Hejt nasz powszedni
„Złapany jak idiota”, „Dno”, „Źli ludzie”, „Zły człowiek”, „Idiotka”, „debil” „kompromitacja” – to tylko niektóre tytuły jakie można znaleźć na pewnym kanale, pewnego samozwańczego, internetowego dziennikarza śledczego. Nie jest to zresztą jedyna taka strona i nie jest to jedyny taki człowiek. Coraz więcej osób uzurpuje sobie prawo by nie tylko analizować cudzą postawę, pracę, inicjatywy, czy zachowanie, ale również wartościować i oceniać. I tak hejt stał się naszym hejtem powszednim. Mowa nienawiści zatryumfowała. Powiedzieć coś o politycznej poprawności oznacza narażenie się na … hejt – ponieważ polityczna poprawność dla wielu z nas oznacza zakłamanie i zafałszowywanie rzeczywistości. Grzeczność, dobra mowa, staranie by nikogo nie oczernić, nie pomówić, czy zwyczajnie nikomu nie zrobić przykrości – traktowane są jako brak wnikliwego myślenia, słabość, czy brak właściwych poglądów.
Hejt zaczyna się od tego, gdy uznajemy, że wiemy lepiej jak jest i mamy prawo do tego by ogłosić to światu. Bez zażenowania, bez skrupułów zaczynamy się wówczas wykłócać z każdą osobą, która stanie nam na drodze. Drugim krokiem prowadzącym do hejtu jest uznanie, że skoro jesteśmy mądrzy, bo wiemy jak jest, mamy prawo pouczać innych i wytykać im błędy. Bardzo często bez warsztatu rzetelnego dziennikarstwa, bez zastanowienia się, co może powiedzieć nam czy poczuć druga strona, nawet nie pytając jak myśli i jakie ma poglądy, zaczynamy wielką kampanię Jedynie-Słusznych-Wartości-i-Postaw. Hejt nie bierze jeńców, uruchamiając postawę zabij, bij, nienawidź, niszcz.
Osoba hejtująca może początkowo mieć dobre intencje, być może nawet chce poprawy losu innych, czy widząc w jej mniemaniu nieprawidłowości chce nawrócić na właściwą drogę. Problem jednak w tym, że przekracza granice etyczne w relacjach międzyludzkich. Hejt zaczyna się wówczas, kiedy człowiek uzurpując sobie wiedzę, równocześnie przyznaje sobie prawo do bycia i tym, kto wie i tym, kto może egzekwować od innych by się podporządkowali, oraz pozwala sobie by oceniać i pouczać. W ten sposób hejt zaczyna być formą walki o to, co rzekomo wartościowe, słuszne, jedyne. Gdy problem eskaluje hejt w swej nieustępliwości staje się nienawiścią, zaślepiającą i pozwalającą na najgorsze inwektywy czy bolesne argumenty ad personam.
Żyjemy w czasach przemocowych, często jednak nawet nie zdajemy sobie sprawy z przemocy nas otaczającej. Przyzwyczailiśmy się do wojny jako stanu permanentnego i naturalnego – dlatego nawet nie rejestrujemy ile wojen obecnie toczonych jest w świecie. Do wojny w Ukrainie, która początkowo była szokiem tylko dlatego, że dzieje się w Europie, tuż na granicy naszego państwa, już zdołaliśmy się przyzwyczaić. Tak samo jak nie robi na nas większego wrażenia obrzucanie się inwektywami przez polityków, publicystów, tak samo jak nie zwracamy uwagi na przekleństwa i wulgaryzmy, tak w przestrzeni publicznej jak w życiu prywatnym. Rasizm z jego ukrytymi formami nie zniknął wraz z końcem kolonialnych imperiów. Klasizm zmienił swoje oblicze, dlatego osoby w kryzysie ekonomicznym czy w kryzysie bezdomności często spotykają się nie tylko z pogardą, ale również z niechęcią czy nienawiścią. Przepędzanie osób w kryzysie bezdomności z miejsc publicznych czy złe traktowanie ludzi żyjących na ulicy to tylko jedna z form ukrytego klasizmu. Tak samo jak niechęć do uchodźców czy agresja wobec nich staje się widoczny znakiem rasistowskich przekonań. Do tego seksizm, ableizm, ageizm czy gatunkowizm wplecione w nasze kulturowe wzorce raz po raz dają o sobie znać.
W tej kulturze przemocy powszechnej można łatwo pomylić dociekliwość z czepianiem się, czy agresywnym inwigilowaniem osoby uznanej z zła, czy niewłaściwą. Tak samo zadawanie pytań i chęć dowiedzenia się co się dzieje, łatwo można pomylić z nagonką i prześladowaniem, czy nękaniem. W kulturze nienawiści zapomnieliśmy, że debata to wymiana poglądów, a nie wzajemne, personalne obrzucanie się inwektywami czy wzajemne obwinianie się. Nie dajemy sobie szansy na wyjaśnienie, nie słuchamy argumentów, nie przyjmujemy do wiadomości, że można na cały problem spojrzeć inaczej.
Od dłuższego czasy trwa nagonka na Gieniutkowo. Komentarze, artykuły, materiały wideo przekonują swoich odbiorców, że osoby prowadzące ten ośrodek są złe, chciwe, wykorzystujące zwierzęta, oszukują, żerują na naiwności darczyńców. Osoby prowadzące Gieniutkowo postawiono pod pręgierzem i linczuje się je publicznie za wszystko: charakter, wygląd, zakupu jakie robią, ich prywatne historie. A przy tym wszystkim wymieniane są raporty kontroli i uchybienia jakie zostały znalezione podczas kolejnych kontrolnych badań. Co charakterystyczne pewne argumenty cały czas się powtarzają, bez weryfikacji, czy nadal jest w Gieniutkowie tak jak materiał krytyczny na to wskazuje.
Załóżmy teraz przez chwilę, że cała hejterska fala płynąca na ośrodek w Gieniutkowie jest ruchem ludzi, którym leży na sercu dobro zwierząt. Od razu pojawia się jedno pytanie: dlaczego ci ludzie nie zrobią nic by pomóc? Jeżeli widzą tyle błędów, zaniedbań, dlaczego nie podpowiadają jak naprawić sytuację, a jedynie wymieniają kolejne zarzuty i skupiają się na osobach prowadzących ośrodek? Jeżeli zarzuca się malwersacje czy oszustwo dlaczego sprawy nie zgłasza się na policji, czy w prokuraturze? Problem z hejtem dokładnie na tym polega, że łatwo, a dla niektórych nawet przyjemnie, się krytykuje, hejtuje, a już o wiele trudniej pomaga, czy współpracuje. Krzykliwe nagłówki o „złych ludziach”, czy kolejnych rzekomych dowodach na oszustwo, mogą przyciągnąć widzów, podnieść oglądalność, rozwinąć zasięgi, ale nie będą pomocą, walką o poprawę losu zwierząt, czy ukróceniem rzekomo złych praktyk. Bez rozprawy sądowej, bez orzeczenia sądowego wyroku, już uznaje się za „winnych”, już wartościuje się jako „złych” wystawiając jak pod pręgierzem, na ogląd publiczny skazańców.
Frontalny atak na Gieniutkowo to symptom naszych przemocowych czasów. Nie mam zamiaru oceniać samego ośrodka, nie mam zamiaru ani go bronić, ani potępiać. Chodzi mi o sam mechanizm działania, w którym zbierane materiały na temat tego ośrodka nie służą poprawie żyjących w nich zwierząt, nie stanowią materiału służącego do pracy nad ulepszeniem działania tego miejsca. Tak naprawdę wytwarza się rozrywkę dla ludzi, którzy znudzeni swoją codziennością znajdują temat do rozpatrywania, rozpalają emocje, stają się rozrywką, jaką kiedyś były publiczne egzekucje, wymierzanie kar cielesnych, czy inne formy publicznego znęcania się nad osobami uznanymi za winnych. Współczesny człowiek pragnie krwawej rozrywki, jeżeli tylko zmęczą go horrory i filmy o wojnie, gwałcie, terrorze, zawsze może znaleźć w internecie samozwańczych obrońców moralności, normalności, czy wartości, którzy będą linczować innych za rzekome uchybienia.
Nasz codzienny świat przemocy wyostrza jej formy i poszerza zakres wrogich działań i „złych ludzi”. Hejt potrzebuje cały czas świeżego podłoża, na którym może wyrastać. Żywiąc się urazą do wszystkich tych, którzy są inni, lub robią coś, co nie mieści się w ogólnych zasadach kulturowo sankcjonowanej normy, potrzebuje nowych wrogów, oraz takich, którzy zaburzają to, co uznane za podstawowe i niezmienne. Odkąd rozwinął się przemysł mięsny i w XX wieku ludzie zachodu uznali, że jedzenie mięsa jest normą – abolicjoniści zwierzęcy, weganie, osoby walczące o zwierzęcą godność, bezpieczeństwo i wolność – postrzegani są wrogo. Od paru lat możemy obserwować wzmożenie niechęci i agresji do wegan/ek, abolicjonistów/ek. Backlash wobec weganizmu i abolicjonizmu wszedł w fazę naukowo-publicystyczną. Dlatego możemy spotkać coraz więcej rzekomych osób eksperckich tłumaczących nam jak to niebezpieczny jest weganizm, bądź objaśniających nam co złego robią abolicjoniści/ki zwierzęce. Internet zalany jest materiałami wskazującymi zło weganizmu i absurdalność walki o prawa zwierząt. Gieniutkowo – niezależnie od tego, czy zarzuty pod adresem osób prowadzących są prawdziwe czy nie – stało się polem walki z „nieprawościami” i „złem” weganizmu/abolicjonizmu. Dlatego dla hejterów nie jest ważne gdzie leży prawda i jakie są skutki ich działalności. Osoby hejtujące bardzo często kierują się tylko jednym: złością, że ktoś śmie podważać ich porządek myślenia. Dlatego w gruncie rzeczy nie jest ważne dla hejterów, co dzieje się ze świniami z Gieniutkowa, ważne jest to, że zamiast widzieć w nich boczek, szynkę czy tuszę, znaleźli się ludzie, którzy widzą w świniach Osoby.
W wielu portalach i stronach internetowych możemy spotkać samozwańczych obrońców ładu świata tego, którzy jeżeli tylko sami nie hejtują sieją nienawiść i dezinformacje. Czasami mogą działać ze szlachetnych pobudek, myląc jednak dociekliwość z nękaniem, a szukanie prawdy z gorącym przekonaniem, że wiemy jak jest – podpalają emocje, które niszczą. Osoby doświadczające hejtu tracą poczucie wartości, godności, czy sensowności własnej działalności. Często też osoby doświadczające hejtu czując się zaszczute i prześladowane nie są w stanie poradzić sobie z tym, co je spotyka. Zakładając (nie jestem policjantką, prokuratorką, nie badałam sprawy, nie byłam, nie rozmawiałam z ludźmi więc nie wiem), że w Gienutkowie dzieje się coś złego hejt nie pomoże rozwiązać problemów. Kolejny materiał piętnujący „złych ludzi” nie zmieni funkcjonowania rzekom niewłaściwie działającego ośrodka. To tylko tworzenie sensacji pozwalającej na zwiększenie zasięgów, lansowanie się jako osoby wybitnie bystrej, racjonalnej i krytycznie myślącej, kosztem ludzkich i pozaludzkich osób.
Żyjemy w kulturze przemocy, gdzie hejt nasz powszedni stał się normą, gdzie uzurpujemy sobie prawo do wygłaszania wyroków i wartościowania drugiego człowieka, jego pracy i zachowania. Widząc coś co uznajemy za niewłaściwe rzucamy się w świętym oburzeniu na winowajcę/winowajczynię nie przejmując się konsekwencjami naszego działania. Jeżeli faktycznie w Gieniutkowie doszło do szeregu zaniedbań, to najważniejsze jest by zadbać o żyjące tam zwierzęta, czego żaden hejt nie zrobi. Przeszłość ludzi prowadzących dany ośrodek nie świadczy o tym jak będą to robić. Jeżeli ktoś kiedyś popełnił jakiś błąd nie oznacza to, że będzie cały czas to robić i że jest złym człowiekiem. Topienie w domniemanych zarzutach ludzi, wartościowanie ich czy wykazywanie im, że są złymi, chciwymi, czy dysfunkcyjnymi niczego nie zmienia, oprócz wytworzenia jeszcze jednego materiału dla rządnych sensacji widzów.
Hejt nasz powszedni niszczy, zamykając drogę do dyskusji nad problemami, czy ograniczając możliwości by zrozumieć, dogadać się, pomóc, współdziałać, czy przepracować ewentualne problemy.
Tekst prof. Joanna Hańderek
