Uważność. Gdzie ją odnaleźć?

27 i 28 lutego bieżącego roku, dzięki gościnności Galerii Factory w Modlniczce, odbędzie się kolejny weekendowy Wielkowiejski Targ. Będzie to kontynuacja targowa, oraz rozmów i refleksji rozpoczętych podczas jesiennej edycji wydarzenia, poświęconych uważności, fair trade oraz promocji lokalności. Relacja z tamtego spotkania jest dziś zaproszeniem do spędzenia wspólnego czasu w lutym i do dalszej refleksji nad uważnością w handlu i codziennym życiu.

W ub.r.. 28 i 29 listopada Wielkowiejski Targ gościł w przestrzeniach Galerii Factory w Modlniczce. Oprócz stoisk z produktami spożywczymi i rękodzielniczymi odbyły się warsztaty, panele dyskusyjne i wykłady akademickie. Jeden z nich dotyczył społecznej uważności, a poprowadziła go profesor Joanna Hańderek, wykładowczyni filozofii i etyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, bywalczyni Wielkowiejskiego Targu w Szycach.

W centrum handlowym łatwo przeoczyć wszystko, co nie jest głośne. Uważność zwykle zostawiamy na las, góry albo wieczorny spacer. A jednak właśnie tutaj, wśród zapachów i rozmów Wielkowiejskiego Targu, prof. Joanna Hańderek zaprosiła nas, by na chwilę zwolnić i zobaczyć więcej. Zobaczyć, co naprawdę dzieje się między ludźmi. Dostrzec drobne momenty, które mijamy bez słowa, choć to one najczęściej składają się na nasze codzienne życie.

Jej opowieść zaczęła się od prostego, ale bardzo trafnego stwierdzenia, że uwaga nie jest techniką ani filozoficznym ćwiczeniem. Uwaga jest kierunkiem. To sposób, w jaki zwracamy się ku światu. Do czego przyciąga nas myśl. Do kogo kieruje się nasze spojrzenie. Intencja jest obecna nawet wtedy, gdy na co dzień jej nie zauważamy. Uważność nie musi dotyczyć spraw wzniosłych. Zaczyna się od drobiazgów. Od miski na stoisku. Od pytania, co ugotować na obiad. Od spojrzenia na przedmiot, który z pozoru niczym się nie wyróżnia.

Jednym z najbardziej poruszających elementów wykładu było przypomnienie, że przedmiot nigdy nie jest tylko rzeczą. Każdy z nich ma za sobą czyjeś ręce, czas i emocje. Ktoś go wyprodukował, zaprojektował, wypalił, ozdobił albo zebrał z pola. Na każdym etapie była czyjaś obecność. Biorąc do ręki misę albo świąteczną ozdobę z rękodzielniczego stoiska, dotykamy pracy człowieka, którego nie znamy, a jednak wchodzimy z nim w jakąś formę relacji. Wrażliwość twórcy jest ukryta w przedmiocie tak samo, jak historia tych, którzy będą go później używać.

Takie spojrzenie zmienia perspektywę. Widzimy nie tylko gotowy produkt, ale cały proces. Modelowanie, wypalanie, szkliwo. Sianie, podlewanie, zbiory. Wodę, ziemię, ludzi i czas. To, co kupujemy, nie zaczyna się od ceny na etykiecie. Zaczyna się dużo wcześniej, w pracy rąk, w powtarzalnych czynnościach i w wysiłku, który często pozostaje niewidzialny.

W tym kontekście lokalność przestaje być modnym hasłem. Staje się odpowiedzialnością. Kupując od rzemieślnika, rolnika czy lokalnej twórczyni, skracamy drogę produktu i naprawdę widzimy człowieka po drugiej stronie. Jego zaangażowanie, historię i troskę o to, co robi. Przypomnijmy choćby sytuację z tegorocznej nadprodukcji jabłek. Wiele osób ruszyło wtedy bezpośrednio do sadowników. Nie dla zniżek, ale z potrzeby wsparcia. To był jeden z tych krótkich momentów, kiedy uważność zadziałała społecznie.

Profesor Hańderek zwróciła również uwagę, że przez nieuwagę bardzo łatwo wpaść w tryb posiadania. Ziemia, produkt, rzecz, pieniądze, decyzje. Wszystko w logice „mam”. Uważność odwraca ten porządek i pokazuje, że świat jest wydarzeniem. Ziemia jest wydarzeniem, bo rodzi życie. Sadzenie, zbieranie i przetwarzanie są wydarzeniami. Gotowanie posiłku także. W zwykłym dniu, w zwykłej kuchni, razem albo osobno, powstaje coś nowego. Z natury przechodzimy do kultury. Z warzywa tworzymy smak, który ma historię i znaczenie.

Najmocniej pozostało we mnie to, co profesor powiedziała o codzienności. Że człowiek zbyt często czeka na wielkie momenty, zamiast zauważyć małe, które właśnie mijają. Efekty „wow” łatwo kolekcjonować, ale to nie one budują nasze życie. Życie składa się z drobiazgów. Z rozmowy przy stole. Z pamięci o tym, że ktoś woli cytrynę bardziej niż imbir. Z gestu, gdy osoba na stoisku odkłada coś świeższego, bo wie, że wrócimy. Z chwil, w których jesteśmy obok siebie bez większego planu. Dopiero kryzys, choroba albo strata uświadamiają nam, jak wiele znaczą te pozornie małe rzeczy.

W tym sensie Wielkowiejski Targ okazał się idealnym miejscem na wykład o uwadze. Tu relacje dzieją się same. Twórca stoi obok swojego dzieła. Rozmowa jest naturalna. Przedmiot przestaje być anonimowy. Kupowanie zamienia się w poznawanie, a poznawanie w budowanie więzi, które mogą trwać latami albo tylko chwilę, ale zawsze są wartościowe.

Uważność, o której mówiła prof. Hańderek, nie jest teorią. Jest praktyką codziennego życia. Tym, jak patrzymy, jak słuchamy i jak jesteśmy. Tym, czy potrafimy zatrzymać się na moment i pozwolić zwykłej chwili wybrzmieć. Nawet tutaj, wśród świateł Galerii Factory w Modlniczce, świat potrafi uchylić się i pokazać coś, co na co dzień pozostaje ukryte.

Po tym wykładzie zostało we mnie jedno ważne zdanie, które można usłyszeć tylko wtedy, gdy patrzy się uważnie: to, co najważniejsze, dzieje się właśnie teraz. W drobiazgach. Między ludźmi. W chwilach, których jeszcze nie nazwaliśmy, tych z Mądrych Wiosek i Przedmieść.
Tekst, fot. Janusz Bończak