Dzień kabanosa
Ma być cienki, z mięsa suszonego, odpowiednio wędzonego, w wielu smakach, dostępny, tani. Kabanos ma nawet swój dzień, to 26 lutego, właśnie wtedy obchodzony jest dzień kabanosa. Nieco wcześniej bo 4 lutego obchodzony był Światowy Dzień Rzeźnika i Przemysłu Wędliniarskiego. 6 czerwca będzie obchodzony Światowy Dzień Mięsa, na który planowane są dyskusje i spotkania producentów mięsa, dotyczące wyzwań jakie stają przed sektorem mięsnym. Zmiany klimatyczne, konkurencja, możliwość pozyskania odzwierzęcego białka to coś co najbardziej niepokoi owych producentów. Do tych dat trzeba dodać wszystkie święta, gdzie na całym świecie sankcjonuje się rytualny ubój zwierząt. I tak mamy pięknie oprawioną, doprawioną, pełną narracji o zdrowiu, smaku i tradycji opowieść z naszego codziennego terroru.
Normalizacja przemocy wobec zwierząt nastąpiła bardzo szybko. Wraz z ze zniewoleniem zwierząt nazwanym dość eufemistycznie udomowieniem skala przemocy wobec zwierząt rozrosła się do codzienności. Człowiek budował swój świat na nieustannym katowaniu, mordowaniu, zmuszaniu do niewolniczej pracy, wykorzystywaniu zdolności i siły zwierząt. Przyglądając się całej historii ludzkich dokonań, od byka ciągnącego radło przez osła tyrającego przy żarnach, konia harującego w kopalni po współczesne zwierzęta katowane w laboratoriach, zabijane w rzeźniach na całym świecie, non stop, 24 godziny na dobę zwierzęta są wykorzystywane i w sposób nienormatywny niszczone. Nawet tak zwane dzikie zwierzęta nie są wolne od ludzkiego okrucieństwa, zaczynając od polowania, po ekobójstwo jakie robimy budując nowe miasta, dzielnice, czy drogi, zwierzęta pozbawiane są życia i terenów ich bytowania.
Czytając wspomnienia z czasów wojny, oglądając filmy, słuchając ostatnich świadków wydarzeń z II wojny światowej czujemy lęk pierwotny, odrazę moralną do zła tamtych czasów. Najbardziej przerażające są opowieści o nadzorujących żołnierzach, którzy wychodząc z obozu koncentracyjnego szli do domu do swoich rodzin i tam przeistaczali się w ciepłych i kochających ludzi. Dwie twarze oprawcy zawsze nas zadziwiają. Tylko, że to nasz błąd założenia, że człowiek nie może być równocześnie i okrutny i dobry. Tę swoistą schizofrenię moralną przećwiczyliśmy już bardzo dawno, od samego zarania budowania kultury: na naszym postępowaniu wobec zwierząt. Ta sama osoba, bez większego przeskoku mentalnego, bez większego wahania potrafi być dla zwierzęcia okrutna i dla drugiego człowieka dobra. I nic się nie zmienia w samym człowieku. To zwyczajne oddzielenie, selekcja, gdzie jednych uznaje się za rzecz, a innych za osoby, gdzie jednych traktuje się jak towar a innych jak podmiot. Dla jednych mamy system przemocy, dla innych cały zestaw złożonych uczuć.
To nie zło w naszej naturze. Człowiek nie jest ani dobry, ani zły. To nie dewiacja, to nie szaleństwo. To zwykła socjotechnika, przyzwyczajenie, tradycja, od pokoleń wypracowane przekonanie, że tak już jest, tak właśnie się postępuje, na tym właśnie polega życie. To założenie, że zwierzęta się zjada, pracuje nimi, że to one nam służą. Od czasu neolitu człowiek wypracował w sobie mur dzielący go emocjonalnie i empatycznie od zwierząt. Dlatego właśnie gdy drugiego człowieka uzna się za zawierzę można go bezkarnie mordować. Z tego powodu kobiety często przyrównywano do zwierząt i mówiono o ich irracjonalności, nierozwiniętych zdolnościach poznawczych, instynktach, czy emocjach, aby je porównać do zwierzęcia, a przez to deprecjonować i bezkarnie uprzedmiotowić.
To nie zło a cały łańcuch pokoleń, kolejno rodzących się ludzi, przyzwyczajanych już od dzieciństwa, że ubój jest świętem, a jedzenie mięsa normą. W religijnych narracjach znajdziemy cały szereg przepisów wskazujących na to, jak zwierzę może być mordowane i z jakich okazji. W tradycjach na całym świece kuchnia wiąże się ze zjadaniem zwierząt, a ilość przepisów, zasada gotowania, wędzenia, pieczenia, duszenia staje się jeszcze jednym momentem ugruntowującym w nas przekonanie, że zwierzęta się zabija i zjada. W całym tym wielopokoleniowym procesie nie zło stanowiło o takim podejściu do zwierzęcia tylko najpierw walka o przetrwanie, a potem walka o status (w wiekach dawnych jadł mięso ten kto miał władze i takie możliwości), czy awans społeczny (dla osób wchodzących w świat elit ekonomicznych jedzenie mięsa staje się znakiem ich nowej przynależności).
Święto kabanosa ujawnia coś jeszcze: bezrefleksyjność. Sięgamy po te produkty, które zostały dla nas przygotowane. Jemy to, co nam dają: najpierw rodzice, a potem producenci. W sklepie nie kończy się droga zwierzęcia a zaczyna jego wędrówka do rzeźni – nasze bezrefleksyjne działanie napędza bowiem całą spiralę. Idąc za głosem tradycji, reklamy, marketingu, promocji i okazji, a także biegnąc w pośpiechu przez pułki sklepowe i łapiąc to, co jest pod ręką wpisujemy się w ten pradawny i stary nurt wyzysku. Niemożność podjęcia refleksji czy niechęć wobec zastanowienia się jak wielkie jest cierpienie zwierząt pozwala by przemoc trwała nadal. Przyjmując, że to, co mamy jeść jest właściwe, bez zadania pytań, bez niepokoju czy moralnej niepewności pozwalamy by proceder trwał nadal.
Człowiek nie jest z natury dobry czy zły, tylko sterowalny przez społeczne normy i kulturowe przyzwyczajenia. Bardzo trudno odejść od przyzwyczajeń z dzieciństwa, od powszechnego założenia, że właściwe jest takie właśnie postępowanie. To nie polityka i ekonomia, nie wielkie firmy produkujące żywność, a nasze kulturowe uwarunkowania stają się największym zaślepieniem. To dlatego weganizm nie jest rozpoznawalny jako etyczny styl życia, a jako wyzwanie, prowokacja, czy głupota. Współczesna reakcja (Backlash) wobec weganizmu pełna jest agresji wobec osób wegańskich tylko dlatego, że podważają one zasadność wszystkiego tego, do czego ludzie przyzwyczaili się by wierzyć i uznawać za normę. Łatwiej nienawidzić tych, którzy wskazują nam zło postępowania niż zmienić same przyzwyczajenia. Zresztą do złości i przemocy jesteśmy od zawsze przyzwyczajeni, stąd nienawistna reakcja przychodzi nam jako pierwsza. Dzień kabanosa, tak samo jak światowy dzień rzeźnika i inne mięsne święta nie są niczym innym, jak ukojeniem niepokoju spowodowanego alternatywnym systemem moralnym. Dla osób nierefleksyjnych, czy tych, które nie nauczyły się dyskutować z tradycją, patrzeć krytycznie na kulturę, czy tych, które nie zdaja sobie sprawy z kulturowego warunkowania weganizm jest męczący i bolesny.
Na szczęście dla nas i wszystkich istot żyjących kultura się zmienia. Wprawdzie jest to trudny proces, ale ciągle ewoluujący. Dlatego dzisiaj praw kobiet, dzieci czy pracowników nikt nie kwestionuje, dlatego dzisiaj konwencja genewska chroni uchodźców, a poczucie sprawiedliwości powoduje, że wojny jakie toczą się poza naszym krajem budzą w nas przerażenie i moralną odrazę. Dlatego osób wegańskich jest coraz więcej. Kultura się zmienia, wystarczy tylko dostrzec co w niej nas warunkuje, a potem to przepracować. Krok po kroku. Na szczęście. A fakt, że wiele firm produkujących mięso produkuje też jego roślinne zamienniki oznacza jedno: nasze jednostkowe, konsumpcyjne decyzje mają znaczenie. statystyka działa. Więc szczęśliwego dnia kabanosa bezmięsnego. Wszystkiego dobrego roślinnego w imię Zwierząt.
Tekst Joanna Hańderek, grafika Elżbieta Bińczak-Hańderek
