Gieniutkowo – azyl między empatią, a odpowiedzialnością

Gieniutkowo, to jedno z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce miejsc, które wzięło na siebie ciężar opieki nad zwierzętami hodowlanymi, głównie świniami. Sama idea azylu, w którym zwierzę nie jest produktem, lecz istotą wymagającą troski, nie budzi kontrowersji etycznych. Te pojawiają się dopiero w momencie, gdy idea zderza się ze skalą działania, pieniędzmi i społecznym napięciem.

Fundacja Prosiaczka Eugeniusza Gieniutkowo działa formalnie, posiada aktywny wpis w KRS i prowadzi publiczne zbiórki. W przestrzeni medialnej funkcjonują zarówno reportaże pokazujące codzienność azylu, jak i materiały krytyczne, w tym filmy publikowane na YouTube oraz ostre, często hejterskie komentarze w mediach społecznościowych. Spór wokół Gieniutkowa, nie dotyczy więc samej idei ratowania świń, lecz pytań o sposób zarządzania, transparentność działań i zdolność długofalowego utrzymania bardzo dużej liczby zwierząt.

Z publicznie dostępnych informacji, nie wynika jednoznacznie, by fundacja działała w złej wierze. Jednocześnie brakuje jasnej, systematycznej dokumentacji finansowej i operacyjnej przedstawionej w formie zrozumiałej dla przeciętnego darczyńcy. W tej luce informacyjnej emocje zaczynają zastępować fakty, a internetowy spór szybko przybiera formę polaryzacji zamiast rzeczowej debaty.

Gieniutkowo staje się dziś przykładem szerszego problemu, z którym mierzą się azyle dla zwierząt. Jak połączyć empatię z odpowiedzialnością, oddolną inicjatywę z profesjonalnym zarządzaniem oraz moralny imperatyw ratowania zwierząt z realnymi ograniczeniami finansowymi i organizacyjnymi.

Ocena tego miejsca wymaga więcej niż wiary lub niechęci. Wymaga dostępu do danych, spokojnych odpowiedzi i gotowości obu stron do rozmowy. Bez tego każda kolejna zbiórka, film czy oskarżenie będzie jedynie pogłębiać konflikt, zamiast służyć zwierzętom, które miały być jego jedynym sensem.

Jedno jest natomiast pewne. Język krytycznych uwag i komentarzy kierowanych wobec azylu jest niedopuszczalny i świadczy raczej o słabości jakości źródeł opiniotwórczych, niż o realnej trosce o zwierzęta. Taki język, nie jest do zaakceptowania.
Janusz Bończak