Polowania!

Podczas 33. Sesji Rady Miasta Krakowa miała wystąpienie dr hab. prof. UJ Joanna Hańderek, wykładowczyni w Instytucie Filozofii UJ. Zajmującą się filozofią kultury i filozofią współczesności. Dotyczyło ono polowaniom na dzikie zwierzęta. Dziękuję za jaj głos. Zapraszam do przeczytania tego głosu w dyskusji.

Australia płonie, płuca świata płoną, są też systematycznie wycinane, lasy na Syberii płonęły w zeszłym roku wiele razy. Żyjemy w czasach wielkiego wymierania, zagłady wielu gatunków zwierząt, coraz większych zmian ekosystemu. Katastrofa klimatyczna stała się faktem.
Dlatego każde działanie, nawet najmniejsze ma znaczenie. Każda ludzka ingerencja w środowisko naturalne obciążona jest obecnie poważnymi konsekwencjami.
Po wyjściu myśliwych z lasu jeszcze długo panuje cisza. Czasami trwa to kilka dni, nim przerażone zwierzęta będą próbowały wrócić do swoich gniazd. Dla wielu młodych jest już jednak za późno. Pozostawione same sobie w gniazdach, gdy ich matki uciekały w popłochu, pisklaki i inne małe zwierzaki po prostu umierają. Po norowaniu w lisich norach zostaje tylko krew, szczątki zmasakrowanych zwierząt.
Polowanie to ogromne zaburzenie ekosystemu, to zaburzenie ostatnich przestrzeni jakie nam pozostały. Żyjemy w czasach coraz bliższej zagłady. Ślepy upór człowieka by mordować, bardzo często mordować dla przyjemności niszczy te resztki przestrzeni zielonej, które na naszych oczach coraz bardziej obumierają.
Myśliwi to potężne i obłudne lobby. Pomimo faktu, że ponad 80 procent społeczeństwa jest przeciwna polowaniom, myśliwym ciągle udaje się wmówić w sejmie czy w radach miejskich, że ich działanie jest potrzebne społeczeństwu. Obłuda kryje się w argumentacji: dziki zagrażają człowiekowi, rozmnażają się nadmiernie i wchodzą na tereny człowieka. Problem w tym, że to myśliwi odpowiadają za ich nadmierne rozmnażanie. Najpierw są one przez myśliwych dokarmiane, a potem, gdy jest ich „za dużo”, myśliwi mogą argumentować, że polowanie jest konieczne.
Obłuda kryje się w argumentacji myśliwych, którzy twierdzą, że robią polowania dla społeczeństwa. Tak naprawdę robią to dla siebie, dla własnej spaczonej przyjemności i dla pieniędzy. Bo to, co zostaje przemilczane, to fakt, że myślistwo jest bardzo dochodową formą mordowania. Sprzedając ciała zamordowanych zwierząt myśliwi zarabiają na tak zwanej „dziczyźnie”, która „cieszy” w wielu restauracjach jak stały element menu. Tak samo myśliwi zarabiają na organizowaniu polowań dla zagranicznych „turystów”.
Równie obłudnym jest argument zagrożenia chorobą. Prawda jest taka, że polowania tylko przyspieszają migracje niszczycielskich wirusów. Ranne zwierzęta krwawiąc pozostawiają za sobą nie tylko ślady okrutnej agonii ale i zagrażające innym przedstawicielom swego gatunku wirusy. Bardzo często uciekając przed nagonką myśliwych zarażone zwierzęta biegną poza swoje wcześniejsze żerowiska roznosząc chorobę.
Przerażającym jest argument, że myślistwo jest pięknym, zgodnym z tradycją sportem. Tak naprawdę to mordowanie istot żyjących, które znieczula ludzi na krzywdę i cierpienie. Mówić o myślistwie jako o tym, co ugruntowane w tradycji trzeba pamiętać też, że do tradycji kultury europejskiej należało zarówno niewolnictwo jak i wydawanie nastoletnich dzieci bez ich zgody za mąż. Dzisiaj niewolnictwo jak i małżeństwo nieletniej dziewczynki z dużo starszym od niej mężczyzną budzi w nas moralny niesmak. Dlaczego zatem chcemy powoływać się na tradycję? Jakich broni ona wartości? W przypadku myślistwa tradycja broni mordowania, które we współczesnym świecie coraz bardziej nam zagraża. Wielkie wymieranie trwa na naszych oczach, a myśliwi tylko je przyspieszają.