Rajski Veganic

Plan na przyjemny spacer po Krakowie? Oczywiście. Umówcie się z przyjaciółmi lub wybierzcie się sami… Proponuję rozpocząć spacer z samego serca Krakowa – Rynku Głównego. Wiem, co mówię.
Jestem krakusem.

Mając po lewej ręce Wieżę Ratuszową, a za plecami główne przejście Sukiennic, możemy być pewni, że idąc naprzód wkroczymy na ulicę Szewską, niezależnie od pory dnia hałaśliwą i zatłoczoną.
U jej końca mijamy Podwale. Kontynuując spacer wybrukowaną ulicą Karmelicką, u jej początku z lewej strony mijamy słynny Teatr Bagatela. Następnie dochodzimy do przecznicy i skręcając w lewo, jesteśmy na ulicy, która samą swoją nazwą jest obietnicą przyjemności – ul. Rajską. Ona poprowadzi nas do najmodniejszego miejsca Krakowa – Dolnych Młynów. Tu spotykają się licznie krakowianie, często spędzając tam czas nawet do rana. Po kilku krokach znajdziemy się u celu, w niezwykle klimatycznym miejscu. Tu pod numerem 10 zaraz po przekroczeniu szlabanu, przy samym wejściu na teren byłej Fabryki Cygar i Wyrobów Tytoniowych mieści się restauracja Veganic, która gości kuchnią roślinną, wegańską i wegetariańską. Zapraszam do środka.

Ja też odbyłem ten spacer i spotkałem się z właścicielami restauracji Veganic – Igą i Jarkiem Uniszewskimi. Przeczytajcie, o co spytałem Igę, a przede wszystkim, co mi na moje pytania odpowiedziała.
Od kiedy istnieje restauracja przy Dolnych Młynów i z czy założenia miała serwować dania roślinne?
– Restauracja Veganic istnieje już trzeci rok, powstała w lipcu 2016 i oczywiście pomysł był taki, aby serwowana kuchnia była oparta na daniach z roślin. To jednak był eksperyment, ale nie jest tak, że nie mieliśmy doświadczenia w gastronomii, wcześniej otworzyliśmy lokal Bococa Bistro przy placu Inwalidów w Krakowie,
w którym od sześciu lat serwujemy naszym gościom zdrową kuchnię międzynarodową opartą na sezonowych, wysokiej jakości produktach.
A skąd pomysł na Veganic? Przyszedł taki moment w moim życiu, gdy zdecydowałam się zrezygnować z jedzenia mięsa i w związku z tym powstała potrzeba znalezienia miejsc w Krakowie, gdzie mogłabym coś zjeść… Ale również zaczęliśmy w tamtym czasie wspólnie z moim mężem trochę jeździć po świecie i podczas naszych podróży także szukałam restauracji odpowiednich dla mojej nowej diety. W efekcie nietrudno było mieć refleksję, że między Krakowem a pozostałą częścią świata była przepaść jeżeli chodzi o dostępność kuchni wegetariańskiej. W Krakowie można było znaleźć małe bary, knajpki, ale nie było dużej restauracji ze zdrową roślinną kuchnią. A ponieważ chcieliśmy otworzyć jeszcze jeden lokal w Krakowie, znaleźliśmy to miejsce przy Dolnych Młynów.

Wasza restauracja w ciągu tych lat zyskała niezwykłą renomę i uważana jest już dziś w Krakowie za kultowe miejsce, jest mocną marką! Nie dziwię się tej opinii, gdyż składa się na nią wiele czynników. Restauracja jest przestronna, o wystroju, któremu trudno zarzucić, że jest nudny. Mnóstwo zieleni oraz kwiatów sprawia, że wnętrze jest bardzo przytulne, a zawsze uprzejma i uśmiechnięta obsługa chętnie pomaga w doborze dań. I oczywiście kuchnia..

– Otoczenie, jak i samo pofabryczne wnętrze, w jakim zastaliśmy ten lokal, było inspiracją do tego wystroju. Postanowiliśmy utrzymać klimat tego miejsca, a ponieważ od lat zajmujemy się wystrojem wnętrz, to nasza druga branża i też na tym polu mamy spore doświadczenie, było nam
o wiele łatwiej dopasować styl, znaleźć odpowiednie meble, jak również elementy dekoracyjne. I rzeczywiście zwracamy szczególną uwagę na to, by podawane przez nas dania były najwyższej jakości i tak jak nasz wystrój chcemy, by potrawy nie były nudne w smaku oraz sposobie podania. Dba o to nasza szefowa kuchni Magda Santus, z którą się świetnie rozumiem i mam do niej zaufanie. Wspólnie tworzymy kartę dań, później dania testujemy i przynajmniej trzy razy w roku wprowadzamy nowe, ciekawe propozycje. Dostępność potraw zmienia się też z powodu sezonowości, gdyż staramy się o to, by surowce do przygotowywania jedzenia były oparte na zawsze świeżych produktach. Oczywiście mamy takie pozycje
w menu, które podajemy od samego początku. To spaghetti gryczane z awokado i rukolą, które cieszy się niezmiennym zainteresowaniem naszych gości. Także kotlet z boczniaka ma swoich wiernych wielbicieli. Frytki z polenty, czyli włoskiego specjału gotowanego z mąki kukurydzianej wg mojego pomysłu, są także często wybierane i doceniane. Generalnie nasza kuchnia jest w stylu międzynarodowym z elementami kuchni polskiej, bliskowschodniej, śródziemnomorskiej, a jednak w 90% wegańska. Pozostała część to wegetariańskie wersje dań.

Jakie były opinie pierwszych klientów?
– Byli zachwyceni. Wygląda na to, że byli spragnieni w Krakowie takiego miejsca i od samego początku nasza restauracja była licznie odwiedzana. Tak jest do dziś.
W restauracji mamy też duży bar, więc to nie tylko nasza kuchnia roślinna świadczy
o jej atrakcyjności. Wiele osób zwraca uwagę na to, że atutem tego miejsca jest przestronność, goście dzięki temu mają własną przestrzeń. Podejrzewam, że w Polsce nie ma tak dużego lokalu z kuchnią roślinną.

Jak wygląda Wasz dzień w Veganicu?
– Codziennie zaczynamy od śniadania, od godziny 9.00 rano, tylko w poniedziałki otwieramy o 12.00. Dodatkowo w weekendy bufet jest czynny do godziny 13.00. Śniadania podajemy w formie bufetowej, następnie w południe lunch. Codziennie przygotowujemy nową propozycję – czyli zupa oraz drugie danie. Następnie cały dzień oferujemy dania, które mamy w karcie. Mamy wspaniałą cukierniczkę. Nasza Inna na miejscu piecze przeróżne ciasta wegańskie, bezglutenowe, niektóre bez cukru. Dostępne desery z karty, przygotowywane przez kuchnię, można zjeść w akompaniamencie wyśmienitej kawy. Natomiast pod wieczór rozkręca się bar, zwłaszcza w weekendy. Dostępne są mocniejsze trunki, a także nasze autorskie koktajle tworzone przez barmanów. Wina mamy od panów Makłowiczów. Zamykamy, gdy ostatni gość zdecyduje
się nas opuścić. Kuchnia w weekend jest czynna do godziny 24.00, a w tygodniu można dania zamawiać o godzinę krócej.
Nasz lokal można również wynająć na różne imprezy firmowe czy wigilie, komunie oraz wesela, a corocznie organizujemy w Veganicu sylwestra.
Kiedy trzeba zacząć dowiadywać się o możliwość spędzenia z Wami sylwestra?
– W listopadzie (śmiech), najlepiej na jego początku.

Czy trzeba rezerwować stolik, by spędzić u Was czas?
– Tak. W weekendy trzeba to zrobić,
a w tygodniu nie jest tak trudno u nas coś zjeść. To jest duża restauracja, mamy około 100 miejsc w środku i tyle samo w ogrodzie. Dla dwóch osób miejsce zawsze się znajdzie, w przypadku grup już nie jest to takie łatwe…

A wyjątkowi goście…
– Każdy gość jest dla nas wyjątkowy. Owszem, bywają u nas gwiazdy, celebryci czy politycy, niektórzy z nich są naszymi stałymi bywalcami, ale nie będę zdradzać szczegółów, chciałabym, aby czuli się
u nas swobodnie. Zdarza się dość często, że odwiedzają nas np. muzycy. Gościliśmy panów z zespołu Depeche Mode przy okazji ich koncertu w Krakowie. Martin Gore wraz z ekipą przez dwa dni spędzone w Krakowie odwiedzał Veganica i próbował naszych specjałów. Muzycy świetnie się u nas bawili. Odwiedza nas sporo turystów z zagranicy, skuszonych naszą dobrą pozycją w rankingu TripAdvisor.

Jesteście przygotowani na odwiedziny rodziców z maluchami?
– Tak. I bardzo się cieszymy, że odwiedzają nas całe rodziny. Dzieci mają przygotowane u nas miejsce, gdzie mogą porysować, pobawić się, a te najmniejsze mogą być w spokoju np. przewinięte przez rodziców czy nakarmione przez mamy.
Czy zdarzyło się Wam organizować wesela w pełni wegańskie?
– Tak. Była duża impreza, młoda para zaprosiła na swoją uroczystość ponad 120 osób. Była wtedy wynajęta cała restauracja łącznie ze specjalnym pawilonem, który postawiliśmy na tę okoliczność w ogrodzie. Bawili się świetnie!

Czy można do Was przyjść ze swoimi podopiecznymi, mam tu na myśli również psy, koty…
– Ależ oczywiście! Veganic kocha czworonogi! Veganic kocha psy, bardzo dużo rodzin przychodzi do nas z dziećmi i swoimi psami.
Na psy zawsze czeka miska z zimną i czystą wodą. Zapraszamy do nas wszystkich ze swoimi pupilami! Już niedługo w Veganicu pojawią się specjalne, przez nas wypiekane, zdrowe ciasteczka zbożowo-warzywne właśnie dla piesków. Mam nadzieję, że przypadną im do gustu, mimo, że bez mięsa.

A czy zdarzyło się kiedyś, że gość przyszedł ze zwierzęciem innym niż pies czy kot, np. z papugą albo np. krokodylem…?
– Nie. Nie zdarzyło się, ale jeżeli będzie taka sytuacja również zostaną obsłużeni (śmiech).

Można poprosić u Was o nalanie kawy do kubka albo wykorzystanie pojemników, które przynieśli goście? Myślę tu o zwolennikach zero waste.
– Zdecydowanie tak. Staramy się być ekologiczni. Nasze opakowania oraz sztućce do dań na wynos już takie są
– wykonane z trzciny cukrowej albo gryczane, a rurki do napojów są biodegradowalne i podajemy je tylko wtedy, gdy są naprawdę konieczne.

A gdy przyjdzie do Was klient i poprosi o wodę z kranu?
– To też ją dostanie!

Jesteście cudowni!

A Was, Drodzy Czytelnicy, zapraszam serdecznie. Wybierzcie się na spacer i sprawdźcie Veganica!
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Janusz Bończak, fot. autor