Uratowana z papugarni

Diabełek, dla przyjaciół Bełek, jest lorą czarną, papugą rzadkiego i praktycznie nieznanego w Polsce gatunku. Jest wyjątkowa, bo czarna a nie kolorowa jak inne papugi.

Została kupiona do papugarni.
Czym jest papugarnia? To hala, w której papugi latają luzem, dzięki czemu ludzie mają z nimi bezpośredni kontakt. W reklamach można przeczytać takie zachęty, jak: nakarm papugi, pogłaskaj, zrób sobie z nimi zdjęcie. Ostatnio powstało w Polsce ok.
40 papugarni. Ludzie przychodzą zwabieni reklamą przedstawiającą pobyt w papugarni jako tropikalną przygodę i kontakt z naturą. A jak wygląda rzeczywistość?
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to suche drewno. Jest wszędzie: na podłożu, na ścianach i jako wystrój wnętrza. Zieleń, palmy, wodospady są tylko na fototapetach lub rysunkach na ścianach. Tak właśnie wyglądają tropiki w wykonaniu polskich papugarni. A trzeba tutaj dodać, że takich papugarni nie ma nigdzie na świecie, to nasza polska specjalność.
Bełek została kupiona mimo że jest gatunkiem mającym specjalne wymagania, o których ani właściciel papugarni, ani
pracownicy nic nie wiedzieli. Początkowo była trzymana w małej klatce z kilkoma papugami innego gatunku, które wyżywały się na niej i dręczyły ją*. Z klatki została przeniesiona do woliery, a potem na salę. W końcu kupiono ją po to, aby klienci mogli oglądać ją z bliska, głaskać i karmić. Jednak nadal była gnębiona przez inne papugi, więc po jednym dniu wróciła do woliery.
I tam już została.
Niestety, podobne sytuacje są w papugarniach normą. Są w nich mieszane gatunki, które nie powinny być trzymane razem. Jednak liczy się przede wszystkim zainteresowanie klientów i ich zadowolenie, a klienci muszą mieć jak najbardziej różnorodne gatunki. Inaczej papugarnia będzie nudna. Dlatego trzymane są razem gatunki, które sobie wzajemnie szkodzą, które się atakują, a nawet zabijają. Ale tego klienci nie widzą. A jak czegoś oczy nie widzą, to serce nie boli.
Na prośbę właściciela zrobiłyśmy w jednej z papugarni generalny remont oraz zmianę całego podejścia. Jednym
z moich warunków było rozdzielenie nektarojadów od papug jedzących ziarno. Bełek jest nektarojadem. Wszystkie nektarojady zostały więc wywiezione do innej papugarni, w której miały być tylko one. Ale co zrobić z Bełkiem? Zdecydowałam, że ją wezmę. Trafiła do mnie ponad rok temu. Początki były trudne, papuga była nieprzystosowana psychicznie do normalnego życia, bała się wszystkiego. Do dzisiaj boi się słońca, którego przez całe swoje poprzednie życie nie widziała. Szybko okazało się, że Bełek jest chora. Nie było widać żadnych konkretnych objawów, bez badań nawet nie byłoby wiadomo, że coś jej jest. Gdyby została
w papugarni, to prawdopodobnie już by nie żyła, niezauważona przez nikogo choroba by ją zabiła. Umarłaby cicho i samotnie jak wiele innych papug w papugarniach, bo to jest cena, jaką płacą papugi za chwilę przyjemności klientów papugarni: umierają rozdeptane, zadziobane przez inne papugi, otrute elementami ubioru, poranione sprzętami znajdującymi się na sali,
z aspergilozą wywołaną zapylonym powietrzem, którym oddychają, niedożywione
i zestresowane.
Nasze zmiany nie przetrwały. Szybko powrócono do starego ze względu na koszty. Papugarnia to biznes, który ma przynosić zyski, a nie raj dla ptaków, w którym dba się o ich dobrostan.
Ale Bełek przeżyła. Nie zapomniała o papugarni, bo na filmiki z dźwiękami pochodzącymi z tej konkretnej papugarni wyraźnie reaguje strachem. Ale ma już nowe życie, w którym jest szczęśliwa na tyle, na ile może być papuga trzymana w klatce, w domu.
Tekst, fot. Joanna Karocka
* Wszystkie informacje na temat losów Bełka mam od byłych pracowników papugarni.