Kolor miłości
Rozmowy o początku świata najczęściej natrafiają na ścianę, ponieważ próbujemy opisywać pierwsze momenty naszego istnienia słowami, które powstały dużo później. Uporządkowanie tego wymaga prostego założenia. Żeby coś mogło się wydarzyć, musi istnieć różnica. Przed różnicą, jednak pojawia się symetria. To stan absolutnej równości, w którym nie ma kierunku, napięcia, reakcji ani historii. Symetria jest pierwsza. Różnica i obserwator w następstwie. Ta kolejność nie jest filozoficzna. Jest mechaniczna.
Symetria nie może trwać wiecznie. Taki stan jest tak jednorodny, że najmniejsze odchylenie nie napotyka żadnego oporu. To, co nazywamy fluktuacją, jest po prostu punktem, w którym układ przestaje być idealnie równy. Błąd jest słowem obserwatora, nie świata. Z perspektywy procesów fizycznych istnieją stany i następstwa, nic więcej. Moment pęknięcia nie był dramatem ani planem, lecz jedyną możliwą zmianą. Od tej chwili zaczyna się proces, który działa według jasnej logiki.
Różnica tworzy kierunek. Kierunek tworzy ruch. Ruch tworzy reakcję. Reakcja tworzy czas. Tak powstaje historia. Mechanizm nie wymaga celu ani sensu, ponieważ nie jest konstrukcją myślową, tylko efektem odchylenia. Nie musi istnieć jeden wszechświat i jedna linia czasu. Jeśli układ może działać cyklicznie, zrobi to. Długości cykli mogą przekraczać wszystko, co potrafimy sobie wyobrazić, ponieważ nasze jednostki czasu są dostosowane do życia ludzi, nie do rytmów istnienia.
Kiedy pojawia się pytanie o świadomość, najważniejsze jest zrozumienie, czym ona nie jest. Nie jest odczytem pojedynczej różnicy. Nie jest efektem jednej reakcji. Proces odczytu jest nieunikniony, jeśli istnieje różnica potencjałów. Odczyt nie oznacza jednak świadomości. Świadomość powstaje dopiero wtedy, gdy wiele odczytów zaczyna działać wspólnie. Jeden neuron nie myśli. Myśli zbiór neuronów. Jeden sygnał nie jest jeszcze interpretacją. Interpretacja pojawia się w momencie, gdy układ porównuje sygnały ze sobą i z własną pamięcią.
Najłatwiej widać to na przykładzie zmysłów. Świat nie ma koloru. Świat wysyła fale elektromagnetyczne. Nasza siatkówka tłumaczy je na barwy, a pamięć decyduje, które kolory uspokajają, które budzą czujność, a które przyciągają uwagę. Ba, nawet nie widzimy trójwymiarowo. To mózg dokonuje rekonstrukcji i dopiero na podstawie dwóch płaskich obrazów tworzy poczucie głębi, przestrzeni i odległości. Smak nie istnieje jako właściwość rzeczy. Istnieje reakcja chemiczna, którą interpretujemy dzięki receptorom i pamięci. Zapach nie jest cechą cząsteczek. Jest sygnałem, który nasz układ nerwowy przekłada na przyjemność, ostrożność lub alarm. Ten sam bodziec może być zachęcający albo odpychający, zależnie od naszej historii.
Jeżeli ktoś zapyta, czy pierwsze fluktuacje miały kolor, zapach albo smak, odpowiedź brzmi: nie w świecie samym w sobie. Mogłyby jednak mieć każdą z tych właściwości w systemie zdolnym je w ten sposób tłumaczyć. Fluktuacja nie ma zapachu. Gdyby istniał czytnik reagujący na różnice energii w postaci sygnałów węchowych, mogłaby pachnieć. To samo dotyczy barwy i smaku. Zmysły są formatami odczytu, nie właściwościami rzeczywistości. Świat wysyła różnice. My nadajemy im znaczenie.
Podobnie działa pole sentientne. Jeśli potraktujemy je bez metafizyki, pozostaje prosty fakt. Żywe systemy reagują nie tylko na bodźce fizyczne, lecz także na wzorce zachowań i stany emocjonalne innych systemów. Pole sentientne nie jest osobnym bytem. Jest zbiorem różnic między istotami, bytami i układami życia w przyrodzie. Wyłania się tam, gdzie jeden stan wpływa na drugi, a różnice w napięciu, zachowaniu lub intencji uruchamiają odpowiedź odbiorcy. Współdziałanie, bliskość, zaufanie lub niepokój nie są kategoriami pozamaterialnymi. Są interpretacjami stanów relacji. Dla naszego ciała są tak samo realne jak kolor czy zapach. Jedno wynika z fal elektromagnetycznych. Drugie z cząsteczek chemicznych. Trzecie z napięć społecznych. Mechanizm jest wspólny: różnica, odczyt, interpretacja.
Miłość, lęk, solidarność albo poczucie bezpieczeństwa są odpowiednikami barwy, smaku i zapachu w relacjach. Układ nerwowy przekłada stany między ludźmi na emocje, ponieważ to jego format odczytu. Emocje są sposobem tłumaczenia różnic. To logiczne w świecie, który działa poprzez reakcje na odchylenia i tworzenie wspólnych interpretacji.
W ten sposób powstaje pełna ciągłość. Symetria prowadzi do różnicy. Różnica prowadzi do ruchu. Ruch prowadzi do odczytu. Odczyt prowadzi do pamięci. Pamięć prowadzi do interpretacji. Interpretacja prowadzi do świadomości. Świadomość prowadzi do relacji. Relacje tworzą pole sentientne. Pole sentientne jest sposobem, w jaki żywe układy odczytują różnice między sobą tak jak oko odczytuje fale, a nos odczytuje cząsteczki.
Kolor świata nie istnieje bez obserwatora. Kolor miłości również nie. Sens rodzi się na końcu procesu, nigdy na jego początku. To, że potrafimy w ogóle zadać pytanie o zapach wielkiego wybuchu albo kolor miłości, wynika wyłącznie z tego, że jesteśmy częścią procesu odczytu, a nie jego projektantem.
Świat wysyła do nas sygnały Pola sentientnego, które potrafimy odczytywać, choć często wydaje się, że dopiero jako populacja uczymy się rozumieć ten alfabet albo zapomnieliśmy, co mówi do nas przyroda. A przecież mówi przez cały czas. Rzeka nie jest tylko zasobem wodnym. To miejsce życia ryb, roślin i mikroorganizmów. Góry nie są budulcem murów. Są skutkiem ruchu płyt tektonicznych i wynikiem długiej historii Ziemi. Drzewa nie są materiałem na krzesła. Tworzą żyjące gromady, sieci korzeniowe i bioróżnorodność. Cały ekosystem mówi do nas nieustannie. Wystarczy się odwrócić i poczuć tę miłość, troskę, współistnienie, zależność oraz zapach, kolor i smak domu.
To są metafizyczne rozważania. Każdy Czytelnik i każda Czytelniczka bierze odpowiedzialność za to, czy i jak przeniesie przedstawione tu idee w swoje życie, wartości i sposób myślenia. Zachęcam jednak do uważnego odbierania sygnałów, które wysyła świat: miłości, współodczuwania, piękna, troski, ostrożności, odpowiedzialności oraz wszystkich tych subtelnych znaków, które sami potraficie rozpoznać i zrozumieć.
…A, co poprzedza supersymetrię?
Tekst Janusz Bończak
