowy, współpracy i świadomości, że prawa człowieka nie mają wartości, jeśli nie istnieją warunki, które pozwalają je realizować. To propozycja, żeby wprowadzić do współczesnej demokracji brakujący element: odpowiedzialność za środowisko jako fundament ludzkiego życia.
Czy Demokracja Przyrodnicza jest utopią? Nie. To praktyka codziennych decyzji. Tych, które podejmujemy w domu, przy stole, w pracy, w samorządach, w parlamencie. To sposób, w jaki traktujemy swoje otoczenie. Czasem wystarczy wyjść na spacer, posłuchać wiatru, napić się czystej wody, zobaczyć zwierzę obok siebie i poczuć, że to wszystko nie jest oddzielonym światem, tylko częścią naszego życia. Pozwolić się zobaczyć w świecie przyrody, jako całość.
Są miejsca, gdzie to wciąż jest możliwe, i są ludzie, którzy chcą, żeby było możliwe także jutro. Dlatego Demokracja Przyrodnicza nie jest rewolucją, tylko zaproszeniem do wspólnej rozmowy. Do rozmowy o tym, jak żyć tak, żeby świat naszych dzieci nie przypominał historii o upadłych cywilizacjach. Bo przyszłość, w której człowiek żyje godnie, zaczyna się od środowiska, które mu to umożliwia, i od demokracji, która potrafi zrobić dla życia aktualizację.
Tekst Janusz Bończak
