Zszywanie wspólnot
W ramach Wielkowiejskiego Targu w Galerii Bronowickiej nie rozmawialiśmy wyłącznie o stoiskach, produktach i lokalnych smakach. Tak naprawdę rozmawialiśmy o tym, czy w świecie coraz bardziej rozproszonym da się jeszcze budować miejsca prawdziwego spotkania. O tym, czy wieś i miasto mogą nie tylko istnieć obok siebie, ale realnie się wspierać. I o tym, czy targowisko może być czymś więcej niż przestrzenią sprzedaży. Może. I właśnie dlatego warto o nim mówić poważnie.
Podczas panelu, który odbył się 3 kwietnia o Mądrych Wioskach i relacji wieś-miasto najmocniej wybrzmiał nie sam pomysł współpracy, ale potrzeba tworzenia miejsc wspólnoty. Takich, do których ludzie przychodzą nie tylko po zakupy, ale też po kontakt, rozmowę, pamięć miejsca i poczucie, że nie są obok siebie przypadkiem. Rozmowę z prof. Joanną Hańderek, Eweliną Dziwak radną dzielnicy IV Krakowa oraz Tomaszem Bielakiem radnym gminy Wielka Wieś o Mądrych Wioskach i Przedmieściach w Mieście prowadził Janusz Bończak.
Profesor Joanna Hańderek bardzo trafnie ujęła fundament całej sprawy:
„Miasto zależy od wsi, a wieś od miasta”.
To jedno zdanie porządkowało całą rozmowę. Bo przecież wszyscy intuicyjnie wiemy, że tak jest. Miasto potrzebuje żywności, zaplecza, ludzi, pracy, oddechu i krajobrazu. Wieś potrzebuje miasta jako przestrzeni wymiany, usług, edukacji, kultury i rynku. A jednak bardzo często ta oczywista zależność nie przekłada się na codzienną współpracę.
I właśnie tu ważny był głos radnego gminy Wielka Wieś Tomasz Bielak, który mówił nie z poziomu teorii, ale z doświadczenia miejsca, które w krótkim czasie bardzo się zmieniło. Zwrócił uwagę na to, że Modlniczka coraz bardziej staje się miejscem zamieszkania ludzi przyjezdnych, którzy pracują w Krakowie, ale nie zawsze są jeszcze związani z lokalną wspólnotą. Powiedział wprost:
„Trzeba ich aktywizować. Największym problemem jest integracja – żeby ludzie wyszli z domów, przyszli do nas i zaczęli robić coś wspólnie”.
To bardzo ważne zdanie. Pokazuje, że wspólnota nie tworzy się sama tylko dlatego, że ludzie mieszkają obok siebie. Potrzebuje impulsu, zaproszenia, miejsca i zdarzenia. Potrzebuje czegoś, co wyciąga ludzi z ich prywatnych światów.
Tym czymś może być właśnie targ, piknik lub zwykłe spotkanie sąsiedzkie. Ale nie rozumiany wąsko, jako kilka stoisk i obrót towarem. Bardziej jako lokalna platforma spotkania. Miejsce, w którym obok produktów są rozmowy, warsztaty, historia miejsca, działania charytatywne, gotowanie, wspomnienia seniorów, wyprzedaż garażowa, sąsiedzkie poznawanie się.
I tu bardzo mocno wybrzmiał również głos radnej Dzielnicy IV Krakowa Eweliny Dziwak, która opowiadała o Bronowicach Wielkich i o tym, jak rozrastające się osiedla zmieniają dawną tkankę społeczną. Zwróciła uwagę na problem dobrze znany wielu dzielnicom i miejscowościom podmiejskim: obok dawnych mieszkańców pojawiają się nowi, ale nie ma jeszcze przestrzeni, która naprawdę by ich połączyła. Mówiła uczciwie:
„Nie mamy jeszcze takiej nici porozumienia i takiej wspólnej przestrzeni dla integracji i dla wspólnych działań”.
To zdanie powinno wybrzmieć mocno, bo ono nie dotyczy tylko Bronowic. Dotyczy dziś wielu miejsc wokół dużych miast. Ludzie żyją blisko, ale nie razem. Mijają się, ale nie znają. Zamieszkują tę samą okolicę, ale nie mają wspólnego rytmu.
Dlatego idea targowisk rozproszonych wydała się podczas tej rozmowy tak cenna. Nie jako efektowny projekt, ale jako bardzo praktyczna odpowiedź. Rozproszone targowiska to przecież nic innego jak próba tworzenia lokalnych punktów styku. W różnych dzielnicach, osiedlach i sołectwach. Blisko ludzi. Blisko ich codzienności. Nie raz do roku, ale cyklicznie, naturalnie, sąsiedzko.
Profesor Joanna Hańderek nazwała to bardzo celnie:
„To jest poznawanie się, to jest budowanie relacji, to jest właśnie takie oddolne skrzykiwanie się”.
Właśnie oddolne. To słowo dużo mówi. Bo w tej rozmowie ważne było także to, że obok dużych idei padły bardzo konkretne obserwacje. Tomasz Bielak mówił o wydarzeniach organizowanych w Modlniczce, o Dniu Pieczonego Ziemniaka, Dniu Dziecka, sprzątaniu świata, działaniach OSP, wyprzedażach garażowych i o tym, że właśnie takie inicjatywy najlepiej uruchamiają mieszkańców. Szczególnie gdy włączają się w nie dzieci i młodzież. Padło też bardzo mocne spostrzeżenie, że prawdziwymi mieszkańcami staną się dopiero dzieci tych, którzy dziś dopiero się tam osiedlają.
Z kolei Ewelina Dziwak pokazała, że po stronie krakowskiej też jest gotowość do działania, ale pojawia się znany wszystkim mur procedur. Jednocześnie nie zatrzymała się na narzekaniu. Wniosła do rozmowy coś bardzo ważnego: konkretną gotowość do testowania rozwiązań. Mówiła o działaniach stowarzyszenia Łączymy Bronowice, o piknikach, akcjach integracyjnych, planowanym punkcie aktywizacji mieszkańców i o możliwej przestrzeni, w której można by pilotażowo połączyć pchli targ z lokalnymi produktami Wielkowiejskiego Targu.
To był ważny moment tej rozmowy. Bo nagle teoria zaczęła przechodzić w praktykę.
Nie bez znaczenia było też to, że Tomasz Bielak zwrócił uwagę na prostą, ale niezwykle ważną różnicę między gminą a dużym miastem. W Modlniczce łatwiej jest korzystać z gminnych terenów i organizować wydarzenia bez nadmiernej papierologii. W Krakowie to wygląda inaczej. I właśnie dlatego rozmowa o wspólnych targach rozproszonych nie może być tylko marzeniem. Musi dotknąć procedur, własności terenu, możliwości organizacyjnych i praktyki współpracy między samorządami oraz lokalnymi środowiskami.
Ale z drugiej strony ten sam panel pokazał, że nie wszystko trzeba zaczynać od wielkich uchwał. Czasem trzeba po prostu zacząć od jednego miejsca, jednego wydarzenia, jednego pilotażu. Od sprawdzenia, czy ludzie przyjdą, czy będą chcieli się spotkać, czy lokalna żywność i lokalna pamięć rzeczywiście mogą stworzyć nową jakość wspólnoty.
Ważny był również wątek jedzenia. Nie tylko jako produktu, ale jako nośnika pamięci, kultury i relacji. Tomasz Bielak mówił o dawnych przepisach i smakach, które wracają dzięki takim inicjatywom. Z kolei profesor Joanna Hańderek zwracała uwagę, że coraz więcej osób świadomie szuka żywności bliższej, zdrowszej i bardziej lokalnej.
To wszystko układa się w jeden obraz. Targowisko rozproszone nie jest tylko miejscem sprzedaży. Jest próbą odbudowy tego, co po drodze zgubiliśmy: sąsiedztwa, lokalnego obiegu, wspólnego czasu, pamięci i zaufania.
Dlatego w tej rozmowie równie ważna była perspektywa Joanny Hańderek, która nadawała sens i kierunek, jak i bardzo konkretne, osadzone w rzeczywistości głosy Tomasza Bielaka i Eweliny Dziwak. To oni pokazali, że temat nie dotyczy abstrakcyjnego modelu, tylko realnych miejsc, realnych mieszkańców i realnych przeszkód, które trzeba przepracować.
I może właśnie dlatego ten panel był ważny. Bo nie skończył się na diagnozie. Zaczął szukać pierwszego kroku, którym mogłoby być formalne Partnerstwo w działaniach pomiędzy sołectwem Modlniczka i IV dzielnicy Krakowa, bo wspólnota nie powstaje od samego mówienia o wspólnocie. Powstaje wtedy, gdy ktoś w końcu mówi: sprawdźmy. Rozstawmy stoły. Zaprośmy ludzi. Zobaczmy, czy da się być razem nie tylko od święta, ale naprawdę.
Janusz Bończak, fot. archiwum, Wojciech Żaliński
