Czy zwierzęta mają Levinasową twarz?

Emmanuel Levinas (1906-1995) – francuski filozof fenomenolog, twórca etycznej filozofii spotkania, koncepcji „twarzy Drugiego” i etycznego zobowiązania, które ona ewokuje, zapytany przez swoich uczniów, czy wąż ma twarz, odpowiedział: – Nie wiem.  Kilka słów o tej etycznej koncepcji, zanim powiem, dlaczego ją tu przywołuję.

Etyczność nie istnieje, mówi Levinas, poza relacją między jednym i drugim człowiekiem. Na określenie sposobu, w jaki przedstawia się nam Drugi, Levinas wprowadził koncepcję „twarzy”. Twarz to jakby zdolność czy sposób prezentowania się, mówiący o istocie człowieka. Jedyny sposób komunikowania o swojej tożsamości. Składa się na to i wszystko to, co cielesne, powierzchowne: rysy, koloryt, charakterystyczne cechy, ruchy, ale także wyraz oczu, sposób bycia i jeszcze coś więcej – tajemnica. Twarz komunikuje, że spotkany Drugi jest absolutnie jedyny i że ma niedostępne wnętrze. Twarz spotkanego Drugiego wyrażająca jego istotę, inność, niepoznawalność, ale i nawiązująca z nami kontakt, mówi: bądź dla mnie dobry, nie krzywdź mnie, nie zabijaj, pomóż. Twarz Drugiego zobowiązuje nas – ludzi do etycznego zachowania.
Każda relacja z Drugim jest według Levinasa etyczna. Dlaczego? Drugi – zawsze ode mnie inny – z jednej strony domaga się respektu, ale z drugiej jest bezbronny, można go skrzywdzić, zabić. Jego tajemnica może drażnić, jego bezbronność prowokować. Jeszcze jedno, etyka Levinasa ma wymiar metafizyczny. Tajemnica Drugiego, według filozofa, otwiera nas na transcendencję. Twierdził, że w nigdy do końca niepoznawalnej twarzy Drugiego ukryty jest ślad jego Stwórcy. Ślad nadający człowiekowi godność.
Levinas ograniczał swoją koncepcję do człowieka. Pytany przez swoich uczniów, czy zwierzęta też mają twarz, nie wykluczał, że można próbować odpowiedzieć na to pytanie na gruncie filozofii. Sam nie spróbował rozszerzyć koncepcji „twarzy”, „Drugiego” i „śladu Boga” na zwierzęta, ale w tym roku ukazał się interesujący zbiór esejów kontynuatorów filozofa: „Face to Face with Animals. Levinas and Animal Question” pod redakcją Petera Attertona i Tamary Wright (Sunny Press, New York 2019), którzy tę próbę podjęli.
Twierdzą oni, że zwierzęta spełniają wszystkie wymogi, aby być dla człowieka Levinasowym Drugim: są indywiduami, czują, odczuwają ból, niektóre z nich wchodzą z nami w relacje i podobnie jak człowiek, a może nawet bardziej przez swoją jeszcze większą odmienność, tajemniczość kierują nasze myśli ku transcendencji, ku Stwórcy. Są Drugim – kimś, wobec kogo mamy moralne zobowiązanie bycia dobrym.
Czy uczniowie Levinasa mają rację? Czy zwierzę ma twarz, czy może być dla człowieka etycznym Drugim?  Nie jestem filozofem, ale mam doświadczenie bliskości ze zwierzętami i nie mam wątpliwości, że tak. Myślę, że każdy, kto bliżej poznał jakieś zwierzę wie, że to jedno, które lepiej poznaliśmy, ma swoją osobowość, indywidualny charakter, unikatowe cechy. Że każde jest inne. Jeżeli mamy dwa psy, trzy koty, konie, krowy, nie pomylimy ich ze sobą. W oczywisty sposób są indywiduami. Podobnie jak twarz człowieka, tak i „twarz” poznanego bliżej zwierzęcia staje się czymś dalece więcej niż tylko fizyczną formą. Staje się tym jedynym – pyskiem, ryjem, dziobem, wyrażającym istotę tylko tego jednego stworzenia. Ale doświadcza tego tylko ten, kto się do zwierzęcia zbliży.
Niestety, ta wiedza dotyczy współcześnie przeważnie tylko domowych pupili. Rzadko w podobny sposób znamy konia, krowę, świnię. Nawet ludzie na wsi coraz rzadziej mają okazję być ze zwierzętami tak blisko, aby zobaczyć ich twarze. Widok konia na łące przy gospodarstwie, krów na pastwisku, świń w chlewie staje się coraz rzadszy. Zwierzęta znikają z naszego otoczenia. Dzisiejsze dzieci mogą być ostatnie, które mogą zobaczyć krowę na łące, świnię w zagrodzie, kury grzebiące na trawniku przed domem. Nie poznają ich potrzeb, zachowań, nie dotkną. Nie doświadczą indywidualności.
Na to będzie się nakładał zawsze obecny psychologiczny fenomen wypierania związku między produktem a żywą istotą. Jedne zwierzęta – własne psy, koty, świnki morskie – ludzie kochają, płaczą, gdy chorują, umierają, a mięso kupują beznamiętnie i jedzą bez poświęcenia jednej myśli temu, co jest na talerzu. Taka psychologiczna wybiórczość. Z jednej strony zachwyt nad przyrodą, przywiązanie do ulubionych pupilów, a z drugiej strony zupełna obojętność na cierpienie zwierząt w cyrkach, hodowlach, eksperymentach. Dlaczego tak się dzieje?
Oczywiście, możemy przywołać wiele innych powodów ludzkiej obojętności. Po pierwsze, wieki filozofowania, które, skupione na człowieku, budowało przepaść między nim a zwierzęciem. Po drugie, religia chrześcijańska, której popularna choć niezgodna z jej prawdą i duchem wykładnia (powtarzane przez tysiące lat bez głębszej refleksji słowa: „czyńcie sobie ziemię poddaną”) usprawiedliwiała w oczach wiernych tak naprawdę każde wykorzystanie zwierzęcia dla dobra człowieka. Dodajmy jeszcze tradycję, która mięso zadekretowała jako symbol dostatku, świętowania, coś, wokół czego toczą się nasze społeczne rytuały. Dodajmy obrzędy myśliwskie, świąteczne uczty, weselne stoły uginające się od mięsa. To wszystko zamurowało, obezwładniło wyobraźnię. Dodajmy powszechny brak wiedzy o zachowaniach zwierząt i o ich najbardziej podstawowych potrzebach. Na przykład wiedzy o tym, że kura, by być kurą, musi grzebać w ziemi, że świnia musi taplać się w błocie, że papuga potrzebuje latać wiele kilometrów w ciągu dnia, aby być papugą, że krowa ma macierzyńskie instynkty i cierpi, gdy zabiera się jej za wcześnie cielaka, że samotny pies bez kontaktu z człowiekiem popada w depresję.
Czy jednak wystarczyłaby ta wiedza, abyśmy mogli przezwyciężyć tradycję, stereotypy i zaczęli o zwierzętach myśleć inaczej na co dzień? Wydaje się, że nie. Człowiek, jak wspomniałam, łatwo wypiera wiedzę, która mu nie pasuje, budzi lęk czy poczucie winy. Oprócz wiedzy potrzebna byłaby jeszcze empatia. A tej nie da się nauczyć bez spotkania z drugą żywą istotą, bez osobistego poznania, popatrzenia jej w oczy. Jak się ma takie doświadczenie, to już łatwiej jest przenosić wynikającą z niego wiedzę na inne, podobne istoty, nawet te osobiście nieznane. Zaczyna działać wyobraźnia.
O tym, o spotkaniu i o usłyszeniu drugiej żywej istoty mówią kontynuatorzy Levinasa i dlatego włączenie ich myśli w obszar rozważań nad zmianą naszych relacji ze zwierzętami wydaje mi się tak obiecujące. Ta filozoficzna koncepcja zwraca bowiem uwagę na to, jak bardzo ważne dla zaistnienia etycznego zobowiązania jest spotkanie twarzą w twarz. Kiedy przestaniemy spotykać zwierzęta, kiedy całkiem zaniknie postrzeganie związku między żywymi czującymi istotami a mlekiem, mięsem, futrem, jajkiem, jeszcze trudniej będzie mówić o empatii, o moralności? Mięso nie ma twarzy.
A przecież zwierzęta zamknięte w hodowlach ją mają. Dobitnie pokazują to rzadkie wypadki, kiedy wydobywają się z anonimowości, z masy. Świnia uciekająca z ciężarówki w drodze do rzeźni, krowy z Deszczna, tygrysy uratowane z transportu, konkretny poparzony miś koala natychmiast pokazują swoją wyjątkowość. W istocie tych wyodrębnionych zwierząt nic się nie zmieniło, tylko to jedno, że dla ludzi przestały być tylko gatunkiem, dostały szansę pokazania, że są indywiduami. I natychmiast stały się podmiotem etycznych rozważań. Wdarły w obszar moralności. Spotkaliśmy je twarzą w twarz.
Niestety, to rzadkie przypadki. Inne krowy jadą cały czas do rzeźni, anonimowo stoją w boksach przypięte do dojarek, nieznane nikomu tygrysy umierają w ciężarówkach. Karpie, które być może już niedługo nie będą zabijane na oczach kupujących czy w domu, tylko za murami ubojni bez okien, jeszcze rzadziej będą budziły litość niż teraz. Miliardy zwierząt zamkniętych w hodowlach nie mają szansy pokazać, że są cierpiącymi indywiduami, pojedynczymi krowami, cielakami, świniami, kurami, rybami. Bezlitośnie eksploatowanymi Drugimi. Nie usłyszymy, że wołają o bycie dla nich dobrym. Żadne z nich nie stanie się Drugim, dopóki nie zaczniemy o nich myśleć jak o pojedynczych Drugich.
Autorzy esejów zawartych w „Face to Face with Animals” próbują takie myślenie zaszczepiać. W odróżnieniu od tych etyków, którzy w swojej argumentacji za objęciem zwierząt moralnością posługują się dowodami na samoświadomość niektórych, na ich altruistyczne czy nawet moralne zachowania, kontynuatorzy Levinasa zwracają uwagę na cechy podstawowe, które w zupełności wystarczają, abyśmy zrewidowali nasz stosunek do zwierząt. Te cechy to podobny do ludzkiego indywidualizm i niepoznawalność oraz zdolność do odczuwania bólu i śmiertelność. Przyjęcie, że każde zwierzę, podobnie jak człowiek, ma twarz daje filozoficzną podstawę dla człowieczych zobowiązań natury etycznej. Dla osób wierzących intuicja, że ta indywidualna twarz jest śladem Stwórcy, daje temu etycznemu zobowiązaniu dodatkowo fundament religijny.
Problem, co zrobić ze zwierzętami, z którymi trudno jest człowiekowi nawiązać relację? Wydaje się, mówią niektórzy etycy, że tam, gdzie mamy jakiekolwiek wątpliwości, lepiej jest zrobić założenie, że jeszcze nie potrafimy odczytywać sygnałów Levinasowego wołania o bycie dobrym, niż dowiedzieć się za kilka lat, jak je krzywdziliśmy.
W moim dzieciństwie obserwowane w wannie karpie okazywały swoją twarz. Każdy był inny i stawał się dla mnie niejadalny. Czy i jak cierpią deptane w trawniku owady, muszki owocówki? Czy mrówka ma twarz dla pasikonika? Nie piętrzmy problemów. Levinas też nie rozważał, o ile wiem, czy ludzie, z którymi mamy utrudnioną komunikację, ją mają. Zajmijmy się tym, co nauka mówi nam o czuciu, zachowaniach i potrzebach, już teraz, względnie jasno. Tej wiedzy jest wystarczająco dużo.
Dla mnie po lekturze esejów ważne, bardziej niż kiedykolwiek, wydaje się przywracanie zwierząt naszej codzienności. Jak? Gdybym to miała gotowe recepty!
Może muszą powstawać ogrody ze zwierzętami gospodarskimi, może na większą skalę powinny być dostępne wczasy w gospodarstwach hodujących zwierzęta, a w szkołach – wycieczki w teren, lekcje oswajające ze zwierzętami? A równolegle, miejmy nadzieję, że rosnąca świadomość ekologiczna sprawi, iż będą powstawać ekologiczne humanitarne małe hodowle, w których zwierzęta nie będą kartezjańskimi maszynami, tylko będą traktowane z wrażliwością i z szacunkiem. Może stopniowo stanie się to wzorem i da do myślenia innym, a drogie mięso zwierząt, żyjących zgodnie ze swoimi potrzebami, stanie się obiektem pożądania, snobizmu?
Może papież Franciszek pójdzie jeszcze dalej w swoim domaganiu się poszanowania Stworzenia i ogłosi szczegółową listę grzechów przeciw dobrostanowi zwierząt?
Pobożne życzenia, mrzonki? Nie traćmy nadziei. Róbmy, co się da, by przywrócić twarz zwierzętom. Nie zapominajmy też słów Alberta Schweitzera: „Losem każdej prawdy jest stanie się przedmiotem żartów, zanim stanie się czymś ogólnie przyjętym”.
Tekst dr hab. Barbara Niedźwiedzka,
fot. Janusz Bończak

dr hab. Barbara Niedźwiedzka
jest informatologiem specjalizującym się
w obszarze zdrowia publicznego i nauk medycznych,
emerytowanym pracownikiem naukowym UJ,
działaczką na rzecz praw i dobrostanu zwierząt
oraz środowiska, redaktorką portalu

www.opowiedzzwierze.pl

Tekst opublikowany w “Istocie” nr 1/2020

Prosimy o wsparcie naszej pracy redakcyjnej:

Serdecznie zapraszamy do wykupienia prenumeraty na rok 2020 (100 zł z wysyłką)
https://sklep.istota.info/pl/c/Prenumerata/17

lub wydania cyfrowego (4 zł):
https://sklep.istota.info/pl/p/Dwumiesiecznik-Spoleczno-kulinarny-Istota-12020.-Wydanie-cyfrowe.-Prosze-wybrac-w-dostawie-ODBIOR-OSOBISTY.-1/62

wydania papierowego (8 zł + koszty wysyłki):
https://sklep.istota.info/pl/p/Dwumiesiecznik-spoleczno-kulinarny-Istota-12020.-Wydanie-papierowe./61

 

Istotnie tak!