Tolerancja?

Zawiłe dzieje sporu o tolerancję. Spotkanie i dyskusja z licealistami.

W Krakowie 17 grudnia 2019 roku, z inicjatywy uczennic i uczniów V Liceum Ogólnokształcącego im. A. Witkowskiego, odbyła się publiczna dyskusja wokół problemu tolerancji i jej braku w życiu codziennym. Autor miał przyjemność uczestniczyć w rozmowie, a poniższy tekst stanowi jej podsumowanie oraz zasygnalizowanie niektórych wniosków, do jakich wspólnie doszliśmy podczas spotkania z krakowskimi licealistami.
Zacznijmy od tego, jak obecnie rozumiany jest termin „tolerancja”. Słowniki etymologiczne, codzienne użycie oraz historia tego pojęcia wskazują, że aktualnie można wyróżnić trzy różne postawy, jakie przyjmują osoby określające się mianem mniej bądź bardziej tolerancyjnych względem ludzi, którzy ową tolerancję w nas budzą. Przyjmijmy tutaj, że osoby budzące w nas nastawienie tolerancyjne to jednostki lub grupy jakoś odstające od powszechnie obowiązujących norm, od oczekiwanych standardów czy wyznawanych obyczajów. Zatem tolerancję wywołują społeczni outsiderzy, ekscentrycy lub całe mniejszości społeczne, które nie spełniają wymogów arbitralnie narzuconej (przez władzę?) i zbiorowo uznanej „normalności”. Pierwszą wersją tolerancji, jaka przychodzi na myśl, wydaje się zdystansowane, emocjonalnie oziębłe, ale cierpliwe znoszenie lub wytrzymywanie obecności tych, którzy – pod pewnym względem – odróżniają się od społecznej większości. Takie też jest źródłosłowie terminu tolerancja, który funkcjonuje choćby w naukach przyrodniczych i ścisłych. Mamy niską bądź wysoką tolerancję np. organizmu na dany czynnik albo substancję. Przyjmując taką postawę, toleruję te osoby, które nie budzą mojej sympatii – traktuję je z obojętnością. Druga możliwa manifestacja tolerancji to racjonalne poszanowanie i wyrozumiałość, które zdają się angażować jakąś dawkę refleksji. Odmienne, wyróżniające się jednostki nie pozostają mi do końca obojętne, bowiem posiadam świadomość, że mają one swoje prawa, interesy czy godność, a ja mam pewne obowiązki moralne w relacji z tymi osobami. W wersji minimum jestem im winny poszanowanie, uznanie ich praw i podmiotowej autonomii. Trzecim synonimem tolerancji jest emocjonalnie cieplejsza postawa akceptacji, a nawet aprobaty. Wówczas odmienność postrzegam jako pozytywną wartość; korzystne wzbogacenie czy to wzajemnych relacji, czy też środowiska, w jakim współżyjemy.
Jeżeli zgodzimy się na występowanie, z różną intensywnością, powyższych form tolerancji w życiu publicznym, należy jeszcze krótko wspomnieć, z jakimi zjawiskami przeplatają się lub do jakich zagadnień bezpośrednio odnoszą się nasze zachowania (nie)tolerancyjne. Samo pojęcie tolerancji, od antycznych podbojów Imperium Rzymskiego, poprzez całą epokę średniowiecza (działalność Augustyna z Hippony i św. Tomasza z Akwinu), aż do schyłku okresu nowożytnego, najczęściej określało postawę wobec różnych mniejszości religijnych. Dopiero współcześnie, a więc od drugiej połowy XIX wieku zaczęto wiązać pojęcie tolerancji z szacunkiem i akceptacją szerzej rozumianej odmienności: społecznej, kulturowej, obyczajowej, etnicznej lub seksualnej. Można zasadnie wskazać, że dzisiejsze zagadnienie tolerancji związane jest z co najmniej czterema równoległymi problemami, które są być może nawet bardziej fundamentalne i trudne do rozstrzygnięcia. Pierwszym z nich jest zjawisko dyskryminacji oraz historia działań emancypacyjnych pewnych wykluczonych grup społecznych w kulturze Zachodu. Przypomnę tylko, że niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych zniesiono w roku 1865, ale dyskryminujące prawo, które legitymizowało nietolerancyjne, a wręcz agresywne zachowania, zmieniono dopiero w roku 1964. Gdy spojrzymy na wciąż powszechną dyskryminację płciową, prawa wyborcze kobiet w Polsce uchwalono już (dopiero?) w 1918 r. Ostatni przykład – skłonności homoseksualne zostały usunięte z listy zaburzeń psychicznych w 1973 roku, co nie znaczy, że od tamtego czasu występuje w społeczeństwie zwyczajowa tolerancja dla par homoseksualnych. Drugim problemem, którego dotyka kwestia tolerancji, jest pojęcie autorytarnego ustalenia normy, a więc tego, co już jest „normalne” a co jeszcze nie jest. Pytanie brzmi, kto i wedle jakich kryteriów powinien określać – i faktycznie określa – co należy uznać za normalność w codziennym życiu społecznym? Czy robi to nieświadomie ilościowa większość mieszkańców danego regionu, czy może grupa wyznaczonych (przez kogo?) specjalistów? A może punktem odniesienia dla normalności jest tradycja – to, co znane i bezpieczne? Trzecim problemem, jaki leży u podstaw dyskusji o tolerancji, jest dopuszczenie i uznanie względności wartości. Chodzi o akceptację wielości poglądów, odmiennych potrzeb, alternatywnych perspektyw – w tym poszanowanie tego, co obce, inne, nieznane – gdzie żaden wariant nie dominuje, a cała różnorodność jest równie prawomocna. Jest to głębszy konflikt pomiędzy bezpiecznym, konserwatywnym uniwersalizmem i potrzebą obiektywnej, nadrzędnej jedności a nastawionym na (ryzykowną) zmienność i ewolucję relatywizmem, który często przenika się z pluralizmem hierarchii wartości oraz subiektywnością pragnień, potrzeb czy preferencji. Ostatnie, czwarte zagadnienie to problem granic: tolerancji, wytrzymałości, cierpliwości, szacunku. Kogo akceptujemy i na czyich zasadach? Jakiego typu odmienność przekracza granice naszego przyzwolenia i wyrozumiałości?
Po tym nieco filozoficznym zarysie problematyki tolerancji warto przyjrzeć się krótko dziejom pojęcia: jak na przestrzeni historii kultury europejskiej kolejni intelektualiści radzili sobie z wyżej wspomnianymi kwestiami. Za pierwszego głosiciela postawy tolerancji można uznać Peryklesa, który około 430 r. p.n.e. wygłosił słynną mowę na cześć ateńskiej demokracji. Padły wówczas z jego ust znamienne słowa: „(…) nikomu, kto jest zdolny służyć ojczyźnie, ubóstwo albo nieznane pochodzenie nie przeszkadza w osiągnięciu zaszczytów. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności. W życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością w zachowanie się naszych współobywateli, nie odnosimy się z niechęcią do sąsiada, jeśli się zajmuje tym, co mu sprawia przyjemność. Nie rzucamy w jego stronę owych pogardliwych spojrzeń, które wprawdzie nie wyrządzają szkody, ale ranią”. Przytoczony cytat Peryklesa pochodzi z dzieła Tukidydesa zatytułowanego Wojna peloponeska (wykorzystałem przekład Kazimierza Kumanieckiego, wyd. Czytelnik, Warszawa 1988, s. 108). Kilkadziesiąt lat później Platon w swoim Państwie (Księga VIII) okazał się bardziej powściągliwy. Krytykując ustrój demokratyczny (to „tolerancyjni” przedstawiciele ateńskiej demokracji skazali Sokratesa na śmierć za rzekomą demoralizację młodzieży oraz bezbożność), nie pochwalał również postawy tolerancji dla odstępstw od powszechnie wyznawanych norm i obowiązków obywatelskich. Jak już było wspomniane, od czasów Cesarstwa Rzymskiego aż do późnego średniowiecza ewentualna tolerancja dotyczyła mniejszości religijnych, w tym problemu antysemityzmu. Intensywna dyskusja na temat tolerancji rozpoczęła się w Europie dopiero w XVI wieku, kiedy zaczęły się kolonialne podboje chrześcijańskiej Europy.
W 1516 roku ukazuje się praca Thomasa Morusa zatytułowana Utopia, w której autor nieśmiało jeszcze sugeruje religijną tolerancję w celach harmonijnego funkcjonowania społeczeństwa. Nieco odważniej, w swoich Próbach z 1580 roku, Michel de Montaigne piętnuje nietolerancję i prześladowania heretyków religijnych. Jednocześnie tacy myśliciele i naukowcy jak Giordano Bruno w 1600 i Galileusz około 1630 r. stają się ofiarami religijnej nietolerancji. Pierwszy stracił życie, przypisując „boski” atrybut nieskończoności obserwowalnemu, fizycznemu kosmosowi, drugi uniknął śmierci na stosie, lecz był prześladowany z powodu głoszenia teorii heliocentrycznego układu planet. Zaawansowane rozważania wokół tolerancji rozpoczyna dopiero publikacja Listu o tolerancji – traktatu Johna Locke’a z 1689 r. Była to silna reakcja myśliciela na społecznie fatalne konsekwencje realizacji starej zasady (jeszcze z XVI w.) „kogo władza, tego religia”. Locke zwraca uwagę władzy na konieczność religijnej tolerancji różnych wyznań chrześcijańskich, aby powstrzymać makiaweliczną taktykę zaprowadzania ładu poprzez brutalny prozelityzm i dążenie do jednej religii państwowej. Oficjalna, państwowa religia staje się wówczas fanatyczną ideologią, która legitymizuje ingerencję władzy w prywatne życie poddanych. Jeżeli nawet judaizm bądź nieprotestanckie odłamy chrześcijaństwa w jakiejś mierze buntowały przeciwko aktualnej władzy, nigdy nie powinny być surowo karane. Locke uzasadnił, nieco pragmatycznie, konieczność stosowania postawy tolerancji jako cennego instrumentu politycznego, dzięki któremu władza rozwiązuje problem zgodnego współżycia odmiennych grup kulturowych czy wyznaniowych. Co więcej, racjonalnie rzecz biorąc, dla danej grupy wyznaniowej nie istnieją „obiektywnie” fałszywe lub błędne systemy religijne, zatem wszelkie faworyzowanie danych rytuałów lub wyznań jest nielogiczne. Niemal osiemdziesiąt lat później stanowisko to wzmocni Voltaire wydanym w 1767 r. Traktacie o tolerancji. Będzie w nim zwalczał główne źródła nietolerancji, dyskryminacji i wykluczania, jakimi są zabobony, głupota czy nienawiść. Należy tutaj dodać, że przypisywana Voltaire’owi popularna sentencja „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć” nie była jego autorstwa. To słowa angielskiej pisarki Evelyn Hall, która w 1907 roku opublikowała biografię francuskiego filozofa i takimi słowami podsumowała stanowisko Voltaire’a, a przynajmniej jego umiłowanie wolności. Musiało minąć kolejne dziewięćdziesiąt lat, aby John S. Mill w rozprawie O wolności z 1859 r. ponownie podniósł problem tolerancji jako wymogu stabilnego funkcjonowania każdej społeczności. Tym razem postawa tolerancji wyjaśniana była nie tylko jako efekt racjonalnego działania, ale też jako naturalna konsekwencja pluralizmu poglądów, potrzeb i wartości w każdej wspólnocie. Ludzie, w całej swej różnorodności, rozwijają się i samodoskonalą dzięki wzajemnym kontaktom, wymianie doświadczeń, pomysłów oraz idei. W silnie zróżnicowanym kulturowo środowisku postawa tolerancji była gwarantem efektywnego rozwoju społecznego i kulturowego. Jeżeli każdy z nas jest odpowiedzialny (przed społeczeństwem) za ten fragment postępowania, który dotyczy innych ludzi, to granicą zarówno wolności, jak i tolerancji będzie wyrządzanie krzywdy drugiej osobie, a więc łamanie prawa. Do problematyki powrócono ponownie po kolejnych stu latach – filozof Karl Popper opublikował w 1963 roku dzieło Społeczeństwo otwarte, w którym dowodził – wzorem liberalnej refleksji Johna S. Milla – że dla dobra ogółu społecznego konieczne jest nie tylko publiczne krzewienie tolerancyjnych postaw, ale równie istotne powinno stać się (w ramach rozsądnie praktykowanej tolerancji) odmawianie owej tolerancji wobec wszelkich przejawów przemocy, a więc wobec nietolerancji. Bezgraniczna tolerancja, podobnie jak literalny, bezkrytyczny pacyfizm są bardziej szkodliwe dla całej zbiorowości niż pomocne. Innymi słowy, tolerancja – niczym wolność – posiada granice i wręcz musi być wyhamowana w obliczu bezprawia i moralnego zła (np. naruszenia cudzej godności i dóbr osobistych lub przemoc fizyczna). Kończąc ten krótki rys historyczny, warto wspomnieć Johna Rawlsa, który w 1971 roku opublikował Teorię sprawiedliwości. W pracy tej Rawls analizuje zachowania tolerancyjne, które – dla bezpieczeństwa i samoobrony społecznej przed groźnymi jednostkami – muszą posiadać hamulce, a także wyraźne granice. Prawo do suwerenności, bezpieczeństwa i do samoobrony jest, zdaniem Rawlsa, zdecydowanie ważniejsze niż konieczność akceptacji pewnych treści – zwłaszcza gdy owe treści stają się społecznie niebezpieczne (choćby mowa nienawiści, słowna dyskryminacja i podsycanie do przemocy).
Najciekawsze, moim zdaniem, dwa wnioski, jakie można wyciągnąć z dyskusji wokół postawy tolerancji oraz jej braku w przestrzeni publicznej, brzmią następująco:
1. Społeczny ład i stabilność nastrojów nie musi się opierać na tradycyjnym, mocno anachronicznym podtrzymywaniu problemów cielesności, seksualności i płci jako zjawisk obyczajowo „wstydliwych”. Zamiast wypierania tych tematów z debaty publicznej należałoby – w imię edukacji prowadzącej do tolerancji – przełamywać społeczne tabu zmysłowości: postawić na merytoryczną edukację i zmianę języka, a ostatecznie – zmianę kolektywnego stosunku do ciała i płci. To kwestie od stuleci tabuizowane przez kolejne panujące struktury władzy. Być może skuteczną metodą wzmacniania tolerancji względem mniejszości społecznych, wykluczanych ze względu na płeć i orientację seksualną, byłoby odejście od wypierania i sublimacji tych aspektów życia, które tradycja europejska uznała za „wstydliwe”. Wówczas uczenie się szacunku, akceptacji oraz tolerancji byłoby procesem stopniowej desublimacji, czyli akceptacji cielesnych popędów i biologicznych wymiarów życia. W efekcie społeczna moralność dokonałaby istotnego skoku ewolucyjnego.
2. Strach przed tym, co inne, obce, nieznane jest skutecznym narzędziem sprawowania władzy. Zarządzając strachem obywateli (poprzez wskazywanie „wrogów” i podsycanie nienawiści w społeczeństwie), władza również określa kogo i na jakich warunkach tolerujemy. Wszak to aktualnie rządzący zawsze decydują, które grupy i postępowania należy jeszcze tolerować a które już prześladować – to władza strzeże nieprzekraczania granic normalności ku (niebezpiecznej) inności. Jeśli się z tym zgodzić, to warunkiem rozwoju autentycznej postawy tolerancyjnej byłoby ujawnienie, jak obecne, opiniotwórcze autorytety cementują podziały, wzmacniają uprzedzenia i generują dyskryminację. Emancypacja wykluczanych grup oraz świadoma tolerancja powinny stać się naturalną reakcją na kulturową różnorodność, relatywizm wartości i pluralizm światopoglądowy. Uświadomiona, ale też bezpieczna wielość obyczajów, wartości, norm i prawd pozwala zaadaptować się jednostce do sytuacji braku nadrzędnie obowiązujących prawd i norm, a ów brak nie jest odbierany jako rodzaj zagrożenia. Tolerancja byłaby wówczas tożsama postawie zorientowanej na sukces całej wspólnoty; na dobro kolektywne, niezależnie od indywidualnych różnic.
Choć złożony problem tolerancji i jej braku został tutaj ledwie zasygnalizowany, to nie pozostał on obojętny dla krakowskiej młodzieży licealnej. Samodzielne inicjatywy uczennic i uczniów szkół średnich są ewidentnym dowodem na zaangażowanie się najmłodszych grup społecznych w poprawę naszych relacji społecznych. Ich działalność świadczy o wzroście świadomości i wrażliwości na nietolerancję, a także o niezwykle budującej motywacji do włączenia się w proces budowania wspólnoty społecznie dojrzałej i moralnie odpowiedzialnej. Miejmy nadzieję, że wkrótce doczekamy się kolejnych inicjatyw młodzieżowych.

Tekst dr hab. Marcin Urbaniak,
fot. Janusz Bończak

dr hab. Marcin Urbaniak – pracownik naukowy krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN, gdzie zajmuje się głównie etyką środowiskową, neuroetyką oraz moralnością w świecie zwierząt. Organizator cyklicznych konferencji naukowych poświęconych zagadnieniom dobrostanu i praw zwierząt oraz ochrony przyrody; autor specjalistycznych publikacji z zakresu etyki, ekologii, filozofii umysłu i ewolucji. Prywatnie realizuje się jako aktywista społeczny, współpracując z organizacjami pozarządowymi, w których zajmuje się edukacją ekologiczną, a także koordynacją działań i projektów na rzecz ochrony zwierząt oraz przyrody.

Organizatorzy spotkania na swojej stronie piszą o sobie: – Jesteśmy grupą 6 licealistów, którzy wspólnie postanowili stworzyć projekt społeczny – „Niezwolnieni z tolerancji”, mający na celu przybliżenie młodzieży problemu tolerancji oraz rozszerzenie wiedzy na jej temat. Spotkanie pt. „Tolerancja na przestrzeni dziejów”
z dr. Marcinem Urbaniakiem odbyło się 17.12.2019 r. w Krakowie.

Tekst opublikowany w “Istocie” nr 1/2020

Prosimy o wsparcie naszej pracy redakcyjnej:

Serdecznie zapraszamy do wykupienia prenumeraty na rok 2020 (100 zł z wysyłką)
https://sklep.istota.info/pl/c/Prenumerata/17

lub wydania cyfrowego (4 zł):
https://sklep.istota.info/pl/p/Dwumiesiecznik-Spoleczno-kulinarny-Istota-12020.-Wydanie-cyfrowe.-Prosze-wybrac-w-dostawie-ODBIOR-OSOBISTY.-1/62

wydania papierowego (8 zł + koszty wysyłki):
https://sklep.istota.info/pl/p/Dwumiesiecznik-spoleczno-kulinarny-Istota-12020.-Wydanie-papierowe./61

Istotnie tak!