Odbite w lustrze spojrzenie,
w wewnętrznej kieszonce marynarki,
schowane w cieniu ciepła ciała.
Choć już zmięte, przetarte,
pod palcami miękkie od krawędzi,
złożone uczucia, mechate w dotyku.
Nie spojrzę na nią.
Brak mi odwagi, by znów tam być,
w tych emocjach, słowach, drżeniu,
w półcieniu znaczonym kartami.
Zmiętych uczuć już zapominam.
Nie pamiętam. Zapomniałem.
Zmiętą kartkę złożono na czworo.
Janusz Bończak. Obecność























































