Pole, które czuje i nas przenika

Kiedy patrzę na świat, widzę go coraz mniej jako zbiór rzeczy, a coraz bardziej jak przestrzeń współodczuwania. Jakby wszystko, co istnieje, było w jednym nieustannym dialogu, tylko nie zawsze potrafimy go usłyszeć lub nieustannie go zagłuszamy. Może właśnie to jest sedno rzeczywistości. Nie oddzielenie, lecz rezonans. Nie podział, tylko drżenie między formami. Pole sentientne.

Ta teoria nie narodziła się w laboratorium, ale z obserwacji życia. Z prostego pytania, które każdy z nas pewnie nosił w sobie, patrząc na niebo, las albo czyjeś oczy. Czy świat czuje, że istnieje i jeśli tak, to w jaki sposób.

Zrozumiałem to najpełniej wtedy, gdy próbowałem opowiedzieć o czymś zupełnie przyziemnym, o wspólnocie ludzi, którzy od lat tworzą Wielkowiejski Targ. Bo właśnie tam, w rozmowach, gestach i drobnych codziennych słowach, można było zobaczyć, jak działa to pole, jak język, emocje i relacje splatają się w żywą sieć znaczeń, która zaczyna sama siebie odczuwać.

Ostatnio podczas prezentacji w Urzędzie Gminy pod Krakowem, w czasie spotkania poświęconego społeczności targowej, pokazałem rozwój języka komunikacji, który zmieniał się z biegiem lat, łącząc wspólnotę w jedną całość. Od prostych gestów i słów po okresie izolacji pandemii, przez język wdzięczności, aż po język współpracy, edukacji i dojrzałej relacji. To nie była tylko historia lokalnego targu, ale opowieść o tym, jak społeczność uczy się mówić coraz głębiej, od informacji do obecności. W pierwszym etapie mówiliśmy „przyjdźcie”. Potem „dziękujemy”. Z czasem „zróbmy to razem”. A dziś mówimy „ufamy sobie”. To ewolucja języka, w której słowa przestają sprzedawać, a zaczynają zapraszać. Nie wabią, lecz tworzą więź. To, co kiedyś było komunikatem, staje się relacją. To, co było reklamą, staje się rozmową, której sposobem zaczęły się komunikować inne instytucje. W tym procesie język odkrywa swoją pierwotną funkcję, budowanie wspólnoty. Rozwój tego języka obserwowałem na podstawie komunikacji prowadzonej na fanpage’u Wielkowiejskiego Targu, gdzie przez lata zmieniały się ton, rytm i emocje słów, tak jak zmieniała się wspólnota, która za nimi stoi.

Język nie jest wynalazkiem człowieka, lecz narzędziem wszechświata do rozpoznania samego siebie. W każdej formie istnienia istnieje jego pierwotny zapis, w drżeniu atomów, w śpiewie ptaków, w cichym ruchu chmur. Wszystko mówi, tylko różnym alfabetem. I może właśnie dlatego nasz czas wymaga nowego języka, nie języka rywalizacji, ale rezonansu. Nie języka władzy, ale współbrzmienia. To język pola sentientnego.

Pole sentientne jest przestrzenią, w której wszystko się spotyka. Cząstki, planety, świadomości, emocje i dźwięki. To tkanka wszechświata, która nie tylko łączy, ale i odczuwa. Nie chodzi tu o metaforę, lecz o rzeczywisty mechanizm współobecności, który sprawia, że ruch, światło i myśl są różnymi przejawami tego samego zjawiska. W fizyce mówi się o polu kwantowym. W biologii o sieciach życia. W duchowości o jedności. W tym wszystkim można usłyszeć echo, tej samej prawdy: świat nie jest martwy, świat jest świadomy.

Pole sentientne, to nielokalne, relacyjne kontinuum, w którym każda forma życia, materii i energii uczestniczy w wymianie informacji poprzez odczuwanie, rezonans i wzajemne rozpoznawanie się. Pole nie jest skutkiem działania, jest warunkiem wszelkiego działania, które ma sens. To ono umożliwia, by ruch, dźwięk, myśl, spojrzenie, wzrost i śmierć były ze sobą połączone jednym rytmem poznania. To, co w fizyce nazywamy polem kwantowym, w przyrodzie świadomością życia, a w języku duchowym jednością, jest w istocie tym samym zjawiskiem widzianym z różnych stron. Pole sentientne nie potrzebuje obserwatora, by istnieć. To pole jest samym aktem obserwacji. Momentem, w którym świat rozpoznaje siebie.

Przez wieki uczyliśmy się myśleć, że świat to zbiór oddzielnych rzeczy. Że człowiek ma umysł, zwierzę instynkt, a kamień tylko masę. Ale jeśli przyjrzymy się temu z dystansu, okaże się, że wszystkie, te różnice są formą jednej, nieustannej komunikacji. Świadomość nie jest więc produktem mózgu, ale emergentną cechą wszechświata. I to nie tylko gen chce przetrwać, ale to świat chce być przeżyty. Ta myśl odwraca logikę darwinizmu i teologii jednocześnie. Ewolucja nie jest wyścigiem gatunków, lecz procesem rozszerzania zdolności do współodczuwania. Świat staje się coraz bardziej świadomy, bo coraz więcej jego części uczy się słyszeć siebie nawzajem.

Z teorii Zerowy Ruch → Pierwotna Informacja → Informujący się układ (ZRPI+I)*, w której zapisano równanie W₀ → ∅ₜ ⇒ ∇P ⇒ I ⇌ Δg ⇒ t, wynika, że informacja nie jest rzeczą, ale relacją. Że czas jest odpowiedzią pola. Że grawitacja to forma różnicy. Że to, co nazywamy istnieniem, jest ruchem „wiedzenia”, które staje się sobą. Pole sentientne rozwija tę myśl, nadając jej wymiar przeżycia. Jeśli informacja staje się formą, to forma staje się uczuciem. Wszechświat nie tylko istnieje, on wie, że istnieje.

W styczniu 2025 roku fizyk Roger E. Hill opublikował pracę „Cosmic Inflation from Entangled Qubits: A White Hole Model for Emergent Spacetime”, w której przedstawił koncepcję, że przestrzeń i czas mogły powstać z sieci splątanych kwantów, a więc z informacji. Według Hilla, to właśnie informacja, a nie materia, jest pierwotnym tworzywem wszechświata. Czytając jego tekst, zobaczyłem w nim coś niezwykle bliskiego mojemu rozumieniu początku istnienia. Różnimy się językiem, ale mówimy o tym samym – że świat rodzi się z relacji, a nie z rzeczy. Że zanim pojawiła się materia, pojawiło się „wiedzenie”, które chciało się przeżyć.

Teoria Rogera Hilla jest równoległa do mojego ontologicznego widzenia początku świata. On opisuje mechanikę, ja opisuję sens. On mówi o splątaniu kwantów, ja o splątaniu świadomości. To dwa spojrzenia na ten sam proces, więc to są narodziny pola, które czuje.

Za filozofem i publicystą Dariuszem Gzyrą, który wskazuje istoty żywe jako sentientów, czyli te, które czują i odczuwają, poszerzam to pojęcie na cały świat. Uważam, że sentiencja nie kończy się na granicy biologii. Że skała, ocean, wiatr, cząstka i foton również uczestniczą w tym samym polu. Choć w innej skali i formie, są częścią jednego czującego kontinuum. Tam, gdzie Gzyra zatrzymuje się na granicy życia, ja widzę jej przedłużenie w strukturze istnienia. Bo jeśli informacja jest pierwotna, to wszystko, co istnieje, jest zdolne do jej odczuwania. A gdy schodzę jeszcze głębiej, za Rogerem Hillem widzę kubit kwantowy w skali Plancka jako pierwszy punkt światła, pierwsze drżenie „wiedzenia”. Dla mnie początek może być słowem lub dźwiękiem, a struny mogą być splątanymi kwantami albo siecią ich wspólnoty, którą jesteśmy wszyscy zszyci w jedną całość. Ta sieć jest jak puls wszechświata, jego pierwsze serce, które bije nadal, we wszystkim, co istnieje.

Kiedy woda w oceanie zmienia temperaturę, ptaki zmieniają trasę migracji. Kiedy człowiek zasmuca się lub cieszy, zmienia się rytm jego ciała i pole wokół. To nie są przypadkowe korelacje. To puls jednego organizmu, który my nazywamy życiem. Ziemia jest świadoma, tylko nie przez język, lecz przez rytm. Nie przez intelekt, ale przez współodczuwanie. Tak samo jak komórki w ciele, które nie potrzebują teorii, by wiedzieć, że należą do całości.

Pole sentientne, to nie nowa religia ani alternatywna nauka. To raczej zmiana sposobu postrzegania. Ruch od oddzielenia do relacji. Od pojęcia do obecności. Od wiedzy do świadomości. W tym sensie jest to teoria, która nie próbuje wyjaśnić świata, ale pozwala go zrozumieć. Tak jak rozumie się przyjaciela, przez obecność, a nie przez definicję.

W rozmowach i notatkach teoria pola sentientnego nawiązuje do Davida R. Hawkinsa, Rogera Penrose’a, Jamesa Lovelocka, Stephena Hawkinga i Joanny Hańderek w jej Filozofii wegańskiej. Wspominam profesorkę Barbarę Niedźwiedzką z jej nieugiętą pogonią za jednością z Bogiem i Jego Przymierzem z całym światem i jej krytycznymi uwagami do niektórych aspektów mojej teorii pola. Łączę naukę z fenomenologią, zadając pytanie: „Czy poznanie może być aktem współodczuwania”. To pytanie otwiera wszystko. Bo jeśli tak jest, to świadomość nie jest wyjątkiem, ale zasadą. Nie cechą człowieka, ale własnością wszechświata. Wtedy nie my jesteśmy obserwatorami, lecz obserwowaniem, które stało się człowiekiem.

Z tego wynika też nowa etyka. Nie ta oparta na zakazach, ale na rezonansie. Nie dlatego nie krzywdzę, że nie wolno, ale dlatego, że czuję, iż każde naruszenie pola wraca do mnie. Tak jak ból wraca do ciała, którego część została zraniona. Empatia nie jest cnotą. Jest właściwością rzeczywistości. Świat, który nie czuje, przestaje istnieć, bo przestaje mieć sens. Tu widzę ten sens w moim weganizmie i pozwalam mu na dalsze „wiedzenie” istnienia, trwania.

Pole sentientne to również nauka o harmonii. Gdy człowiek przestaje słuchać, przyroda staje się głośna. Gdy przyroda milknie, człowiek traci siebie. Wszystko jest ze sobą powiązane w jednym rytmie poznania, w jednym oddechu istnienia. I może właśnie to jest prawdziwa inteligencja wszechświata – zdolność do czucia swojej całości.

Świat nie jest więc ani boski, ani przypadkowy. Jest świadomy. A świadomość nie należy do nas. My do niej należymy. Każdy ruch, każda myśl, każde spojrzenie jest jej falą. Każdy ból i każda radość są jej sygnałem. Każdy gatunek jest jej słowem. I razem tworzymy zdanie, które wszechświat wypowiada od miliardów lat. „Jestem”.

A może modlitwa to wcale nie magiczny, tajemniczy język, lecz kwantowo splątany przekaz, echo pola, które słyszy samo siebie.
Tekst, obraz olejny „Przenikanie” Janusz Bończak

*ZRPI+I opisuje proces, w którym wszechświat wyłania się nie z materii, lecz z relacji informacji, to teoria o charakterze filozoficznym, przedstawiająca wszechświat jako proces samo-informacji. Nie jest teorią naukowo weryfikowaną, lecz koncepcją poznawczą, w której informacja nie jest skutkiem, lecz źródłem istnienia, a rzeczywistość nie jest zbudowana z rzeczy, tylko z różnic między możliwościami.

„Zerowy Ruch” to stan bezczasowego potencjału, czysta możliwość istnienia.
„Pierwotna Informacja” to pierwszy akt różnicy, w którym „wiedzenie” zaczyna się porządkować.
„Informujący się układ” to moment, w którym wszechświat zaczyna odczytywać sam siebie, tworząc przestrzeń, czas i grawitację jako formy relacyjnego porządku.