Recenzja książki pt. “Boska Ziemia”

Filmik naszej koteczki Elmirki robiącej sobie manikiur ma więcej wspólnego z Planetą niż mylisz 

Tu zobaczysz Elmirkę na Boskiej Ziemi

Siostra Koteczka Elmirka (ta, która próbuje urwać sobie pazur) relaksuje się w promieniach Brata Słonce (ten, który daje to piękne jesienne światło) i w towarzystwie Siostry Winorośli (to ta w doniczce  )
A ja pisząc z radością obserwuję całe to moje Rodzeństwo. Brzmi jak wypowiedź schizofrenika? A może ktoś pamięta z dzieciństwa z lekcji religii opowieści o świętym Franciszku? To właśnie jego filozofia. Wszyscy i wszystko na tej Ziemi, ludzie, zwierzęta, rośliny i żywioły jesteśmy Braćmi i Siostrami. I gdybyśmy wszyscy żyli według tej filozofii i darzyli szacunkiem nie-ludzi takim samym, jakiego oczekujemy dla siebie, nie byłoby (lub byłoby znacznie mniej) cierpienia innych istot, nie stalibyśmy dzisiaj w obliczu katastrofy klimatycznej, a dzieci w Afryce nie bawiłyby się na wypiskach śmieci wyprodukowanych przez zamożnych obywateli Zachodu.

Z przyjemnością przedstawiam Wam:

“BOSKĄ ZIEMIĘ”, autorstwa franciszkanina o. Stanisława Jaromiego

W tym miejscu istotna będzie uwaga, że ja sama w tradycyjnym polskim znaczeniu jestem osobą BEZwyznaniową, pierwszy raz od lat sięgnęłam po pozycję osoby nieświeckiej i poczułam, że mimo tych “różnych przynależności” jesteśmy po tej samej stronie, na przyrodę patrzymy tymi samymi oczami i mamy ten sam stosunek do nadkonsumpcji. I to dla mnie bardzo piękne odkrycie  O tym też trochę jest ta książka. O “spotkaniu różnych religii zmierzających (różnymi drogami) do tych samych celów”. A tym celem jest “uchronienie stworzenia i żywiołów przed niesłusznym i bezrozumnym zniszczeniem”. Autor nie kryje też swojej niezgody na wyrwane z kontekstu interpretowanie cytatów biblijnych. Bo czy nie nazbyt często słyszymy jako usprawiedliwienie zjadania zwierząt czy wycinania lasów słowa “czyńcie sobie Ziemie poddaną”? Tymczasem o. Jaromi zwraca uwagę, że ochrona naszego wspólnego domu – Ziemi i istnień ją zamieszkujących możliwa jest tylko wtedy, gdy “uznamy je za stworzenia, wobec których człowiek na pewne zobowiązania, a nie za poddane jego samowoli”. Ludzie powinni być “stróżami świata stworzonego”, nie “panami stworzenia”.
Być może to już moja subiektywna ocena, ale w książce “wyczytałam” też pewien dystans do obecnej formy instytucji Kościoła, chociażby w stwierdzeniu, że “braterstwo pierwotnego Kościoła zostało zastąpione przez kult władzy” a “Magisterium Kościoła nie wypowiada się na temat roli zwierząt w Boskim planie”.
Natomiast wszyscy jako ludzie dostajemy pstryczka w nos czytając, że “jako ludzkość wyparliśmy wszystko, co nam przeszkadzało, osuszając, wycinając, betonując (…), zachowując się tak, jakbyśmy byli jedynymi mieszkańcami Ziemi”.

Bardzo mnie korci, żeby karmić Was kolejnymi mądrymi, naładowanymi wartościową treścią cytatami, zakończę jednak stwierdzeniem, ze to bardzo piękna, budująca poczucie prawdziwej wspólnoty, (nie)świecka pozycja dla wszystkich (nie)religijnych, którzy zdają sobie sprawę z problemu nadkonsumpcji i jej tragicznych skutków dla Planety. To książka wychodząca ponad odwiecznie dzielący ludzi problem wyznaniowy, zachęcająca do jednoczenia się w imię wspólnego nam wszystkim dobra – ochrony naszego jedynego domu, Ziemi.

Książkę otrzymałam w ramach mojej aktywności zawodowej dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak. Recenzja jest moją inicjatywą i nie otrzymuję z jej tytułu żadnego wygrodzenia.
(Przed publikacją recenzji samego o. Jaromiego nie miałam przyjemności poznać, ale ponieważ mieszka (już nie, jak mnie poinformował  ) w Krakowie, mam wielką nadzieję, że to kwestia czasu. Będę do tego dążyć).

Tekst Monika Dobija,
Fot. Wydawnictwo WAM

Istotnie tak!