Słabość, która może być siłą

Podczas jednego z paneli Wielkowiejskiego Targu 27-28 lutego w galerii Factory Kraków  w Modlniczce rozmawialiśmy o czymś, co w Małopolsce widać bardzo wyraźnie – o relacji miasta i wsi. O tym, jak bardzo jesteśmy blisko siebie geograficznie, a jednocześnie jak często funkcjonujemy osobno. Kilkanaście kilometrów od Krakowa zaczyna się świat, który przez stulecia kształtował region: świat niewielkich gospodarstw, rodzinnych tradycji i krajobrazu, który do dziś decyduje o charakterze tej części Polski.

W tym dniu Wielkowiejski Targ otwierał radny i gospodarz Modlniczki, Tomasz Bielak. W kilku spokojnych zdaniach przypomniał historię miejsca, które w ciągu jednego pokolenia zmieniło się bardzo wyraźnie.

– Na przestrzeni ostatnich 25 lat można zauważyć duży napływ nowych mieszkańców. Dawniej Modlniczka miała wyraźnie rolniczy charakter. Mieszkańcy pracowali często w Krakowie, ale jednocześnie uprawiali swoje pola. Zwykle były to niewielkie gospodarstwa, dwa czy trzy hektary ziemi. Z samej ziemi trudno było się utrzymać, ale ta ziemia była częścią życia i tożsamości.

Dziś ta rzeczywistość wygląda inaczej. Ziemia często zamienia się w osiedla, a wieś staje się przedmieściem. Wraz z nowymi mieszkańcami pojawiają się inne potrzeby: drogi, infrastruktura, komunikacja, przestrzenie wspólne.

– Największym wyzwaniem jest dziś integracja mieszkańców – mówił Tomasz Bielak. – Dlatego takie wydarzenia jak Wielkowiejskie Targi są ważne. To miejsce, gdzie ludzie mogą się spotkać, porozmawiać, zrobić zakupy i zobaczyć coś więcej niż tylko produkt.

W rozmowie uczestniczył również Piotr Szopa kierownik z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Krakowie. W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat struktury rolnictwa w Małopolsce – i na coś, co przez wielu ekonomistów bywa uznawane za problem. Chodzi o rozdrobnienie gospodarstw.

– Średnia powierzchnia gospodarstwa w województwie małopolskim to około pięciu-sześciu hektarów – wyjaśniał Piotr Szopa. – To znacznie mniej niż w wielu innych regionach kraju. Mamy bardzo dużo gospodarstw małych.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak słabość. W czasach wielkiej produkcji rolnej, globalnych łańcuchów dostaw i ogromnych gospodarstw liczonych w setkach hektarów małe pola nie wydają się szczególnie konkurencyjne.

A jednak właśnie w tej słabości kryje się coś znacznie ciekawszego.

– Jeżeli chcemy produkować bardzo dużo, na wielką skalę, bardzo trudno jest utrzymać najwyższą jakość – zauważył Piotr Szopa. – W małych gospodarstwach jest to łatwiejsze. Można bardziej zadbać o produkt.

W Małopolsce widać to szczególnie wyraźnie. Region ma jedną z największych w Polsce liczb produktów regionalnych i tradycyjnych, w tym także tych objętych europejskimi oznaczeniami jakości. Nie jest to przypadek.

– To wynika właśnie z tej struktury gospodarstw – tłumaczył Piotr Szopa. – Mamy dużo sadów, gospodarstw warzywniczych i produkcji niszowej. Produkujemy mniej, ale często lepszej jakości.

Podczas rozmowy pojawił się jeszcze jeden paradoks współczesności. Mamy świetne produkty rolne w odległości kilku lub kilkunastu kilometrów od Krakowa, a jednocześnie wielu mieszkańców miasta ich nie zna i z nich nie korzysta.

– Dlaczego mieszkając dziesięć kilometrów od siebie mieszkaniec Krakowa nie zna rolnika, który produkuje warzywa?

Odpowiedzi było kilka. Zmienił się sposób robienia zakupów. Dominuje handel wielkopowierzchniowy. Wiele osób nie ma czasu, by jechać na targowisko. Wiele miejsc sprzedaży lokalnej żywności zniknęło albo znalazło się pod presją inwestycyjną.

A jednak widać też coś odwrotnego. Coraz więcej osób zaczyna szukać jakości.

– W naszej gminie często pojawiają się pytania w mediach społecznościowych, gdzie kupić naturalnie wyprodukowane jajka czy warzywa – mówił Tomasz Bielak. – I bardzo szybko pojawiają się odpowiedzi. Ludzie wskazują konkretne gospodarstwa.

To pokazuje, że potencjał istnieje. Problem nie polega na braku produktów. Problem polega raczej na tym, że brakuje miejsc spotkania.

Właśnie dlatego targowiska, kooperatywy spożywcze i krótkie łańcuchy dostaw zaczynają dziś wracać do rozmów o przyszłości rolnictwa.

– Rolnik nie zawsze musi stać na targu cały tydzień – zauważył Piotr Szopa. – Czasem wystarczy jedno miejsce i jeden dzień w tygodniu. Ludzie zamawiają wcześniej, rolnik przywozi produkty i sprzedaje całą produkcję.

Wszystkie te rozwiązania mają jednak wspólny punkt. Nie chodzi wyłącznie o logistykę ani o sposób sprzedaży.

Chodzi o relację.

Bo gdy kupujemy warzywo z półki w sklepie, widzimy tylko produkt. Gdy kupujemy je od rolnika, widzimy człowieka, gospodarstwo i historię miejsca.

I być może właśnie w tym tkwi największa wartość małopolskiego rolnictwa. W świecie wielkiej produkcji jego przewagą nie jest skala. Jego siłą jest jakość, różnorodność i bliskość między producentem a odbiorcą. To słabość, która może okazać się przewagą.
Rozmawiał, tekst Janusz Bończak, fot. archiwum WWT