Jajko?

Spread the love

Jak żyć bez jajka? Jak ugotować, czy upiec cokolwiek bez jajka? To pierwsze pytanie zadawane przez przeciwników weganizmu. Po prostu w głowie się nie mieści współczesnego człowieka, że może nie jeść jajek. Cholesterol szybuje na złamanie karku, ale jajeczko musi być. Omlecik, jajeczniczka takie zdrowe. Jajka dodawane są wręcz maniakalnie do wszystkiego, jakby bez nich cały świat się rozleciał. Kuchnia jajkiem stoi. Tyle, że współczesna kuchnia.

W tradycyjnej kuchni jajko było luksusem. Wprawdzie baba wielkanocna staropolska pochłaniała kopę jaj, ale zastanówmy się jak często była robiona i przez kogo? Smutna prawda nr 1: ogromna większość naszego społeczeństwa była chłopska (Kamil Janicki w „Pańszczyźnie” pisał, że około 90%). Więc nasi przodkowie nawet jak kury hodowali, to po pierwsze one sobie biegały wolno po podwórku, a po drugie jajek raczej nie zjadali, te należało oddać do dworu. Jajko było przywilejem. Smutna prawda nr 2: baba wielkanocna z kopy jaj, była wielkanocna, a więc odświętna. Jajko było luksusem.

Po pokoleniach biedy i głodu, w erze konsumpcyjnego bogactwa, współczesny człowiek odbija sobie za wszystkich swoich przodków. Luksus stał się normą, odświętne potrawy stały się codziennością. Ludzie bogatego zachodu najpierw przejadają się by pokazać światu i udowodnić sobie, że mogą, że awansowali społecznie, że nic już ich nie zatrzyma. A potem na siłowniach, w kurortach odchudzających próbują zbić zbędne kilogramy i płaczą w mankiet dietetyków, że im się źle oddycha przy chodzeniu i figura już nie ta. Jeszcze do nie dawna tłuste ciało oznaczało bogate i ponętne ciało. Wiek XX nas tego oduczył, dał nam możliwość spożywania wszystkiego, co zapragniemy i równocześnie dał nam kompleks ciała, które już ledwie trawi ten otaczający go luksus.

Płacimy dużą cenę za wieczne realizowanie własnych symbolicznych w gruncie rzeczy potrzeb. Jajko nie jest nam potrzebne do szczęścia, tak samo jak mięso. Zmielone i zalane siemię lniane doskonale zastąpić może jajko. Osobiście uważam, że jak się nieco potrawa rozwali na talerzu to nic jej się nie stanie, ani nam. Czy kotlety z kapusty muszą być zwarte i sklejone jajkiem tak by budowały regularne kształty. Może lepiej, żeby były smaczne i zdrowe. Może nie jestem estetką, ale pytane czy moje poczucie estetyki ma zabijać? Może nie jestem najlepszą kucharką świata, ale pytanie czy obiad przygotowany przeze mnie dla rodziny ma być dla niej właśnie czy przeciwko rodzinie i światu?

Dążenie do luksusu, wieczna chęć by jeść to, co uznajemy za niezbędne w naszej kuchni, za to, co w naszym mniemaniu nam się należy tak naprawdę jest ogromnym aktem agresji skierowanym wobec innych sentientów, innych istot czujących, wobec świata. Trzeba bowiem zadać sobie pytanie skąd to nasze jajko? Skąd ta nasza jajeczniczka, omlecik i inne potrawy naszpikowane jajkami? Wizja sielskiej wsi, gdzie Zosia w wianku na głowie zwiewnym krokiem biegnie kurki doglądać nigdy nie była realna (swoją drogą koszmarny los Zosi, jeszcze nieletniej a już wydanej za mąż, pozbawionej edukacji i praw do majątku, więc uważałabym, za poetycką wizją stoi przemoc).

Nasza jajecznica, omlet, ciasto pełne jajek, jajka na twardo, jajka sadzone, jajka w sałatkach to nic innego jak efekt życia kur niosek w ścisku, w klatkach, gdzie na jedną kurę przypada przestrzeń wielkości kartki papieru. To życie kur od urodzenia w stresie, karmionych sztuczną karmą, w sztucznym świetle, ciągle na prętach, w klatkach, z odparzonymi łapami, z odartą skórą, bez możliwości biegania, rozprostowania skrzydeł. Ale te kury akurat miały szczęście, gdyby urodziły się jako koguciki wówczas byłyby zostać zagazowane albo żywcem zmielone. Nasze fileciki to życie brojlerów w klatkach, gdzie karmione sztuczną karmą przybierają na wadze w takim tempie, że ich kości nierzadko pękają pod ciężarem pisklęcia. Taki nieszczęsny ptak nie może się poruszać, cierpi na różnego rodzaju choroby tylko po to by jego masa ciała jak najszybciej przybrała na wadze i jak najszybciej dała nam to, czego tak bardzo potrzebujemy: mięsa. W badaniach życia brojlerów często pojawia się takie porównanie: przyrost masy ciała kurczaka jest tak szybki, że gdyby był dzieckiem ludzkim wówczas w wieku 5 lat ważyłby 150 kilo.

Hodowle wielkopołaciowe krzywdzą też środowisko, zanieczyszczając wody gruntowe i teren dookoła nich odchodami kur, co odbija się na całym ekosystemie.

Gdy wchodzimy do kuchni wydarza się kulturowa magia. Możemy albo krzywdzić, albo stwarzać smaczne, dobre potrawy, które pozwolą nie tylko się najeść, ale i posiedzieć przy stole, porozmawiać, cieszyć się życiem i towarzystwem innych. Do bycia razem, do najedzenia się, do dostarczenia naszemu organizmowi odpowiednich wartości odżywczych nie musimy rujnować życia innych istot czujących i środowiska. Jedzenie może być magią, dobrą magią, wszystko zależy od nas, co będziemy chcieli w naszej kuchni zrobić: wykorzystać i niszczyć życie, czy sprawiać, by życie trwało i było dobre.
Tekst dr hab. Joanna Hańderek, prof. UJ, fot.  Janusz Bończak

Dr hab. Joanna Hańderek, prof. UJ .

dr hab. Joanna Hańderek, prof. UJ,  wykładowczyni w Instytucie Filozofii UJ. Zajmuje się filozofią kultury i filozofią współczesności. Od 2013 roku organizuje cykl wykładów i spotkań poświęconych różnym formom dyskryminacji społecznych „Kultura wykluczenia?”. Współredaktorka kwartalnika popularnonaukowego „Racje”, członkini Towarzystwa Humanistycznego, Akademickiego Stowarzyszenia przeciwko Myślistwu Rekreacyjnemu, Kongresu Świeckości, członkini rady głównej Kongresu Kobiet. Z kotką na kolanach pisze filozoficznego bloga https://handerekjoanna.wordpress.com

Twórz Istotę z nami!

Wesprzyj Istotę