Wegetarianizm po chrześcijańsku

Spread the love
O. Stanisław Jaromi OFM Conv. Fot. Karolina Pękala / archiwum REFA

Jesteśmy powołani do odpowiedzialnego zarządzania Ziemią – przełamania chciwości, pychy panowania, posiadania, manipulowania, eksploatacji.

Fragment książki „Boska Ziemia”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019

„Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie pociągało za sobą negatywnych skutków dla istot żywych, ludzi i zwierząt, dziś i jutro” – napisał papież Benedykt XVI w orędziu z 1 stycznia 2010 roku, które jest doskonałą syntezą nauczania społecznego Kościoła w kontekście trudnych wyzwań współczesności.

Gdy przeczytałem książkę Andrew Linzeya „Teologia zwierząt”, zachwyciłem się ideą Bożej hojności oraz chrystologicznymi podstawami służby stworzeniu. Ową służbę wspomaga koncepcja Boga, który cierpi i współuczestniczy w cierpieniu stworzonych istot. Zainspirowany ową książką zacząłem pisać o wegetarianizmie i naszym stosunku do zwierząt.

Wiele mówimy o sprawach naszych domowych pupilów, psów czy kotów, chciałbym jednak raczej pisać o sytuacji dzikich zwierząt żyjących (jeszcze) w swych naturalnych środowiskach oraz o zwierzętach hodowlanych. Dziś o tych ostatnich, gdyż właśnie współczesna przemysłowa produkcja mięsa i wędlin oraz jej patologie wydają mi się największym wyzwaniem. Czy kupując mięso, zastanawiamy się, w jakich warunkach żyją zwierzęta przeznaczone na rzeź? Czy bierzemy to pod uwagę, sięgając po towary w sklepach?

Warto poznać wstrząsający dokument „Świński interes”, zwłaszcza że część zdjęć do niego powstała w wielkich fermach w Polsce. Oglądamy krajobraz zwierzęcej apokalipsy, która rozgrywa się w tłoku i gnojowicy. Efektem jest dramat zwierząt, zanieczyszczenie środowiska, żywność skażona antybiotykami czy rakotwórczymi dioksynami.

Po pierwsze, zachęcam do niejedzenia takiego mięsa. Wiemy, że w kuchniach wiejskich – polskiej, włoskiej czy francuskiej – jest bardzo dużo ciekawych dań bezmięsnych. A u nas znakomite pomysły znajdziemy w… kuchni postnej. Warto przypomnieć, że stare książki kucharskie zawsze miały rozdziały z daniami przeznaczonymi specjalnie na czas postu. Mamy mocną tradycję niejedzenia mięsa – czerpmy z tego!

Po drugie, warto się zastanowić, skąd wzięła się taka sytuacja wielkoprzemysłowej produkcji mięsa i dlaczego na nią przyzwalamy. Odpowiadając na to i rozbudowując kontekst naszej debaty, warto przywołać głosy analizy i ostrzeżenia, jakie znamy.

“Znakomite pomysły na dania bezmięsne znajdziemy w kuchni postnej. Mamy mocną tradycję niejedzenia mięsa – czerpmy z tego”

Jest ich sporo. Pozwólcie, że powołam się na jednego z klasyków myśli ekologicznej – Henry’ego Davida Thoreau. Lektura dzieł tego filozofa i artysty – jak zauważa profesor Tadeusz Sławek – ukazuje diagnozę, że społeczeństwo Zachodu dokonało specyficznego wyboru, naruszając równowagę między doświadczeniem bycia a technicznym i ekonomicznym postępem.

Nasza wspólnota nie jest już wspólnotą świata, lecz jedynie prowizoryczną wspólnotą wyłącznie ludzkich interesów. Wysiłek wypracowywania sensu został zastąpiony dążeniem do wzbogacenia się; niezależność jednostki wycofała się przed presją konformizmu. Dzieje filozoficznej i politycznej kultury Zachodu to historia napięcia między „neutralną bezinteresownością” ogołoconego świata a zawsze już „stronniczym”, „interesownym” sposobem, w jaki człowiek znajduje się w tymże świecie.

Wydaje się, że obecnie nastąpiła zdecydowana przewaga owego sposobu „interesownego”, wyrażająca się w absolutnej dominacji technologii i ekonomii nad całą złożoną rzeczywistością.

Nie brakuje oczywiście głosów sprzeciwu, wołania, że „świat nie jest towarem”, protestów przeciwko makdonaldyzacji społeczeństwa, przeciw modyfikacjom genetycznym organizmów, patentowaniu genomu istot żywych czy nasion, zamianie pracy zakochanych w ziemi ludzi na produkcję żywności, przeciwko przywłaszczaniu sobie wody – jednego z najcenniejszych darów Bożych i dobra wspólnego wszystkich – butelkowaniu jej i wstawianiu na półki sklepowe dla zysku nielicznych, eksploatacji najcenniejszych ekosystemów przyrodniczych na czele z Amazonią – „płucami świata”, i tak dalej. Jednak przeciętny konsument (również polski) wybiera to, co tańsze i promowane, zwykle nie interesując się, skąd to się wzięło na półce i czy niska cena nie kryje w sobie niszczącej eksploatacji przyrody albo niewolniczej pracy pracowników. Niestety…

Stanisław Jaromi OFM Conv., „Boska Ziemia”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019

To kilka moich przemyśleń. Więcej ich znajdziecie u Szymona Hołowni w jego książce-świadectwie Boskie zwierzęta” – polecam!

W kwestii jedzenia i rolnictwa warto postawić jeszcze kilka pytań. Czy Bóg Stwórca chce świata totalnie monokulturowego, ściśle kontrolowanego przez człowieka? Oto żywe istoty stworzone przez Boga, powstałe w czasie milionów lat ewolucji pod miłującym okiem Pana Świata, są dziś zamieniane w materiał dowolnie traktowany w laboratoriach globalnych firm. Dlaczego akcent kładzie się na technologię i prawa patentowe, pomijając tradycje rolnicze, lokalną kulturę upraw, współpracę między gospodarzami i ignorując ich odpowiedzialność i miłość do ziemi? Czy tworząc rolnictwo bez rolnika, nie skazujemy milionów mieszkańców wsi na nędzę i wykluczenie społeczne?

Takie pytania zadawałem sobie, spotykając się z Małopolskim Stowarzyszeniem Rolników Ekologicznych. Gdy szukałem czegoś, od czego mógłbym zacząć swoją wypowiedź, trafiłem na pojawiające się w mediach doniesienia anonsowane zachęcająco: „Jak za jednym zamachem rozwiązać problem globalnego ocieplenia, przeludnienia, dręczących ludzkość epidemii, chorób odzwierzęcych, niehumanitarnych warunków chowu i uboju zwierząt, jednocześnie przyczyniając się do rozwoju medycyny, ochrony środowiska naturalnego i jakże cennej bioróżnorodności?”.

O co chodzi? – zapytamy. Co to za cudo? Otóż zespół holenderskich naukowców eksperymentuje z mięsem tworzonym metodą badań in vitro i chce produkować kotlety z komórek macierzystych zwierząt hodowlanych. Na razie proces produkcji jednego burgera trwa mniej więcej osiem miesięcy i kosztuje dwieście pięćdziesiąt tysięcy euro. Naukowcy mają jednak nadzieję, że za dziesięć lub dwadzieścia lat postęp technologiczny pozwoli wytwarzać tanią wieprzowinę, wołowinę czy baraninę na skalę przemysłową.

Cieszyć się z tego czy smucić? Oto poważni ludzie za wielkie pieniądze, wspierani przez międzynarodowe instytucje i różnych ideologów, tworzą rolnictwo bez rolnika, proponując żywność o nieznanych właściwościach, którą chcą karmić nas, obiecując przy okazji bezmięsność owego „sztucznego mięsa”. Trudno przy tym ukryć olbrzymie zużycie energii na ową hodowlę oraz liczne antybiotyki i środki przeciwgrzybicze, gdyż mięsko pozbawione układu odpornościowego mogłoby się nam zepsuć.

“Oto żywe istoty stworzone przez Boga, powstałe w czasie milionów lat ewolucji pod miłującym okiem Pana Świata, są dziś zamieniane w materiał dowolnie traktowany w laboratoriach globalnych firm”.

Oto inny cytat: „Osiągnięcia genetyki, i szerzej biologii molekularnej ostatnich dziesięcioleci, przyniosły nowe, nieznane wcześniej możliwości modyfikowania genotypu organizmów na drodze biomanipulacji. Możliwości te zaczęto szybko i coraz szerzej wykorzystywać w medycynie i przemyśle farmaceutycznym oraz praktyce hodowlanej roślin i zwierząt”. W ten sposób profesor Zbigniew Mirek rozpoczyna prezentację wydawnictwa Komitetu Ochrony Przyrody PAN na temat GMO – organizmów genetycznie zmodyfikowanych. Z tomu wyłania się zarówno obraz stopnia rozpoznania zagrożeń ze strony GMO dla bioróżnorodności, jak i wiele innych problemów, które generują. A ja przekonuję się, że rację ma profesor Stanisław K. Wiąckowski, który w swych monografiach inżynierię genetyczną opisał jako „najpoważniejszy problem etyczny w historii nauki”.

Te tematy muszą sobie przemyśleć rolnicy i ogrodnicy, zwłaszcza że i papież Franciszek wskazuje pracę rolników jako szczególne powołanie służące Ziemi i innym ludziom. Jego noworoczne orędzie na 2014 rok, którego tematem jest braterstwo jako podstawa i droga do pokoju, zawiera kilka myśli inspirujących dla chrześcijańskiego ekologa. W punkcie 9. czytamy: „Rodzina ludzka otrzymała od Stwórcy wspólny dar: przyrodę. Chrześcijańska wizja stworzenia zawiera pozytywny osąd dotyczący ingerencji w przyrodę, aby czerpać z niej korzyści, pod warunkiem, że będzie to działanie odpowiedzialne, to znaczy szanujące wpisaną w nią »gramatykę« i mądrze używające zasobów, z korzyścią dla wszystkich, szanujące piękno, celowość i przydatność poszczególnych istot żywych oraz ich funkcję w ekosystemie”. I tu pojawiają się niezwykłe słowa o powołaniu do odpowiedzialnego zarządzania Ziemią – powołaniu, które wymaga przełamania chciwości, pychy panowania, posiadania, manipulowania, eksploatacji. Takim powołaniem szczególnie ważnym jest rolnictwo, które z jednej strony ma pielęgnować i zachować zasoby naturalne, a z drugiej – nakarmić ludzkość.

Tekst O. Stanisław Jaromi OFM
Fragment książki „Boska Ziemia”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019

Link do artykułu:
https://wiez.pl/2019/09/25/wegetarianizm-po-chrzescijansku/